Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-09-2009, 23:39   #2
Gekido
 
Reputacja: 13 Gekido nie jest za bardzo znanyGekido nie jest za bardzo znany
Tamir leciał przez nadprzestrzeń w swoim myśliwcu. Przez większość czasu, który zajęło mu dolecenie z Rubieży na Coruscant, Zabrak zastanawiał się co było aż tak ważne, by musiał wracać. W dodatku jego była Mistrzyni przekazała mu rozkaz o powrocie w tak tajemniczy sposób i takim tonem, że Jedi był absolutnie pewien, że to nie była błahostka. W końcu jego zadanie było istotne, miał przecież rozbić szajkę dybiącą na życie senatora, na czele której stał były Jedi. A teraz, jakby nigdy nic musiał pozwolić Korelowi uciec, nie zostając mu na ogonie, a zamiast tego był w drodze powrotnej do Świątyni.

Wyskakując z nadprzestrzeni, Zabrak ujrzał znajomy widok orbity Coruscant. Planeta-miasto, stolica Republika i miejsce, w którym spędził kilka lat szkolenia na Jedi. Na tej planecie życie toczyło się przez całą dobę, kiedy jedni kładli się spać, dla innych dopiero zaczynał się dzień. Mimowolnie uśmiechnął się do siebie na ten widok. Jego myśliwiec nie był jedynym statkiem, który znalazł się w pobliżu tej tętniącej życiem planety. Na orbicie znajdowało się mnóstwo statków, jedne przylatywały, inne odlatywały. Ruch panował zarówno na orbicie, jak i na powierzchni planety.
Torn skierował swój myśliwiec ku powierzchni, mijając kilka większych i wolniejszych frachtowców, by po kilku minutach dojrzeć już szczyty wieżowców. Przelatując nad zatłoczonym ruchem powietrznym Coruscant, nad przemykającymi szybko śmigaczami, udał się wprost do celu jego podróży jakim była Świątynia Jedi. Wieża Rady była punktem rozpoznawczym, a cała Świątynia prezentowała się wspaniale, majestatycznie. Młody Jedi zawsze czuł ciepło na sercu, kiedy ją widział za każdym razem, gdy wracał z misji zleconej przez Radę. Tym razem jednak odczuwał pewien niepokój. Słowa Mistrzyni Yalare wypowiedziane przez komunikator, wróciły do niego z większą siłą, zaburzając spokój, z jakim wlatywał w atmosferę. Ponownie powróciły pytania. Musiały jednak jeszcze chwilę poczekać, Zabrak potrafił kontrolować swoją ciekawość. Chwilę później Jedi lądował już w hangarze świątyni.



Po miękkim osadzeniu statku na płycie lądowiska, Tamir opuścił kokpit niespiesznie. Swoje kroki skierował ku wyjściu z hangaru, przy którym zobaczył sylwetkę znanej postaci. Nie widział się z Yalarą od dawna, odkąd został pasowany na Rycerza, na wszystkie misje wyruszał sam. Cieszył się, że ponownie będzie mógł spędzić trochę czasu ze swoją dawną mentorką. Z uśmiechem ukłonili się sobie, a później przywitali mniej oficjalnie podając sobie dłonie. Nastąpiła wymiana zwyczajowych pytań rozpoczynając od tego, co się ostatnio ciekawego wydarzyło, po czym Yalara z poważną miną przeszła do wyjaśnień.
- Nie możliwe - powiedział z rezygnacją przerywając wypowiedź Yalarze
- To nie wszystko. Na czele CIS stoi Dooku, który przeszedł na Ciemną Stronę. Poza tym, nie udało się pojmać przywódców Separatystów, zatem nad Republiką zawisło widmo wojny - powiedziała Iktotchka, wkładając dłonie w rękawy płaszcza. Z zamyśleniem przeniosła wzrok z twarzy swojego byłego ucznia i spojrzała przed siebie.
Dlaczego? Dlaczego kolejny Jedi złamał kodeks, zszedł ze ścieżki światła i staję przeciwko swoim braciom i siostrom? młody Zabrak nie mógł uwierzyć w to, co słyszał. Korel, Dooku... kiedyś, tak jak on, ta dwójka kroczyła ścieżkami Mocy, byli Jedi broniącymi pokoju w Galaktyce, a teraz... stali się czynnikami zakłócającymi spokój, którego niegdyś bronili. Dlaczego? Torn nie rozumiał i wątpił w to, by ktokolwiek mógł mu to wyjaśnić. Z tego co słyszał o Hrabim Dooku, wynikało, że był to doskonały szermierz, dobry Jedi, mądry mentor i wierny przyjaciel. Zabrak tym bardziej nie rozumiał, co mogło przyczynić się do przejścia kogoś, kto był przecież Mistrzem, na Ciemną Stronę. Czym go skusiła? A może wina tkwiła w samym kodeksie? Może istotą bycia Rycerzem Jedi było wieczne wahanie, czy postępuje się zgodnie z Kodeksem, aż w końcu dochodziło do momentu, w którym ciągła samokontrola była zbyt uciążliwa?
- Co teraz będzie? - zapytał Zabrak patrząc na swoją przyjaciółkę
- Czas pokaże... Jutro, podczas ceremonii ma się wszystko wyjaśnić. Do tego czasu odpocznij. Jestem pewna, że Rada szybko nam wszystko przedstawi - odpowiedziała spoglądając znów na Tamira - A tymczasem opowiedz mi o swojej ostatniej misji... -

