Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-09-2009, 19:56   #5
enneid
 
enneid's Avatar
 
Reputacja: 46 enneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodzeenneid jest na bardzo dobrej drodze
Kto jak kto, ale dyplomaci nie mają co narzekać na brak roboty- to była jedna z pierwszych rzeczy jaką nauczył się Nejl w trakcie bycia padawanem mistrza Xawera. Ten ciągle miał jakieś spotkania, drobne misje na Courscant, które zajmowały dużą część jego pobytu na palniecie. Zresztą poważniejsze zadania, na które mistrz już zabierał młodego Ricona wcale nie były mniej absorbujące. I teraz, gdy w końcu Nejl został rycerzem, kilka dni później wysyłają go na pierwszą w pełni samodzielną misję dyplomatyczną. Nie było to może zbyt ekscytujące zadanie: miał prowadzić negocjacje w sprawie rozbrojeń dwóch zwaśnionych rodów na jakieś planecie daleko na Rubieżach. Zapowiadały się żmudne rozmowy, masę błahych nieporozumień i pewno od czasu do czasu jakieś zbrojne incydenty... 2 miesiące, jak nic.
Ale może to i dobrze odlecieć na jakiś czas z centrum burzliwej Republiki i zdobyć cenne doświadczenie tam, na Rubieżach? No i oczywiście mógł odwiedzić Dajin. Malaster był przecież po drodze a 1 dniem przerwy w podróży i tak nikt nie będzie się przejmował. A on potrzebował tego spotkania. Musiał przecież opowiedzieć jej o wszystkim, musiał ją zobaczyć. Był ku temu zdeterminowany. Spakował się wiec szybko i załatwiwszy niewielki frachtowiec (nie lubił latać myśliwcami, które po prostu były zbyt ciasne i niewygodne), odleciał z jednym robotem protokolarnym na pokładzie.
Ledwo jednak doleciał, jeszcze w przestrzeni kosmicznej otrzymał dziwny sygnał z świątyni...
Miał niezwłocznie przerwać misję i natychmiast wrócić na Courscant. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ekran komputera na którym odczytywał lakoniczną ale bardzo wymowną wiadomość. co się mogło stać? Nie zdołał nawet dolecieć do celu, a już miał wracać. Nejl nie widział żadnej rozsądnej przyczyny takiego stanu rzeczy. Owszem, w Republice ostatnio sytuacja była bardzo napięta, świadczyć o tym mogły choćby zamachy na senator Naboo, czy rozrastająca sie Konfederacja Niezależnych Systemów pod przewodnictwem lorda Dooku, co sprawiało, że niemal wszyscy rycerze jedi byli albo na przeróżnych misjach, albo w ciągłej gotowości by lecieć wypełnić kolejne zadanie. Ale by tak nagle i tak szybko przerywać jego misję? Dlaczego teraz? Czy nie mogli z tym poczekać? Ricon wiedział, że te pytania są pozbawione sensu, ale to nie zmniejszało wcale jego frustracji. zabębnił mocniej palcami o pulpit, nadal przyglądając się wiadomości. Gdyby przyszła z godzinę później, już by wyszedł z frachtowca i pewno odczytałby ją dopiero jutro...
Zrezygnowany podszedł do sterów, wyłączył autopilota i ręcznie zmienił kurs na skok w nad przestrzeń. Poinformował jeszcze kontrole lotów o zmianie kursu, po czym przystąpił do programowania komputera nawigacyjnego. Rycerz spojrzał jeszcze na zieloną planetę powoli zmniejszająca się w iluminatorze.
-Niedługo tu przylecę- obiecał sobie w myśli, po czym uruchomił hipernapęd.

