Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-06-2008, 12:46   #248
Kelly
 
Kelly's Avatar
 
Reputacja: 7 Kelly jest jak niezastąpione światło przewodnieKelly jest jak niezastąpione światło przewodnieKelly jest jak niezastąpione światło przewodnieKelly jest jak niezastąpione światło przewodnieKelly jest jak niezastąpione światło przewodnieKelly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 214 257
- Zdecydowanie nie mogę nakarmić go swoją krwią. Należy do Mercedes i tylko ona może to zrobić, sycąc chłopa purpurą, która mogłaby mu pomóc uleczyć rany zadane przez tą wariatkę. Tyle, że teraz śpi. Cóż, Simon będzie musiał wytrzymać jakiś czas pod opieką tych ... asystentek. Merry! Merry! Malkavianka? Jednakże moi kumple Malkavianie to całkiem sympatyczne chłopaki. Ba, bracia nawet, przynajmniej tak mnie nazywają. Zresztą, nieważne, ważne, że nie można na niej polegać, bo coś jej odbije i któż wie, co zrobi. Ktoś stwierdził kiedyś, że woli ludzi złych od głupich, bo po złych przynajmniej wie, czego się podziewać. Zapewne dotyczy to także wampirów? Jednakże zaraz. To, że Merry postąpiła, jak postąpiła może oznaczać, iż nie jest niepoczytalna, lecz realizuje jakiś swój ukryty cel, którego rozumienie leży, póki co, poza moim zasięgiem. Czyżby specjalnie nas prowokowała? A może po prostu nie cierpi Mercedes i nawet wiedząc, iż robi głupoty, nie mogła się powstrzymać? Wobec takich możliwości, cóż, powstrzymam się z werdyktem. Zresztą, gdyby nie całe to zamieszanie, możnaby ową Merry po prostu zignorować. Ale podczas starcia z czarownicą każda pomoc była nieoceniona. Ha, ponadto jej związki z Karolem. Kurde, żal mi chłopa, jeżeli Merry robi go w durnia, chociaż jednocześnie wtedy wołała jego imię. Czyżby liczyła na niego bardziej, niż na kogokolwiek innego? Ech, cokolwiek by powiedzieć o wampirzycach, to także kobiety, kompletnie nie można ich zrozumieć – westchnienie przypieczętowało rozmyślanie Antoine’a. Szedł korytarzem patrząc, jak dziewczęta przenoszą Simona do pokoju i opatrują mu plecy. Tam była krew, ale taka, która nie interesuje Toreadora.

- Przepraszam – nagle usłyszał głos Mayici. – Wiem, ze pani Ortega wypoczywa, a ja zostawiłam pana bez opieki, mimo, ze mnie proszono. Proszę być gentlemanem i wybaczyć mi – uśmiechnęła się przekornie.
- Proszę pani, rozmawiało się, przynajmniej mi, świetnie. Nie ma czego wybaczaćAntoine nieco głupio się poczuł. Przecież dziewczyna dostała polecenie wyjścia, wiec za co przeprasza? Chyba ..., że to forma zalotów, albo po prostu podryw. Owszem, wiedział, ze mógł się podobać, ale tym, które nie wiedziały, że jest wampirem. Mayica wiedziała, ale też była ghulem. Jednak jego oczy niepokoiły nawet ghuli. Przynajmniej wcześniej dotyczyło to także Mayici.
- Dziękuję. To świetnie – klasnęła w ręce. – Czy kładzie się pan już spać, czy też ... – zawiesiła głos.
- Do rana jeszcze chwila. To jedna z wielu zalet tego pięknego kraju, gdzie słońce potrafi zachodzić po 16-tej, a wschodzić bodajże o 10-tej.
- W zimie, to prawda, ale w lecie czasem słońce jest cały czas na niebie, albo prawie cały.
- Tak, wtedy najchętniej wyjechałbym na Antarktydę.
- Lubi pan zimne klimaty?
- Niespecjalnie, tak mi się powiedziało. Po prostu jednak brak chwili, w której mógłbym swobodnie wyjść na świeże powietrze, byłby bardzo uciążliwy.
- Rozumiem, ja wprawdzie niezbyt często opuszczam ten dom, ale znam osoby, które uwielbiają podróżować. Czy pan do nich też należy?
- Chyba tak
– zamyślił się. – Wprawdzie raczej nie teraz, jednakże kiedyś, owszem, bardzo chętnie odwiedzałem piękne i ciekawe miejsca.
- Odechciało się panu?
- Proszę siadać
- wskazał jej jedno z krzeseł w pokoju, do którego zaszli rozmawiając, - jednak nie, nie to, ze mi się odechciało. Zmęczenie. Toreadorzy, do których należę, szukają piękna. Niektórzy penetrują galerie sztuki, inni najpiękniejsze dzieła architektury, jeszcze zaś inni poszukują go w ludziach oraz w naturze. Ja należałem właśnie do takich. Dlatego zrozumiałe jest, że musiałem wiele podróżować.

