Reputacja: 2  | - Jedzenie też już w sumie mamy - wtrącił się Rich. Zapadła niezręczna cisza, bo żarcie w sumie mieliście, ale jakoś nikt nie chciał rozgrzebywać sceny jego zdobycia. Konserwy wystawały z torby, ale ktoś z was szybko je wcisnął z powrotem, jakby denerwował go widok corpus delicti. W końcu nikt nie lubi wspominać tak kapitalnej wtopy. Radio trochę zatrzeszczało, słychać było przebitki jakiegoś ludzkiego głosu. Wygrzebaliście to, co wciąż mieliście na wymianę. Dwie paczki petów (w sumie 16 sztuk), garść części do auta, działkę koki, kastet, odtwarzacz CD i Browninga HP. Rich miał w kieszeni "listę zakupów", opracowaną jeszcze we Fresno. Pierwsze, co z nią zrobił, to przekreślił "jedzenie" i wpisał "woda". Poza tym priorytety pozostawały te same: paliwo (którego macie stanowczo za mało na resztę trasy), leki (Bylicion X, Wapniak, Rephidal i Memoral), maski gazowe (6 sztuk) i amunicja (5,56, 7,62 AK, oraz .44 Magnum).
Nagle sygnał z radia stał się wyraźniejszy, słychać było wyraźnie głos mówiący z obcym akcentem, ale po angielsku: -...azin, i on mówi do mnie: ale wiesz co, Stiepan, tego to chyba kochany pan prezydent nie uchwali. Jak widać, Misza się pomylił, i to dość mocno. Ale wracając do tematu... Wiecie, jak byłem młody, bardzo lubiłem gry komputerowe. Potrafiłem cały dzień siedzieć i stukać w te klawisze, i stukać, i stukać... A przede mną padali pokotem parszywi hitlerowcy, brudni terroryści i inne takie męty. I jak od tego zacząłem, to po jakimś czasie pomyślałem: fajnie byłoby pogrzebać w tym komputerze. A potem, że fajnie byłoby zrobić własną grę. I tak nauczyłem się programować, a skończyłem tu, na Orbitalu. Pamiętam, że jak zapisywałem się na studia programistyczne, to mama powiedziała mi: Stiepan, bój ty się Boga, teraz co drugi to programista, nigdzie na świecie roboty nie znajdziesz <śmiech>. Widać, miała rację. Mówiła jeszcze, że powinienem zostać muzykiem rockowym, tak jak zamierzałem, a to mi się swoją drogą też wzięło od gier komputerowych. Bo wiecie, była taka seria, nazywała się Guitar Hero, tego też mi brakuje odkąd wyleciałem z Ziemi. Swoją drogą, zastanawiam się, ile to czasu minęło, bo u nas zegar nawalił... W każdym razie można było sobie w tym pograć na takiej atrapie gitary w rockowe szlagiery, i to absolutnie rządziło. Zrobili tego do 2020 osiem części, ale najlepsza chyba była "trójka"... Zresztą, posłuchajcie, mam tu gdzieś piosenkę, która w tym była. <Dziwne odgłosy, jakby ktoś rzucał plastikowymi pudełkami.> O, jest, rozsypałem cały stos płytek, ale znalazłem. Już wam zapodaję. Ludzie w barze podchodzą do audycji z pewną rezerwą, jednak uważnie słuchają, tupią w rytm muzyki i tak dalej. Barman co jakiś czas kiwa głową potakująco. Po kilku pierwszych taktach krzyczy: - Yeeehaw! The Rolling Stones!, czym zwraca na siebie powszechną uwagę i kpiące spojrzenia.
__________________ "When life gives you crap, make Crap Golems" |