| Barman o kąpieli nie zapomniał i zapewnił, że już się woda grzeje i jak tylko będzie bardzo gorąca, to da znać. A na pytanie Torina tak oto rzekł:
- Heideck nigdy wielkim miastem nie był, ani nawet przez chwilę nikt tak o nim nie myślał. Z tego co wiem i co opowiadał mi ojciec, to nawet nie nadaje się jako cel dla wojska. Dlatego liczne watahy zielonoskórych z Przełęczy Czarnego Ognia omijały to miejsce. I nie wiadomo czy przez to, że nie wiedziały o nim, czy dlatego że tu po prostu nie ma nic - karczmarz przysiadł na chwilę na ławce, kładąc obok siebie ściereczkę.
- Ruiny mówicie - kontynuował. - Ano są li tylko nie nasze są a karłów, krasnoludów znaczy. Dawno zniszczone być musiały bo teraz tylko kamienie zostały oraz jeden komin, jak my to nazywamy. Nie wiem, kiedy i dlaczego przyszła zagłada, ale nie będę się mylić jak powiem, że to ktoś z licznych wrogów karłów przyłożył się do zniszczenia. My tylko wzięliśmy kamienie i zrobiliśmy Heideck. A mówi się, że to, co było prawdziwym skarbem tych terenów to właśnie krasnoludzkie bogactwo. Wielu przyjeżdżało tutaj, by szukać, kopać i grzebać. Nic nie znaleziono, ale wiara została. W kominie jest wejście, ale to tylko wnętrze jakiejś komnaty, skąd nie ma wyjść. Jedyny ostaniec dawnej świetności.
Goście przy stoliku nieopodal zaśmieli się, ale chyba z własnego żartu. Jeden krzyknął: "Piwa!" i dziewczyna, pomocnica barmana, przyniosła mu gliniany kufel pełen złocistego napoju.
- Zatem tajemnic tu żadnych nie ma, a jedyne to te, co je ludzie plotą. Jeśli skarbów szukacie, to one dawno wygrzebane i przepite. Ale szczęścia możecie próbować.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more
_. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |