| - Rzeczywiście - zaczął spokojnie Kridik - najlepszym wyjściem z naszej obecnej sytuacji, jest od razu, bez przygotowania i planu, zabrać się do działania. Przecież każden jeden wie, że nie ma nic lepszego jak improwizacja. Najlepiej by było od razu podejść do jakiegoś strażnika, czy kogoś w tym rodzaju, aby zaprowadził nas przed oblicze Mera, albo wykończymy pół miasta. Przecieżnie będziemy się ograniczać, a co się będziemy ograniczać !? - ostatnie zdanie prawie wykrzyczał. Po sekundzie milczenia, nie dając nikomu dojść do głosu, dodał jeszcze
- Jeżeli o mnie chodzi, to najlepszym wyjściem byłoby udać się po gryfa, ale najpierw Wyszemir musiałby dokładnie opowiedzieć o zagrożeniach o nas tam czekających. Poza tym, wspomniałeś coś staruszku o jakieś iluzji czy transomutacji. O co dokładnie w tym chodzi ?
Hektor spojrzał na krasnoluda z lekkim zdumienie. Gdzie ten hardy duch wojownika? To krasnolud pierwszy powinien rwać się do takich akcji. Zakapturzony kapłan był zawiedizony. Spodziewał się przecież czego innego po swoim nowym kompanie.
Po chwili Serafin odpowiedziała na jego wspaniałomyślną propozycję.
- Mogę ci to obiecać, choć nie wiem, czy sam tego chcesz... - białowłosa uśmiechnęła sie drapieżnie do kapłana - Bo co, jeśli w moich oczach, okażesz się bezbożnikiem, skarbie?
- Wtedy świat ogarnie mrok, bo prawego serca i sługi pani naszej już nie będzie na tej mrocznej ziemi. – Hektor był przekonany, że tylko on tak naprawdę dba o to by pradawna bogini wróciła na te ziemie. Czy oni w ogóle zdawali sobie sprawę jak ważny jest ten kamień? Myśli kołatały w głowie zmieszanego kapłana.
Oczywiście odpowiedź Serafin podchwycił najstarszy i najbardziej kąśliwy kompan tej grupy, Wyszemir.
-Hahaha dobrze powiedziane kochaniutka! Wyobraź sobie drogi Hektorze, iż popieram Cię w zupełności. - Uśmiech ani na moment nie schodził z twarzy starca – Idź i czyń swoją powinność chłopcze, ja nie mam co się z tobą równać gdyż moja wola przeplata się co najwyżej z wolą mojego żołądka. Tylko mam nadzieje, że wiesz co chcesz w ogóle robić, prawda? – Spytał wielce zatroskanym głosem, po czym już na poważnie zwrócił się do wszystkich.
- Jestem za głosowaniem tak jak Krdik, powinniśmy wybrać jedną z opcji ją mamy do wyboru a potem jak najdokładniej ją przeanalizować. Na razie wyklarowały nam się dwie możliwości, jeśli się nie mylę. Straceńcza misja w poszukiwaniu pisklęcia gryfa i próba podszycia się pod Maier. Jestem za drugą opcją i wiesz mi drogi krasnoludzie na słowo ciężko nawet opisać niebezpieczeństwa, jakie czekałyby nas pod Smoczą Górą. A co do próby przemienienia kozy w gryfa to były tylko głośne rozważania, coś takiego mógłby uczynić mag, który opanował sztukę transmutacji do perfekcji a ja osobiście takiego nie znam, zresztą nieważne.
- Czyli jednak podszycie się pod Maier? No proszę. – nuta kpiny w głosie kapłana odbiła się w wypowiedzianych słowach.
Dyskusja trwała jeszcze długo i pewnie nigdy by się nie skończyła, gdyby nie słowa Venefici:
- A zatem ruszajmy w stronę Gór, po gryfa.
- Nareszcie – kapłan z zadowoleniem kiwnął głową w stronę pół-elfki.
Decyzja zapadła, poczyniono przygotowania, kompania ruszyła. Z miasta wyszli pojedynczo, a później już raźnym krokiem cała grupa szła ścieżką prowadzącą w stronę gór.
Mimo nieciekawej pogody Hektor był zadowolony, w końcu ruszyli się z miasta, w którym przecież spędził całe swoje życie. Miał go dość.
Niewiele jednak minut upłynęło gdy spostrzegli się, ze ktoś ich śledzi.
Pierwszy zareagował Johann. Ruszył w wysokie trawy by przy odrobinie szczęścia, zajśc tajemniczego osobnika od tyłu.
Hektor ani myślał biegać po chaszczach. Nie w jego stroju, poza tym z jego umiejętnościami skradania i walki, raczej byłby jeszcze bardziej zauważalny niż ten, który stara się ich śledzić. Aby ukryć swoją niecierpliwość, zagadał do Serafin.
- Skąd masz ten znak na twarzy? Co on oznacza? – już dawno chciał o to zapytać, ale dotychczas nie było okazji.
__________________ "War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout" |