| "Specnaz"
Zakurzony i umorusany Specnaz wszedł do holu. Przez całe popołudnie prowizorycznie mocował blachy do szyb na parterze, oby szybko. Teraz był zmęczony i trochę zły. Zszedł na dół zwabiony podniesionymi głosami. W ręku wciąż ściskał poręczną laserową spawarkę.
- Czy ja dobrze słyszałem? Ja tu żyły z siebie wypruwam, a ktoś chce uciekać? Przed bandą niedorozwojów?
Panowie, to nie siły specjalne, ani brygada pancerna. Do rana zaspawam wszytskie wejścia poza główym i jednym awaryjnym. Wstawimy solidne drzwi i nikt tu nie wlezie. Żarcia mamy w bród, te francuskie konserwy walają się po wszytskich korytarzach. W ostateczności przyjedzie wujek Mezier i rozpędzi motoch, choć nie sądzę żeby to było potrzebne. Może pomożecie mi ze sztabami na frontowe drzwi zamiast się kłócić? -
Dominik był zdenerwowany. Tower miał poważne plany, które na pewno przerastały jego i resztę ekipy, Dzicy zamierzali zemścić się na Tazmanach, a tu ekipa drze koty. Wspaniale.
- Malutki, nie masz jakiegos pomysłu jaby tu przerobić CHOOH-a na porządne nadzienie do mołotowów? Myślałem nad tym, ale nic mi nie przyszło do głowy. - Specnaz podszedł do ekspersu do kawy, który stał na szafce. Nalał sobie kubek i zaczął pić. Wolno wracała mu chęć życia. Uciadł na jednym z parapetów.
- Jestem padnięty - powiedział bardziej do siebie niż do wszystskich. Westchnął. - Dajcie mi te gnaty, które przywiózł Pikawa. Rozbiorę je i sprawdzę czy Tekowie nie wcisneli nam kitu. |