| Galdor szybko dotarł do ruin starożytnej strażnicy. Dopuszczał możliwość, że będzie tam obozował ktoś ocalały z napaści, jednak był trochę zaskoczony widokiem, jaki na nich czekał na szczycie. Rozpoznając młodzieńca natychmiast rzucił się mu na pomoc. Klęknął obok bezwładnego ciała i delikatnie uniósł jego głowę.
-Galdorze... - ostatkiem sił wyszeptał ranny ...
...Mnie też zabili... - zakończył i omdlał.
- Kto to zrobił? - z bezsilnością czuł, jak życie opuszcza dunedaina. - Nie, tak łatwo nie odejdziesz. Jesteś za młody.
Ogień zapłonął w oczach Noldora. Wciąż istniała szansa ... nadzieja, że uda się strażnika wyrwać z objęć śmierci. Najpierw trzeba wyciągnąć drzewce. Na grocie jest trucizna i wciąż się przedostaje do krwi ...
Narfin po chwili wypowiedziała na głos jego obawy. Elf spojrzał na znajdujących się przy nim ludzi.
- Niestety, w tym stanie nie przeżyje do jutra. Musimy natychmiast znaleźć antidotum na tę truciznę albo chociaż na tyle wzmocnić jego organizm, aby wytrwał do Rivendell. Nie pozwolę mu tak tutaj umrzeć. - powiedział z uporem w głosie.
- Manfennasie, idź po resztę drużyny i poprowadź ich na zachodni stok Wichrowego Czuba. Jest tam zaciszna kotlinka, która dobrze nadaje się na obozowisko. Tutaj nie wprowadzimy wierzchowców. I zbierzcie wszystko z tego padłego konia. Później sprawdzimy, czy jest coś, co nam da wskazówkę. Idź już. - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. W tym momencie usłyszeli dobiegający z dołu tętent i Narfin zamierzyła się, aby stłumić ognisko własnym płaszczem.
- Nie. - prawie krzyknął. - Już dostrzegli poblask. - jednak kobieta nie słuchała i zgasiła ognisko. - Teraz są pewni, że ktoś tu jest i tym bardziej wejdą. Mamy mało czasu. Muszę usunąć drzewce, żeby móc bezpiecznie go przetransportować. Pilnuj wejścia. - kiwnął głową w kierunku schodów, którymi się tu dostali.
Następnie delikatnie zdjął podtrzymywaną głowę ze swoich kolan, zdjął płaszcz i zwinąwszy podłożył pod głowę rannego, po czym odsunął rzucony na ognisko płaszcz i zabrał się w milczeniu za badanie rany. Bijąca od żaru poświata była słaba, ale nie było innego wyjścia i musiała wystarczyć dla elfich oczu. Hmmmm, drzewce ułamane, nie będzie łatwo wyciągnąć, ale na szczęście nie wygląda, żeby przebite było płuco.
Wyciągnął sztylet i trzymając delikatnie za rękojeść zanurzył ostrze w żarze, aby choć prowizorycznie je odkazić, odczekał chwilkę, aby ostygło, po czym szybko wykonał precyzyjne nacięcie rany tak, aby ułatwić wyciągnięcie tkwiącego w niej drzewca. Krew popłynęła obficiej, ale to był dobry znak, ranny wciąż żył. Możliwie delikatnie elf wsunął swe smukłe palce w powstałe nacięcie, aby lepiej chwycić tkwiący w ciele ułamek i ostrożnie zaczął wyciągać resztę strzały. Ranny szarpnął się, gdy ból dotarł do jego osłabionego umysłu i osunął się w ciemność zapomnienia, na granicę życia i śmierci ... Był nieprzytomny ...
Ostatnio edytowane przez Smoqu : 07-29-2008 o 16:24.
|