Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-01-2009, 12:20   #4
Hirin
 
Hirin's Avatar
 
Reputacja: 363 Hirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetnyHirin jest po prostu świetny
W porządku. Książka opowiada o przygodach Vanira i Liirry, ludzi (Vanir ma trochę krwii elfa), którzy, wiedzieni silnymi emocjami, jak żądza potęgi, szał itp. rzucani są w tragiczny konflikt. Planuję 9 części sagi, trzy trylogie. Same postacie są nieco cyniczne a ich rozmowy wg. mnie są bardzo zabawne, np.

-Mogę wstać.-
-Nie, lepiej nie Vanir. VANIR! ZOSTAŃ W ŁÓŻKU!- Bezowocnie gospodarz próbował powstrzymać Vanira.
Vanirowi szło nawet dobrze dopóki nie postawił nogi na ziemi. Zpadł z łóżka na podłogę i stłukł kolano.
-Aaj!-
-No i co, uparciuchu?- Włączyła się Liira
-I nic!-
-Zleciałeś i łupnołeś w poszyte, jak żem widziała! A nie nędzne nic!-
-A właśnie że nic! A teraz ruszam szukać pradawnych ruin!-
-Idę z tobą!-" I. A.


Vanir, ścigany przez wrogów, o których istnieniu nawet nie wie, oraz naznaczony piętnem... Które naznaczy go na zawsze... Vanir jest wyśmienitym Bardem. Ma 25 lat.

Liira, wierna pomocniczka Vanira, coć często powoduje utarczki między nimi, staje w obronie racji tych samych co Vanir. Na dodatek jest winna mu dług wdzięcznści. W rzeczywistości jednak skrywa pewną tajemnicę. Liira jest szybkim wojownikiem. Ma 23 lata.

PS :Władza MG obejmuje także początkową lokację gracza oraz jego ekwipunek.

