Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-09-2009, 01:08   #7
merill
 
merill's Avatar
 
Zaiste Waterdeep prawdziwie nazwano Miastem Wspaniałości” – pomyślał Logain przyglądając się wielorasowemu tłumowi zmierzającemu ku promenadzie handlowej. Przybyli z Castielem do miasta ledwie dzień wcześniej.

Już sam widok majaczących w oddali z traktu, murów miasta robił wrażenie. Wzniesione za pomocą magii i zapewne wielu krasnoludzkich kamieniarzy, stanowiły potężną ochronę przed najazdami. Bastiony i wieże, chroniące najbardziej newralgiczne punkty muru, czyli bramy robiły równie imponujące wrażenie. Nad miastem dało się zauważyć górujące wzniesienie, zajmowane przez koszary straży miejskiej. Niebo nad tą ogromną metropolią patrolowali rycerze na gryfich wierzchowcach.

Samo wnętrze miasta przytłaczało natłokiem niesionych informacji i wrażeń. Jednak al Mandragoran przyzwyczajony był do tego, Suazil było ledwie trochę mniejsze. Jego czujne oczy odbierały wiele obrazów i szybko je analizowały, giętki umysł Wojennego Czarodzieja, zbierał wszystkie informacje, odnośnie patroli, liczności straży, a nawet godzin zmian warty. Choć Waterdeep pozostawało w luźnym sojuszu z Cormyrem, ostrożności nigdy za mało.

*****

Najpierw skierowali swoje kroki ku dzielnicy handlowej. Mimo dużego ruchu i tłumów interesantów, spodziewali się znaleźć przyzwoitą karczmę, gdzie będą mogli przenocować do jutra. Nazwa pod „Królewskim bażantem” brzmiała obiecująco.

Konie wprowadzili przez wielką bramę w potężnej kamienicy, na dziedziniec, gdzie natychmiast zajęli się nimi stajenni. Wojenny Czarodziej rzucił każdemu z nich po srebrniku, chcąc zaskarbić sobie przychylność masztalerzy, a na nich nic nie działało tak jak brzęcząca waluta.

Szybko pożywili się solidną strawą i ruszyli do swoich pokoi. Okolica była spokojna, zasnęli więc snem sprawiedliwych.

*****

„Dalekie spojrzenie” było raczej podrzędną spelunką, zdążył zauważyć Logain zanim spotkali się z umówionym człowiekiem. Ich grupka była nie duża, ale o dość ciekawym składzie.

Al Mandragoran wysłuchał co ma do powiedzenia agent Srebrnego Miasta. Sama farsa z przedstawieniem, bardziej go rozbawiła, niźli zaskoczyła. Ten półelf jeszcze dużo musiał nauczyć się o konspiracji i utrzymywaniu czegokolwiek w tajemnicy. „No cóż… nie wszystkich stać na profesjonalistów…” – podsumował niemal bezgłośnie.

Przemierzając ciemne uliczki miasta, nie żałował, że pod czarny kaftan wysokim kołnierzem, założył swą kolczugę, misternej elfie roboty. Szerokie ostrze półtoraka pewnie wisiało w pochwie na plecach, gotowe w razie czego do natychmiastowego użycia. Dzisiejszej nocy skazany był tylko na stal swojego miecza. Nie zarejestrował się w miejscowej gildii magicznej, z oczywistych względów. Cormyr wysłał ich z pomocą Silvermoon, było by głupotą graniczącą z naiwnością, obnosić się z insygniami Wojennych Czarodziei, dlatego jego płaszcz jeszcze przed wjazdem do miasta, zamienił się w zwykłą ciemno - zieloną opończę, a smok na pierścieniu, zdobił teraz wewnętrzną stronę palca. Brak rejestracji równał się zakazowi rzucania czarów, co też było głównym atutem Logaina.

*****


Kiedy już dotarli do magazynu, widok wnętrza jaki kapłanów Gonda, nieco zdziwił Logaina. Był przyzwyczajony do widoku tych duchownych, wiecznie zajmujących się jakimiś trybikami i kołami zębatymi. A tu proszę: „Gnomia alkoholiczka i zniewieściały kapłan, czyż życie nie bywa przewrotne?” – zapytał sam siebie.

Wsłuchiwał się dokładnie we wszelkie przekazywane im informacje. Kiedy złotowłosa wojowniczka przystąpiła do prezentacji, on także, zaraz po elfim magu z poetyckimi inaczej zapędami, przedstawił się.

- Logain al Mandragoran, Cormyr nie zapomina o swoich sojusznikach. Służę Tronowi i Koronie jako Wojenny Czarodziej, i wam także swój miecz i kunszt Sztuki ofiaruję – skłonił się lekko głową, z jedną ręką na rękojeści sztyletu – niczym na audiencji u Caladnei.

Przysłuchiwał się toczonej rozmowie, w pewnym momencie zmuszony był się wtrącić:

- Magowie to przeżytek. Przeciętny czaromiot może rzucić ile? Dwie góra trzy kula ognia dziennie. – kapłan Gonda, najwyraźniej nie wiedział z kim ma do czynienia.

- Pozwolę się nie zgodzić z twymi przypuszczeniami… - skrzywił usta szukając odpowiedniego słowa - … wielebny. Sztuka i moc nią władania zawsze będzie przewyższać maszyny, z racji tego, że za nią stoi niewyczerpany pokład Mocy, a tak poza tym, to śmiem twierdzić panie, że nie słyszałeś nigdy o szkoleniu Wojennego Czarodzieja… w każdy razie zmierzając do konkluzji – „dwie, góra trzy” – że pozwolę sobie zacytować, zamieniają się przy odpowiednim szkoleniu i potencjale w sześć a nawet siedem, o innych czarach nie wspominając Logain cedził słowa, patrząc twardo na Kastusa.

Musiał sobie w duchu przyznać, że dał się nieco sprowokować, na szczęście nie stracił zimnej krwi… „dwie, góra trzy - dobre sobie”.


Kiedy bladolicy elfi mag skończył wyjaśniać istotę Planu Cienia odezwał się:

- Rozumiem konfratrze, że z owym odbiciem jesteś za pan brat. Wiesz jednak dobrze, że niebezpieczeństwa jakie się tam czają, mogą być znacznie gorsze, niźli bandycka gildia, czy przekupienie strażnika?
 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451

Ostatnio edytowane przez merill : 05-09-2009 o 08:12.
merill jest offline