| Drzwi uchylają się z lekkim skrzypnięciem i na progu pojawia się schludnie ubrany człowiek. Chłopak ma cerę jasna jak mąka a włosy okalające jego twarz przypominają kolor orzechów w popołudniowym słońcu. Ubiór jego nie nosi zbyt wielu śladów po podróży, choć właściciel wręcz przeciwnie. Ciżemki i nogawice według standardów aktualnej mody uszyte są z jednego kawałka skóry. Koszula zaś zabarwiona na niebieski kolor świadczący, iż została kupiona od kupców z Morskich Książąt. Narzucona na koszulę kurtka z sarniej skóry nie jest pierwszej młodości, lecz widać, że dla właściciela musi mieć jakąś wartość sentymentalną gdyż najmniej ze wszystkiego pasuje do całości. Na ramionach opinają się paski plecaka, który jak widać po łatwości, z jaką jest noszony, nie należy zapewne do specjalnie ciężkich. Młodzieniec ten, który przyjaciołom znany jest pod imieniem Garrick pomimo znacznego wzrostu nie jest specjalnie barczysty, co świadczyć może o życiu nienawykłym do ciężkiej fizycznej pracy. Twarz jego przecina szeroki uśmiech, a zielone oczy jego taksują całe pomieszczenie. Zatrzymują się dopiero na dziewce służebnej. Gdy rusza w jej kierunku uważny obserwator mógłby spostrzec swobodę ruchów, z jaką to robi, świadczące o niebywałej zręczności. -Witaj pani czy znajdzie się w tym przybytku miejsce dla czterech strudzonych wędrowców?
Mówiąc to intensywnie wpatruje jej się w oczy. |