Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-09-2008, 20:04   #1
Terrapodian
 
Reputacja: 191 Terrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie coś
[Rekrutacja dodatkowa] Ale to już gdzieś było...

(Zapis rozmowy na kasecie magnetofonowej, którą znaleziono przy zwłokach zawiniętych w dywan. Na dowodzie zbrodni zanotowano cztery różne głosy, w tym jeden należący do ofiary. Zabójców wkrótce schwytano i postawiono przed ramię sprawiedliwości...)


MG - Mistrz Gry, G1/2/3 - gracze

MG: No to w jaki dziś system gramy? Może Magic Swords & Magic Spells edycja siedemnasta?
G1: Ale to już gdzieś było...
G2: Właśnie, wymyśl coś nowego człeku, albo nie będziemy już z tobą grać.
MG: No ale, ale...
G3: Wysłów się!
MG: Ale tam będzie... dużooo skarbów ukrytych w lochach, super kłesty, ale nie takie opierające się na schemacie "zanieś, zabij, pozamiataj"! No i... super artefakty dodające plus siedemset do podstawowych atrybutów, niezwykłe bronie i, i, i... smoki!
G2: Aaa! Oplułeś mnie!
MG: Sorry.
G1: Jakoś mnie to nie zachwyca.
MG: Ale nie wspomniałem o wciągającej fabule! Będzie pełno zwrotów akcji, niezwykłych postaci jakie spotkacie na swojej drodze. Pojawią się intrygi na szczeblach państwowych, a wątki będą się mieszać i mieszać...
G3: Dość! Nie gram z tym kolesiem!
MG: Nie, nie! Czekaj! Pojawi się siedemset różnych potworów, trzysta nowych czarów, dziewięćset lokacji, no i oczywiście...
G1: Słuchaj, albo wymyślisz coś nowego, albo pożałujesz.
G2: Właaaśnie... Pożałujesz.
MG: Eee... Nie! <płacz> Ja już nie wiem co wymyślić! Ciągle gramy w sesje heroic fantasy jak MSnMS, więc czego ode mnie chcecie?
G3: Czegoś...
G1: Nowego...
G2: Lecz nas zawiodłeś.
MG: Zaraz... co robisz z tymi kośćmi... co? Jak?! Nie! Tylko nie dwudziestkaaa... Aaa!!! <nieartykułowane krzyki>


***


Autor: herman (DeviantArt)

Król Sigmunt Haresh. To imię wypełniało grozą serca wszelkich mieszkańców świata Draaskardu. Najpotężniejszy żyjący Liszy wojownik, król nieumarłych ziem południa. W tym momencie stał na wzgórzu obserwując toczącą się w dole bitwę pomiędzy siłami Sojuszu Północy, a jego armią Gros Ventre. Jasny płaszcz z wymalowaną czerwoną żmiją powiewał złowrogo mimo braku wiatru. Ciężka, płytowa zbroja z emblematami śmierci chroniła królewskie ciało, co jednocześnie potęgowało zapach zgnilizny dobywający się od Haresha. Słońce grzało ostro, więc Lisz założył na głowę przyłbicę. Stał tak bohatersko ponad polem bitwy, magią wspierając swoich sprzymierzeńców. Żywy człowiek nie wytrzymałby tego upału, ciężaru zbroi i faktu, że można byłoby gotować na niej nie tylko jajecznicę, ale również przyrządzać szaszłyki.

Jednak Sigmunta Haresha to nie dotyczyło, ponieważ był martwy od dobrych stu lat. W dłoni dzierżył Miecz Lodowego Oddechu zdobyty w walkach z olbrzymami daleko na północy, gdy był jeszcze obiecującym paladynem. Ten sam miecz później pozbawiał życia dawnych przyjaciół. Oto koszt potęgi.

Zacisnął dłoń i zaśmiał się głośno, gdy zobaczył jak Koszmar odgryza głowę Cesarskiemu Smokowi, a jeźdźca spycha wprost w łapy wygłodniałych ghouli. W tym momencie do wodza podbiegł jeden z marszałków. Był to typowy przedstawiciel nekromantów. Niezwykle blady, z cieniami pod oczami, zwężonymi źrenicami, kościsty, o długich, czarnych i zmieszanych z popiołem włosach. Z każdym słowem obnażał swoje ostre zęby.
- Panie, wszystko idzie zgodnie z planem - rzekł ponuro. - Przed chwilą Księżycowe Elfy zaatakowały pozycje nekromantów, lecz odparliśmy atak.
Sigmunt kiwnął głową ze zrozumieniem i zadowolony obserwował, jak armia nieumarłych spycha krucjatę w tył.
- Poślij nasze chimery, aby zwieńczyły dzieło zwycięstwem - wychrypiał Haresh.
Nekromanta pokłonił się i zbiegł ze wzgórza. W tym momencie Sigmunt wyczuł niebezpieczeństwo. Powoli zaczął zdawać sobie sprawę ze znaczenia tego przeczucia, lecz zareagował zbyt późno. Odwrócił się i dojrzał jak w jego stronę leci tuzin wojowników na gryfach. Miał zbyt mało czasu, aby przygotować i rzucić czar. Ciął mieczem zbliżających się wojowników powalając trzech. Nie zdołał dosięgnąć pozostałych. Jego czasy władzy dobiegły końca.
- Ja pie<cenzura>! - zdołał jeszcze krzyknąć, nim celny strzał w serce nie zabił go ponownie.

Później w kronikach jego ostatnie słowa miały brzmieć; Owszem, zginę. Lecz pamiętajcie wy, śmiertelnicy, że moja władza powróci, a wówczas powiadam wam - strzeżcie się!

***

Witajcie przybysze z odległych krain. Jak pewnie się domyśliliście (ach!, wy bystrzaki), jest to rekrutacja dodatkowa do sesji Ale to już gdzieś było.

"Atjgb" to sesja stanowiąca parodię fantasy - zarówno literatury, jak i filmów oraz schematów obecnych w RPG-ach. Świat przedstawia cukierkową wersję średniowiecza. Od graczy wymagam więc dużego poczucia humoru, umiejętności wczucia się w realia i obowiązku pisania raz na tydzień. Nie będzie mechanizmu kostkowego, chociaż nie wykluczam obecności rzutów rozwiązujących pewne sytuacje sporne "za parawanem".

Grę rozpoczynacie w państwie Gros Ventre, w księstwie Kreovalii (szczegóły później).

Do gry przyjmę trzy osoby, a rekrutacja potrwa do 10.09, więc tydzień.

Wszelkie szczegóły dotyczące historii, mapę, wygląd karty postaci, opis profesji, ras, oraz szkół magii znajdziecie w oryginalnym temacie rekrutacyjnym ([Rekrutacja][Autorska]Ale to już gdzieś było...).

Sesja znajduje się tutaj. Zapoznajcie się z moim stylem prowadzenia, aktualnymi przygodami i dwójką pozostałych graczy.

Chętnych zapraszam również do zapoznania się z komentarzami, szczególnie że w pierwszym poście znajduje się krótka historia Gros Ventre.

Tak więc zapraszam was, bohaterowie, do przygody w świecie, gdzie nie ma nic na poważnie, choć poważnym wydaje się być.
 
Terrapodian jest offline