Prolog - Proszę bardzo! :Wiatr przywiał wiadomość o zgubie innej grupy. Wiekowe drzewa puszczy Avor zaszumiały. Elf otworzył oczy. Reiwhur spytał się go słabym głosem
-I co? Żyją?- Elfi mag spojrzał na niego ze smutkiem. -Nie.- Inny elf spojrzał zrozpaczony na Urna, ich zwiadowcę. Urn spojrzał w niebo. Była noc i padało.
-Jak sądzisz, co musimy robić?- spytał Garweon . -Wyślemy kogoś do , razem z Vanirem. To nasza ostatnia nadzieja. Jesteśmy przez nie osaczeni. Nie możemy tutaj zostać, bo nas po prostu rozszarpią, a Vanira zabiorą do swojego plugawego pana.- Powiedział Reiwhur.
-Pociągniemy patyczki.- powiedział Urn. Ten z najkrótszym pójdźe do Otherdawn.- Pociągneli więc.
Wypadło na Deaghuna. Reiwhur wyjął zza płaszcza niewielkie zawiniątko i wręczył je Daeghunowi. Słoneczny elf ruszył. Nie było czasu do stracenia.
Nie widzieli już Deaghuna.
Zagrzmiało. Wokoło, w ciemnościach widzieli już czerwone ślepia upiornych wilków. Upiorne wilki były cienistymi odbiciami, nikczemnymi parodiami prawdziwych wilków. Mieniły się zieloną poświatą, a ich widok wywoływał szaleństwo wśród tych, którzy mieli nieszczęście je spotkać. Jeden z wilków zawył, a inny warknął. Było ich sześć.
-Gdzie dzieciak ?!- Zagrzmiał jeden z wilków.
-Wy, przebrzydłe kundle, nigdy go nie dostaniecie!- Krzyknął Garweon.
-Dostaniemy, ty głupcze, dostaniemy.-
-To spróbujcie nam go zabrać!- Krzyknął Reiwhur. Pomyślał z goryczą "Prędzej Deaghunie, prędzej!"
Mag zbierał energię magiczną, podczas gdy wilki niebezpiecznie się zbliżały. W końcu jeden na nich naskoczył, a za nim kolejne. Mag rzucił magiczny pocisk na jednego z nich, jednak chybił. Poczuł jak wilk zatapia zęby w jego szyi. Odepchnął go swoją dębową laską. Któryś z wilków ugryzł go w pierś. Mag wrzasnął. To był koniec - jego i innych elfów. Wilki były zbyt potężne. Chyba żę... Złożył ręce w dziwny znak. Spróbował się skoncentrować. Wichura, walka i deszcz go rozpraszały. W nagłym impulsię wypowiedział zaklęcię.
-Qaun Hurmish Sehanine Riah Hisah Rlif - Fanqawar Gwag Sanatos! Nie słyszał krzyku swoich towarzyszy ani skowytu wilków. Właśnie rzucił zakazane zaklęcie. Zaklęcie o którym zapomniano całe wieki temu... A on o nim pamiętał. Upadł już na ziemię. Upadł by już nigdy nie wstać... Reiwhur spojrzał na twarz Maga. Chociaż była oblana potem i krwią, widać było lekki uśmiech. Reiwhur nigdy nie widział tego na twarzy Maga. Zawsze był poważny. Jego przemoknięte włosy były potargane, chociaż zawsze czesał je starannie. Spojrzał z pogardą na ciała wilków, które zaczeły zamieniać się w lekką mgiełkę. Urn był jednak ciągle niespokojny. Garweon był już martwy. Reiwhur odmówił modlitwę do Udyna Łowcy. Urn rozejrzał się. -Jest ich więcej. Około dwunastu... Krążą wokoło nas niczym wokół zwierzyny. Są gotowe rzucić się nam do gardeł, byle tylko nas zabić.- Powiedział oschle Urn.
Burza narastała. Na niebie wisiał już tylko złowrogo świecący, blady księżyc. Wczoraj pojawił się na niebie, by zaćmić inne księżyce Nybji. Nektórzy twierdzą że to wschodząca twarz boga umarłych, Thala. -Cóż, jeżeli mamy zginąć...- Odparł Reiwhur.
-Jeżeli to prawda że swobodnie lewituje nad nami głowa samego Thala, to lepiej do zgonu nie dopuścić.-
Wokoło zaczął zawodzić silny, porywisty wicher. W całkowitych ciemnościach nocy dostrzegli już czerwone oczy spoglądające na nich z gąszczu lasu.
-Za chwilę zaatakują. Gotuj się.- Szepnął Urn.
-Gotuje to się zupa.- warknął Reiwhur z tęsknotą myśląc o jakimkolwiek jedzeniu. Nie zjedli nic od ponad trzech dni.
Wilki zbliżyły się o kilka kroków.
-Gdzie dzieciak? Gadajcie albo was wyrżniemy a zwłoki będą naszym obiadem!-
-Cóż, nie u nas.- Powiedział Urn.
-Tak? A gdzie?-
-Poszedł z naszym przyjacielem.- Odrzekł Reiwhur. Urn spojrzal na niego zdumiony.
Wilki ruszyły wściekle w las, całkowicie ignorując Reiwhura i Urna. Urn spokojnie wyciągnął miecz i odciął głowę prowadzącemu stado.
Wilki stanęły i przypatrywały się zdumione Urnowi, który zkręcił mieczem młynek i schował ostrze do pochwy.
-Zabiliście mojego przyjaciela. Zmusiliście naszego maga do użycia samobójczego zaklęcia i chcecie odebrać nam małe dziecko. A teraz myślicie że was przepuścimy?-
-Więc chcecie z nami zadzierać? Tylko więcej krwi dla pana.-
-Nie! Nie przedrzecie się!- Wrzasnął Reiwhur.
Wilki skowycząc, powarkując i szczekając ruszyły pełnym stadem na Urna i Reiwhura.
Wkrótce ich dopadły. Oboje wyciągneli miecze i cieli je ostrzami. Wilki odpowiadały bolesnymi ugryzieniami. Trysnęła krew. Urn podskoczył nad którymś z wilków by następnie dźgnąć go między barki. Trafił, ale za goleń chwycił go inny wilk ściągając go na ziemię i wlokąc w las. Reiwhur wyciągnął ząbkowany sztylet. Rozerwał nim krtań wilka, by uwolnić się z jego szczęk, jednocześnie go zabijając. Jego noga obficie krwawiła. Z trudem podziwignął się na równe nogi by za chwilę zostać powalonym przez kolejnego wilka. Nie zdążył nawet zerknąć na Reiwhura. Wilk gryzł i drapał. Urn nie mógł się wydostać z jego objęć. Wilk rozrywał jego ciało. Aż nagle uścisk wilka osłabł. Urn szybko sięgnął po miecz i rozciął podbrzusze wilka, pozwalając wypływać wnętrznością. Wilk upadł na ziemię. Urn nie mógł się podnieść. Rany na piersi, nodze i szyi się otwarły. Mocno krwawił. Na niebie pojawiły się pierwsze promienie brzasku. Wilki obficie przeklinając znikały w świetle słońca. Ostatni wykrztusił zdanie
-Skurwiele! Następnej nocy nie przeżyjecie! O nie!- Wypowiedział znikając w świetle wschodzącego słońca.
Urn podczołgał się do Reiwhura. Elf leżał na ziemi.
-Reiwhur, zwyciężyliśmy! Wygraliśmy, słyszysz mnie, Reiwhur? Reiwhur?-
Urn dojrzał ciemnoczerwoną plamę rozprzestrzeniającą się wokół Reiwhura.
-Reiwhur czy ty... REIWHUR!!!-
Po policzkach Urna zaczęły spływać łzy.
-Reiwhur, nie umieraj! Tyle razem przeszliśmy... Słyszysz mnie Reiwhur?-
Jeszcze wiele godzin Urn płakał nad zwłokami Reiwhura i wspominał ich wspólne przygody mówiąc cichym głosem do Reiwhura. Jednak Reiwhur odszedł już
daleko. Zbyt daleko by usłyszeć głos swojego przyjaciela... A Deaghun biegł, biegł, biegł aż zobaczył bramy Miasta Udyna w którym zamieszka, a Vanir zacznie spełniać w nim swoje przeznaczenie.

Początkowy Poziom (Choć to umowne, bo to STORYTELLING) : 2
 
__________________
Wenn ich
Träne dein Herz
und wenn es raubt dir den Kopf
Ich sehe dich deine Seele fliegen?

Ostatnio edytowane przez Hirin : 20-01-2009 o 21:03.
Hirin jest offline