Nejl nie mógł wyjść z zdziwienia, gdy przeglądał namnożone przez ostatnie dwa dni informacje w holonecie. Nie śledził tego przecież ledwo kilkadziesiąt godzin, a przez ten czas ciągle docierały rewelacje, często sprzeczne, które wywracały całą galaktykę na głowę. Pewne rzeczy jednak stały się faktem: Z związku z kryzysem na Genosis kanclerz Palpatine, otrzymał od senatu nadzwyczajne uprawniania i powołał Wielką Armię Republiki. Konfederacja zrzeszająca tysiące systemów odłączyła się od Republiki, co rozpoczęło wojnę, której początek był na Genosis, którą wygrały klony. No i właśnie klony... chyba najbardziej tajemnicza sprawa- skąd nagle pojawiło się 250 tysięcy klonów zasilających WAR? Rozsiadł się wygodniej na fotelu. Czyli dlatego została wezwany do powrotu, prawdopodobnie wraz z większością jedi. Rozpoczęła się wojna. Jak duża? Nejl nie miał zielonego pojęcia, niemniej z pewnością wyjdzie to poza regionalny konflikty, które do tej pory co jakiś czas wybuchały w różnych systemach i może rozprzestrzenić się na całą galaktykę. A jedi będą musieli ją zwyciężyć...

Napęd hiperprzestrzenny wyłączył się, a na iluminatorze pojawiła się sylwetka planety-miasta. Właściwie w niczym się nie zmieniła przez ostatnie dni. Nadal otaczały ją korowody barek i ciężkich frachtowców, przywożących dzień w dzień miliony ton towarów i pasażerów. Nie ma żadnych blokad, zmożonego ruchu okrętów straży granicznej. Handel na pewno nie zamarł, a dzień dla niemal całej społeczności pewno wygląda tak samo.
Nejl pozwolił działać autopilotowi, który zgrabnie znalazł wolny korytarz podejścia i skierował statek prosto do świątyni. Sam nadal zastanawiał się nad wszytkami zdarzeniami które miały miejsce, szukając jakiejś konkretnej przyczyny. Rzadko da się wskazać jednego winowajcę- jak mawiał jego mistrz. "Może właśnie na tym polega problem z moim pojmowaniem polityki?- szukam prostych przyczyn w skomplikowanych zagadnieniach?"-przemknęło przez myśl młodego rycerza.
Kilka minut później okręt gładko wylądował na jednej z platform, a silniki stopniowo zaczęły zamierać. To jakby wybudziło Nejla, który rozejrzał się po kokpicie, wstawszy podszedł do swoje kajuty, skąd wziął swą niewielką torbę podróżną, przewiesił przez ramię długi brązowy płaszcz, po czym wyszedł przez otwierający się właśnie właz. Szybko przemierzył hangar, podszedł do dyżurnego mechanika i zdawszy frachtowiec udał się do turbowindy by pojechać na wyższe poziomy... Które świeciły pustkami. Nejl rozejrzał się po głównym holu, tutaj jednak nikogo nie było, podobnie jak na korytarzach. W takim osamotnieniu doszedł do swojej celi, gdzie zostawił rzeczy, po czym udał się do Rady by zameldować swój powrót. Nikogo jednak tam nie było. Zrezygnowany udał się do stołówki. "Jak tam nikogo nie ma to znaczy że zmieniliśmy miejsce zamieszkania". Całe szczęście spotkał tam padawnów jedzących właśnie obiad. Z pewną ulgą przysiadł się do młodego sullustianina i dziewczyny, prawdopodobnie jeszcze młodzików.
Szybko wziął własną porcje i zaczął wypytywać co się działo przez ostatnie trzy dni. Chciał nie okazywać przy tym zbędnych emocji, przyjmując wszytko z spokojem, choć przychodziło mu to z trudem. wiadomości, w prawdzie miejscami nieście w relacjach dwóch dzieci w jednym były zgodne. Bitwa na Genosis wcale nie była tak wielkim zwycięstwem jak to przedstawiano w Holonecie. Zdobycie planety okupiono śmieciom grubo ponad stu rycerzy, a wysłano ich ponad 200. Nejl zaczął przeszukiwać pamięć w poszukiwaniu swych znajomych, którzy mogli tam polecieć. Jego mistrz raczej nie od prawie dwóch tygodni ma jakąś misje w Corelli, Xaliusa również wysłali kilka dni wcześniej, inni z jego klanu? Niemal wszyscy są już rycerzami jedi, wszyscy też mogli być tam na arenie. z iloma z tych jedi trenował, uczył się, rozmawiał, ilu znał z widzenia. Świątynia w końcu wcale nie była taka duża jak się wydawało. Młodziki szybko poznawały instruktorów i ważniejszych jedi. ciągle się z kimś ćwiczyło, ciągle poznawało się kolejnych jedi. A teraz duża część z mieszkańców świątyni nie żyła... Złączyła sie z mocą. Jak to brzmiało przyjemniej, wygodniej, ale jednak, nie żyli...

Nejl założył płaszcz, poprawił kaptur przed niewielkim lustrem, odetchnął by zrównać pracę serca, po czym wyszedł z celi. Za kilka minut powinna się zacząć ceremonia. Z dormitoriów już wychodziło całe grupy jedi, wszyscy niemal identycznie ubrani w ciszy, czasem tylko niektórzy zamieniali cicho między sobą kilka słów. Zbierali się na placu przed świątynią, gdzie już było ich ponad dwustu. Ricon rozejrzał się jeszcze po zebranych szukając znajomych. Mariel jeszcze nie doleciał, a Xalius powinien pojawić się jeszcze dzisiaj. Czy zdąży na ceremonię, Ricon wątpił. Kilku rycerzy i padawanów rozpoznał, inni skryci pod kapturami pozostawali dla niego incognito..
Mistrz Windu wyszedł w końcu przed zebranych i zaczął przedstawiać listę poległych... Mistrzowie, rycerze, padawani- nie było w tej liście wyjątków czy jakiegoś prawidła. Po prostu odeszli. Nauczyciele, uczniowie- zginęli gdy wybuchł granat, na chwilę stracili koncentrację, nie zdołali odbić tego śmiertelnego strzału. Część umierała pewno na miejscu, ilu jednak moc nie obdarzyła tą ponurą litością? Całkiem obcy, których imiona nic mu nie mówiły, ci znani w całym zakonie potężni jedi, bliżsi znajomi... "Janin Melor? Ona też?" młody jedi ledwo zdołał powstrzymać łzy gdy usłyszał nazwisko swojej koleżanki. Czyli to juz druga osoba z jego klanu. Wcześniej słyszał już o śmieci jeszcze padawana- zabracka Maxa, "Ilu z nas nie dożyje najbliższych miesięcy, czy końca wojny?"- to pytanie nie dawało mu spokoju do końca dnia...

-Nejl! - rycerz odwrócił się gdy usłyszał za sobą znajomy głos. Xalius pokonał ostatnie metry i zatrzymał się z rozpromienioną miną, tak odmienną od ogólnej atmosfery panującej wśród jedi przez ostatnie dni.
-Jak dobrze cie widzieć chłopie całym i zdrowym- kontynuował obejmując go przyjacielsko -słyszałeś o Janin i Maxie?. Ciężka sprawa, dowiedziałem się przed chwilą
-Tak, byłem na wczorajszej uroczystości-Nejl zdołał w końcu dojść do zdania. lekko klepiąc przyjaciela. Uśmiech sam wyskoczył mu na twarz, widząc Xaliusa całym i zdrowym, choć nieco krępowała go ta sytuacja na środku holu.
-Ale widzę że z tobą w porządku- znów głos zabrał jego przyjaciel i rozejrzawszy się wokół i zapytał konspiracyjnym tonem oraz z złośliwym uśmiechem na twarzy- A jak tam odwiedziny?
- Nic. Nie było ich
- Nie było ich?! Tyle kombinowania i w końcu dupa?
- Dostałem sygnał tuż przed lądowaniem
- Ech, ty to masz chłopie szczęście
- No co ty nie powiesz-
mruknął gdy w końcu poszli w stronę stołówki. Później był wezwany do Rady, która miała przydzielić mu zadanie. Ale do tego czasu mógł spokojnie porozmawiać z najbliższym przyjacielem.
 
__________________
the answer to life the universe and everything = 42

Chcesz usłyszeć historię przedziwną? Przyjrzyj się dokładnie. Zapraszam do sesji: "Baśń"- Z chęcią przyjmę kolejnych graczy!

Ostatnio edytowane przez enneid : 07-09-2009 o 20:42.
enneid jest offline