| Nie boję się was. Co to, to nie. Nawet, jeśli dobrze strzelacie z łuku - zeskoczyła z kilku metrów, chowając w powietrzu broń, a kaptur spadł jej z głowy. Zdaje się celowo spadł, choć go nie poruszyła. Ujrzeliście piękną twarz elfki Aquade. Kiedy jednak się zbliżyła, dostrzegliście coś jeszcze... jej oczy... to nie były zwyczajne oczy, one płonęły niczym ogień. Nie było widać tęczówek, źrenic, białka - jedynie dwa pomarańczowe płomienie. Kto zabił? Gormijczyk, reszta mnie nie obchodzi. Wiadomo, że obok tych zdrajców Avatari, to najgorszy lud na Aphalonie. Było ich kilku zresztą - złapali go już dawno, ponad 200 lat temu. W waszym kalendarzu był to rok 1121. Torturowali, a na koniec odcięli mu głowę. Byłam zbyt słaba i ranna, żeby zareagować, bo zastawili na nas pułapkę w lesie. Zresztą poświęcili również jednego ze swoich - to musiał być idiota... Złapali jeszcze czterech innych, tylko mnie udało się uciec. Od tamtego czasu codziennie ćwiczyłam zdolności bojowe, zbudowałam w Edheldurze swoją własną bazę treningową pod ziemią. Pytałam się największych mistrzów i bohaterów wśród Aquade, uczyłam się od nich, ale jednocześnie wypracowałam też swoje własne techniki. Ale powiem wam coś - to okropnie wyczerpujące, a najszybciej zdobywa się umiejętności w praktyce. Teraz sobie ćwiczę na żywych przeciwnikach. - zakończyła z uśmiechem. |