| Turkpole szyli ze swych krótkich łuków nieustanie w kłębiące się czarne kształty poniżej. Stalowe groty strzał nie robił jednak na potwornych przeciwnikach żadnego wrażenia, co rusz odzywał się tylko stłumiony odgłos rozdzieranego ciała. Edward wolał sobie nie wyobrażać co się działo z poległymi turkopolami.
Księżyc wychynął zza chmur, oświetlając bladym światłem całą równinę i dno jaru. Wycia i warkot wydobyły się z gardeł kłębiących się na dole czarnych postaci. Na ten dźwięk i widok tego co ujrzeli poniżej, turkopole będący z Edwardem zbledli i rycerzowi wydawało się, że zajęczeli z bojaźni, ale w tym potępieńczym wyciu nie był wstanie tego stwierdzić.
Teraz już wiedział czym były atakujące ich stwory. Słyszał wiele legend o nich w swoim rodzinnym kraju. Wilkołeki - tak je nazywali w jego okolicy.
Z szybkością błyskawicy potwory zaczęły rozbiegać się po jarze. W ciemnościach dało się słyszeć stłumione kroki, krzyki umierających turkopoli ustały, w uszach wibrowało jeszcze tylko wilkołackie wycie.
Jego oddział stracił morale, turkopole spoglądali na siebie porozumiewawczo szukając drogi ucieczki. Edward w porę podbudował ich morale, najlepszym sobie znanym sposobem: - Stać kurwie syny, nie oddamy pola, nawet o tym nie myślcie!!! Bo pasy z was hrabia drzeć karze!!!
Zza krawędzi jaru wychynął czarny jak piekło przeciwnik, koń zarżał przerażony, rycerz zdał sobie sprawę, że konno będzie miał mniejsze szanse. - Matko niebieska, chroń nas. - zdążył wyszeptać. Zeskoczył z rumaka z potężnym toporem w dłoniach: - Z koni!!! - wydał komendę przybocznym. Splunął w wielkie dłonie i zacisnął je mocniej na dębowym stylisku, ruszył powoli w stronę błyskającego kłami stwora: - Na pochybel piekielny katamito chędożony!!! - zakrzyknął składając się do morderczego ciosu wycelowanego w potworną mordę stworzenia. Gdzieś za plecami usłyszał tętent kopyt, nie wiedział, że to Hama przybył z posiłkami.
__________________ Gdy swe oczy otworzyłem wielki żal ogarnął mnie,po policzkach łzy spłynęły, zrozumiałem wtedy, że... Czarny chleb i czarna kawa opętani samotnością,myślą swą szukają szczęścia, które zwie się wolnością. Rangers lead the Way!!! |