To był czarny dzień na kartach historii Zakonu. Ceremonia pożegnania tych Jedi, którzy zmarli na Geonosis, miała być jednocześnie rozwianiem wątpliwości, zaniechaniem spekulacji i przedstawieniem przyszłości. Smutek był wyczuwalny poprzez Moc. Smutek, zwątpienie i chwilami przebłyski złości wywodzące się z bezsilności.
Tamir stał pomiędzy innymi zgromadzonymi Jedi, tuż obok swej byłej mentorki. Kaptur był naciągnięty na jego głowę tak mocno, że zasłaniał twarz młodego Jedi, a jego dłonie ukryte były w szerokich rękawach płaszcza. Młody mężczyzna spoglądał na płonący stos, a płomienie odbijały się w jego oczach. Słuchał słów Mistrza Windu, ale myślami był gdzie indziej. Na Iridonii, przy swojej rodzinie. Minęło wiele lat od momentu, kiedy widział ich ostatni raz. Nie pamiętał wszystkiego dokładnie, właściwie to jak za mgłą, ale martwił się o nich. Teraz, kiedy w Galaktyce nastały niepewne czasy, nikt nie mógł czuć się bezpiecznie.
Torn powrócił myślami do ceremonii, kiedy Mistrz Windu zrzekł się swojego tytułu, a na swojego następce mianował Mistrza Yodę. Jedynego Mistrza pośród wszystkich znanych Zabrakowi Jedi, którego siły, zdecydowanie nie należało oceniać wedle wzrostu. Tamir skupił się na jego słowach. Przez słowa Mistrza Yody przebijała się mądrość i rozwaga. Na prawdę dla Zakonu nastał czas próby. Młody Rycerz zaczął myśleć o przyszłości jaka ich czekała. Wojna była już nieunikniona, a Jedi mieli w niej odgrywać kluczową rolę.
Gdy wszyscy zaczęli się rozchodzić, Tamir stał niewzruszony i spoglądał na stos, który już prawie zgasł. Jego wzrok był wbity w niewielki płomyczek przeskakujący z jedną kawałka drewna na drugi. W tej chwili czuł się jak ten płomyk. Mały, słaby i dogasający. Nie martwił się już o przyszłość, wiedział bowiem, że nie będzie miał na nią wielkiego wpływu. Yalare często powtarzała, że czas biegnie swoim torem, nie możemy go zmienić, możemy próbować, ale tylko się zmęczymy. Najlepiej po prostu płynąć z czasem i biegiem wydarzeń.
- Więc w taki sposób Jedi będą dbać o pokój... - powiedział w końcu
- Tak. Będziemy musieli o niego walczyć. - odpowiedziała Yalare, która pozostała przy Zabraku
- Nie tak powinno być... - westchnął Torn - Dlaczego Rada tego nie przewidziała, jakoś do tego nie dopuściła? -
Młody Rycerz nie rozumiał w tej chwili tak wielu rzeczy. Od swej dawnej mentorki nie otrzymał na nie odpowiedzi. Ona także nie wiedziała.
- Płyńmy z biegiem wydarzeń Tamirze - powiedziała kładąc mu dłoń na ramieniu, po czym odwróciła się i ruszyła w sobie tylko znanym kierunku.

Następnego ranka Tamir obudził się w swojej kwaterze i z przyzwyczajenia skierował wzrok na okno. Wojna rozpoczęła się na dobre. Wielu jego znajomych zyskało już nowe misje od Rady, bądź wyruszyła bezpośrednio na front, jako dowódcy Wielkiej Armii. Zabrak ciągle tego nie rozumiał. Niedoświadczeni w dowodzeniu Jedi, Strażnicy Pokoju, mieli być generałami i komandorami, brać czynny udział w wojnie i konfrontować swoje doświadczenie, nie raz zbyt małe, z armią droidów, które były pozbawione uczuć i miały tylko jedno zadanie-niszczyć.
Tamir podniósł się z łóżka i ruszył w kierunku okna. Wydawało się, że życie toczy się nadal, swoim spokojnym, wolnym rytmem. Jakby wojna się nie rozpoczęła, a tak wielu Jedi, nie straciło życia na Geonosis. Niestety rzeczywistość była inna, a Zabrak musiał się z nią pogodzić. On sam miał otrzymać już wkrótce swoje pierwsze zadanie podczas tej wojny. Ubierając się, rozmyślał nad tym, czy będzie to jakaś misja specjalna, czy też zostanie wysłany na front, by dowodzić i wziąć udział w bitwie. W pierwszej w swoim życiu regularnej walce, która zagrażała jego życiu bardziej, niż jakiekolwiek inne zadanie przydzielone mu przez Radę. Gra była jednak warta świeczki. Na szali stał pokój w Galaktyce. Wzdychając, Torn opuścił swoją kwaterę, by ruszyć po swoje pierwsze zadanie.
 
Gekido jest offline