Dyskusja zeszła powoli na sztukę, muzykę, w czym Mayica się specjalizowała, jako studentka sztuki. Lasalle wyraził zdziwienie, iż mówiła przecież, że rzadko wychodzi na zewnątrz, tymczasem studiując przecież musi odwiedzać uniwersytet.
- Och, studiuję eksternistycznie. Tylko na egzaminach spotykam się z profesorami oraz przy jakichś administracyjnych okazjach. Wszystko, co mi potrzebne, sprawdzam na stronie internetowej, gdzie zawsze jest dokładny wykaz przedmiotów i wszystkich takich potrzebnych studentowi. A pan?
- Ja, ja nie studiuję, ale cenię wiedzę. Cieszę się rozmawiając z ludźmi, którzy starają się kształcić.
- Czy
– nagle zmieniła temat – czy naprawdę nie chce pan pić? Wprawdzie pani Ortega korzysta ... korzysta bezpośrednio z nas, ale jeżeli pan nie chce, to mamy odpowiednio przygotowane w składzie do osobistego wykorzystania przez panią Ortegę?
- Proszę przynieść, jeżeli byłaby pani tak uprzejma.
- Ależ oczywiście. Niech pan chwilę poczeka
.

Czy Antoine naprawę pragnął się nasycić? Tak, jak każdy członek rodziny, dziecko nocy, jednak wiedział, że może się powstrzymać jeszcze długo, nawet niespecjalnie tłumiąc w sobie pragnienie. Ale któż wie, co zdarzyć się może. Wyprawa w umbrę, postępowanie Merry oraz, przede wszystkim, walka z wiedźmą nakazywały, by jak najczęściej korzystać z możliwości nasycenia. Dlatego, mimo iż nie zdecydował się pić wcześniej, teraz poprosił Mayicę.



- Dla pana ten – wskazała dziewczyna wskazując kielich wypełniony czerwonym płynem. – Ja preferuję wino. Zwłaszcza biały Calvados – ujęła swoje szkło. – Wobec tego: Za powodzenie.
- Za powodzenie
– czerwony płyn łechtał jego język, podniebienie, gardłu. Zapewniał szalone, niezwykłe doznanie przyjemności, rozkosz, która sprawiała, ze nie chciał się oderwać, póki nie wysuszył najmniejszej kropli. To było jak upajająca fontanna smaku oraz woni. Smak najwspanialszej potrawy tłumiący wszystkie inne pożądania, przynajmniej na tą chwilę. Delektował się każdym łykiem, każdym momentem oraz kroplą. Był Toreadorem, więc nie chłeptał, jak szalony, lecz powoli sączył. Nawet picie powinno być pięknem. Było, przynajmniej dla Lasalle’a.
- Smaczne? – Zapytała Mayica.
- Tak, ma pani gust, a wino?
- Tak, bardzo. To calvados. To co pan pił, to ... moje.
- Pani
? – Antoine’owi kolejny raz zrobiło się nieco głupio.
- Tak, ale – widząc jego zmieszanie natychmiast wspomniała – proszę się nie przejmować. Naprawdę. Wszystkie dziewczyny czasem to robią, jeżeli pani Ortega sobie życzy. Pomyślałam, ze skoro poleciła mi zająć się panem, to będzie odpowiedni wybór.
- Był – przyznał Antoine, włączając telewizor.

Rozmawiali, oglądali, podśmiewali się dopóki nie oznajmił, że musi iść spać.
- No cóż – mówił do kamienia kładąc się. – Miałem nadzieję, iż wyjdzie inaczej. Ta cała sprawa z Merry. Musi być z jakiegoś powodu wściekła na Mercedes, skoro tak potraktowała jej wysłańca. Tymczasem my po prostu usiłujemy jej pomóc. Jednakże skąd ona mogłaby o tym wiedzieć. Ech, mam nadzieję, że uda się spotkać na jakimś normalnym gruncie i pogadać po prostu. Przecież czarownica, to kłopoty także dla Merry. Aczkolwiek możliwe, ze Mercedes potem zechce jej odebrać kamień. Może już chciała? Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie i uda się zdobyć to co chcemy na czarownicy. Jeżeli coś sensownego wymyślimy oraz przekonamy Georga? Mam nadzieję, że Mercedes się uda tego dokonać, prawda? Ale, aż głupio mi powiedzieć, wiem, że od tego może zależeć zwycięstwo, jednakże nie chcę, żeby się z nim zbytnio spoufalała. Dziwna rzecz, takie uczucie, niezwykle dziwaczna.
 
Kelly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem