Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-01-2010, 00:26   #1
Tasselhof
 
Tasselhof's Avatar
 
Aliens - Origins (+18)



Statek matka: „ USS Queen”
Załoga: 25 osób i jeden android
Kurs: XV 418
Wpis dnia: 21 listopad 2186 roku


Wielki ociężały kolos sunął w pustce. Kosmiczna otchłań otulała go, dzięki czemu metaliczny połysk idealnie zlewał się na tle gwiazd i odległych układów. Wydawać by się mogło że sunie po woli, wręcz ociężałym tempem nic nie robiąc sobie z czasu który mijał. Naprawdę jednak poruszał się z naddźwiękową prędkością. Jego silniki zaczęły po woli przygasać, a jego prędkość spadać. Gdzieś na górnym pokładzie błysnęła lampa pokładowa, uruchomił się pierwszy komputer pokładowy. Korytarze, otulone wewnątrz spokojem, mrokiem i ciszą, nagle zaczęły rozbłyskać światłem z świetlówek umieszczonych po bokach. Włazy zostały odbezpieczone, lampki zapaliły się na zielono i drzwi rozsunęły się na bok. Po woli hala skąpana w ciemnościach zaczęła się przejaśniać. Przypominała wysokiej klasy sale szpitalną, krystalicznie czystą, skąpaną w bieli, wyłożoną lazurowymi płytkami i ścianami czystymi jak łza. W sali po obydwu stronach ciągnęły się rzędy kabin kriogenicznych. Razem było ich trzydzieści dwie.



W dwudziestu sześciu z nich podniosły się pokrywy. Najpierw drgnęły lekko i z sykiem wypuściły chłodne powietrze z wnętrza. Potem uniosły się odsłaniając sylwetki ludzi. Spali jeszcze nieruchomo gdy wszystko po woli ucichło. W końcu ktoś się poruszył, podniósł po woli rękę i przetarł sobie nią oczy. Ktoś dalej jęknął przeciągliwie i podniósł się do pozycji siedzącej. Po woli ruch zaczynał się zagęszczać. Jedna z kobiet po woli się podniosła. Przeciągnęła się kusząco. Miała duże piersi i zgrabne uda, ubrana była w skąpą bluzeczkę na ramiączka i króciutkie spodenki. Włosy miała długie, rozpuszczone. Dotknęła stopami podłogi, była lodowata. W kabinie obok niej podniosła się druga kobieta, tym razem z krótko przystrzyżonymi włosami i zachrypniętym głosem powiedziała.
- Zimno w stópki Bee?
- Zamknij się Corvax.

Zagadnięta kobieta odpowiedziała chłodno. Z drugiego końca ściany dało się słyszeć czyjeś człapanie bosych stóp. To szedł ten nowy, krótko ścięty blondyn. Kilka osób spojrzało na niego ponurym, zaspanym wzrokiem. Na poprzedniej misji poległ ich był sierżant , Malcolm Westice. Teraz dostali jakiegoś nowego, przed wylotem nawet nie mieli czasu na rozmowę z nim. Teraz miało się odbyć ich pierwsza wspólna zbiórka.
- Kuuuuurwaaaaa …
Ktoś obok syczy ze złością. W Sali zaczyna robić się tłok, wszyscy po woli wstają, zaspanym krokiem udają się do sali obok gdzie znajduje się szatnia. Zaczyna się przebieranie, jakiś wysoki dwumetrowy murzyn podnosi sztangę, dwóch stoi i pali w samych gaciach rozmawiając o czymś i śmiejąc się. Ktoś na kogoś się drze, ktoś nie może znaleźć spodni, innemu zacięła się szafka. Kolejny piękny dzień w raju.



Posiłek przebiega jak to zwykle bywa w gwarze i przepychankach. Po jego zakończeniu wszyscy dostają rozkaz udania się do luku ładunkowego gdzie ma się odbyć zbiórka. Luk jest obszerny, stoją w nim trzy jednostki UD 4, dwie jednostki APC, kilka dźwigów, i skrzynie z uzbrojeniem i niezbędnymi rzeczami. W lewym krańcu hali znajdują się ławeczki przygotowane do zbiórek. Stoi tam już połowa załogi, reszta się zbiera. Nowy sierżant oczekuje w ciszy przybycia reszty. Gdy już wszyscy siedzą rozpoczyna swoją przemowę.
- Witajcie żołnierze! Nazywam się Max Taylor i Jestem nowym sierżantem tej jednostki! Nie dane było przed wylotem nam się poznać. W każdym razie, was już znam z bazy danych i wiem czego po kim powinienem oczekiwać! Lecimy z akcją rozpoznawczo zwiadowczą! Kopalnie wzbogaconej rudy i metanu na XV 418 zerwały kontakt z matką niespełna dwa tygodnie temu.
Wyciągnął z kieszeni na piersi paczkę papierosów, stanął na chwilkę i zapalił jednego. Zaciągnął się dymem i z wyrazem błogości wypuścił szary obłok, po czym kontynuował.
-Podejrzewa się, że może to być akcja dywersyjna Republiki Wschodnio Indyjskiej, której jednostki dostrzeżono ostatnimi czasy w tym regionie! W każdym razie cicha robota w plenerze, możecie ją uznać za wakacje! Naszym celem będzie główny kompleks kopalniany należący do Wayland Inc które pracowało przy okazji nad zmianą atmosfery w tamtym rejonie. Podejrzewane jest także przegrzanie się reaktora jak to miało miejsce 6 lat temu na LV 426 gdzie zginął doborowy oddział marines!
Przyjrzał się uważnie ich minom, nie wzruszone, u niektórych wykrzywione przez pokraczny uśmieszek i wredne spojrzenie. To dobrzy ludzie, zawodowi żołnierze. Dadzą sobie rade. Kontynuował.
- Zadanie jest proste, zbadać teren, zdać raport matce i w najgorszym wypadku pomóc ocalałym. A jeśli nie będzie innego wyjścia, przechwycenie jakiś ważniejszych danych z laboratorium. Innymi słowy nic szczególnego co powinno was zaskoczyć żołnierze!
Jeden z marines podniósł rękę, był to wysoki murzyn od sztang.
- Słucham cię Drake.
Ciemnoskóry odezwał się tubalnym, gardłowym głosem.
- Jakie jest ryzyko że Generator znowu może się przegrzać?
Sierżant po chwili odpowiada.
- Spore, jednak nic nam nie grozi, jako że bazę od generatora przeniesiono 40 km w głąb litosfery, aby uniknąć nie potrzebnej tragedii.
Spojrzał na resztę zebranych.
- Jakieś pytania?!
 

Ostatnio edytowane przez Tasselhof : 09-01-2010 o 22:14.
Tasselhof jest offline