Wątek: Rycerska Rzecz
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-12-2008, 17:56   #189
Kutak
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 221 539
Chwilę jeszcze trwały nocne dyskusje na jednym z wielu leśnych traktów hrabstwa Arish. W tym czasie Dorian zdążył trzykrotnie zakrztusić się krwią z całkowicie zmiażdżonego nosa (po krótkich oględzinach Venti stwierdziła, iż kość jest w takim stanie, że łatwiej będzie ją wysmarkać niż złożyć), druidka po paru próbach nastawiła biskupowi żuchwę, Archibald przetarł parokrotnie swe wciąż brudne od krwi tego „kurwisyna” rękawice, a Sara otrzymała w prezencie od Dedericha jakąś szmatę (zapewne jedną z koszul starego giermka), którą z dziką radością wsadziła pod swój młodzieńczy zadek, przynosząc mu tym przynajmniej częściową ulgę.

Później zaś ruszyli. Czasu było coraz mniej, konie więc musiały przyspieszyć. Co by nie mówić o szacunku do tych zwierząt, jak to głosi stare porzekadło – najlepszych przyjaciół rycerza, rozwikłanie tajemnicy, która mogła prowadzić do końca całego Arish, było ważniejsze. A że po drodze było kilka wsi, to półmartwe konie zawsze mogli wymienić na te wypoczęte. Może i nie tej klasy, ale teraz najważniejsza była szybkość.

Ciążyło nad nimi widmo kolejnych walk. Przecież wiozą A’Grynna, jedną z najważniejszych kart w talii przeciwnika, więc mogli mieć pewność, że jego poplecznicy będą chcieli go odzyskać. Może nie był najlepszym wodzem, ale w tkaniu politycznej pajęczyny intryg był nad wyraz sprawny – hrabia doskonale pamiętał liczne potyczki słowne z Dorianem, wiele głosowań w radzie, które przegrał poprzez układy głowy kościoła… Nikt nie pozwoliłby sobie na utratę tak przydatnego człowieka…

Wszyscy mieli racje. Chociaż krew przeciwników nie wyschła jeszcze na ich ostrzach, to niebawem będzie jej jeszcze więcej…

***
Kasandra obudziła się z krzykiem w środku nocy. Do jej komnaty od razu wpadło trzech chłopców służebnych, przydzielonych do opieki nad nią, i dwóch zbrojnych. Ci jednak tylko zerknęli do środka i, widząc, iż nie ma żadnych dla dziewczyny zagrożeń, wrócili do spania na ławie przy drzwiach. Trzech mężczyzn, jeden z chlebem, drugi z wodą i trzeci (jedyny, który zdołał opanować trudną sztukę czytania i pisania) z kawałkiem pergaminu i piórem nadal otaczali łóżko, czekając na jakiekolwiek słowa padające z ust wieszczki.

- Widziałam! – krzyknęła i dopiero wtedy zwrócili na jej oczy – puste, nieobecne, na jej dłonie zaciskającej się na czerwonej pościeli, na jej twarz, twarz pełną przerażenia – Widziałam męża w zbroi, przybył już na swój ołtarz! I wiernych, tysiące wiernych z mieczami uniesionymi ku górze! I deszcz krwi, deszcz krwi powoli spadający na Arish! Pionki powoli ruszają, gońce i wieże także atakują… Ale brakuje im… Brakuje im hetmana…

Zawiesiła głos.

- W tej chwili walczą o niego…- nagle opadła na łóżko, zamykając oczy.

I gdy już wszyscy chcieli opuścić komnatę Kasandry, podnieceni kolejną wróżbą, ta rzekła cicho te dwa słowa…

- Jesteśmy zgubieni…

***
Tym razem ich nie zaskoczyli. Przejazd doliną, trudny teren, zewsząd otaczają ich lasy i stoki, a oni idą ledwie parę metrów od ścieżki, lasem, w miejscu, gdzie jeszcze nie jest tak gęsty, że konie mają problemy z przejazdem. Jeżeli gdzieś mają ich atakować, to tylko w takim miejscu. I zaatakowali.

Ale nie był to atak zwyczajny. Nikt nie starał się wykorzystać przewagi, którą dałaby nagła szarża, nikt nie postanowił ostrzelać wędrujących dnem doliny z wyższych pozycji. Strzały były, owszem, huk przynajmniej czterdziestu hakownic przeciął nocną ciszę. Ale to były wystrzały w niebo. W chwilę potem rozległo się rżenie koni i stukot ciężkich butów uderzających o ziemię – to wojska, dotychczas kryjące się w lesie, stanęły na drodze smokobójców. Na pytanie Venti o to, jak wielu jest przeciwników, drzewa odpowiedziały tylko „Wielu”, powtarzając te słowa śpiewnie, jak jakąś mantrę. A jeżeli jest ich wielu według niezliczonych drzew rosnących w okolicy, to musi być to naprawdę spora ilość wojska…

I gdy już kompletnie nie wiedzieli, co robić, nagle usłyszeli stłumiony krzyk Sary. Ta zaś usłyszała inny głos – spokojny, melodyjny, a zarazem mocny.

- Oddajcie nam biskupa, a pojedziecie dalej. Oddajcie nam biskupa, a wasza ojczyzna przetrwa. – powiedział spokojnie, powoli.

- Słyszeliście!? – zapytała dziewczyna, a wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Nie słyszeli… „A jak nie, to co?”, pomyślała.

Jej zaskoczenie było jeszcze większe, niźli to towarzyszy, gdy w swej głowie usłyszała odpowiedź.

„Sami go zdobędziemy.”
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.

Ostatnio edytowane przez Kutak : 09-02-2008 o 19:13.
Kutak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem