Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-01-2010, 23:20   #2
Radagast
 
Radagast's Avatar
 
Rozległ się syk i wieko komory hibernacyjnej powoli się podniosło. Mięśnie twarzy Jeremy'ego lekko zadrgały i mężczyzna znów znieruchomiał. Przez chwilę mogło się wydawać, że w hibernatorze leży zimny trup. Jednak głęboki, powolny oddech świadczył o czymś innym, choć akurat słowo zimny w tej chwili było bardzo odpowiednie. W końcu poruszył się. Gdy ludzie w sąsiednich kapsułach już zaczynali się podnosić, z mniejszą lub większą dawką jęków, syków i wulgaryzmów, J.D. przewrócił się na bok i mruknął
- Jesze piesz minuf.
Ciche parsknięcia towarzyszy broni uświadomiło mu, że nic z tego. Podniósł się, przetarł zaspane oczy i przeciągle ziewnął. Rozejrzał się po sali. Głównie po tej części sali bardziej na prawo, gdzie spały dziewczyny. Przynajmniej ten jeden plus pobudek w korpusie - niezłe widoki. Jego wzrok napotkał spojrzenie jednej z dziewczyn. Imienia nie pamiętał, ale po zimnym śnie zawsze się czuł jak skacowany i miał problemy z przypomnieniem własnego imienia. Oblizał górną wargę dość niedwuznacznie.
- Wargi mi spierzchły od tego zimna. - wyjaśnił z uśmiechem i puścił do niej oko.
Podrapał się po brzuchu i w końcu wygramolił z kapsuły. Raźno ruszył w stronę szatni. Nie to, żeby mu się spieszyło, ale tam podłoga była przynajmniej czymś wyłożona i miała temperaturę różną od zera absolutnego. Po latach szkolenia i kolejnych długich latach służby mógł śmiało powiedzieć, że widział wiele i wiedział wiele, ale co za idiota wyłożył pomieszczenie z komorami hibernacyjnymi płytkami glazurowymi do tej pory pojęcia nie miał.
Po drodze minął sierżanta. Nowego. Dwa określenia niezbyt lubiane w wojsku. Choć po prawdzie z poprzednimi przełożonymi pracowało im się nieźle i nic nie wskazywało na to, żeby tym razem miało być inaczej.
- Nie przemęcz się, czarnuchu. - mruknął do ćwiczącego Drake'a i klepnął go po przyjacielsku w ramię, mniej więcej na wysokości własnej głowy.
- Spoko, asfalt. - Drake nie pozostał mu dłużny.
Sam uderzył kilka razy w worek treningowy i poszedł do swojej szafki, żeby się ubrać. Na ćwiczenia będzie jeszcze dużo czasu, trzeba było się tylko upewnić, że mięśnie pamiętają, za co im płacą.
Założył spodnie, buty i podkoszulek. Kurtkę wziął tylko pod pachę i poszedł na śniadanie. Pełne umundurowanie musiał mieć dopiero na apelu.

- Witajcie żołnierze! Nazywam się Max Taylor bla bla bla.
J.D. słuchał żyjąc coś leniwie i starając się nie wyglądać na znudzonego.
- Podejrzewa się, że może to być akcja dywersyjna Republiki Wschodnio Indyjskiej, której bla bla bla na LV 426 gdzie zginął doborowy oddział marines!
Standardowe farmazony jakimi się karmi żołnierzy przed akcją. Powinni to raz nagrać i puszczać z płyty z drobnymi przeróbkami.
- Zadanie jest proste, zbadać teren, zdać raport matce i w najgorszym wypadku pomóc ocalałym. A jeśli nie będzie innego wyjścia, przechwycenie jakiś ważniejszych danych z laboratorium.
Najciekawsze jak do tej pory z całej tej gadki było pytanie Drake'a o generator. Znowu mógł ich wysłać do Matki w trybie przyspieszonym i z pominięciem procedur bezpieczeństwa. Ale rzekomo nie powinien, bo... "Że co on powiedział? 40 km wgłąb litosfery?" J.D. nie mógł uwierzyć własnym uszom. Gdy sierżant zgodził się łaskawie odpowiedzieć na jakieś pytania Douglas podniósł rękę i widząc, że nikt nie zamierza się wtrącić, zapytał powoli:
- Czy ja dobrze zrozumiałem, sir, że mamy zleźć 40km pod tak zwaną ziemię? I stamtąd wyciągać poszkodowanych? I w razie czego najpierw wyciągamy dane, czy poszkodowanych?
 
__________________
Within the spreading darkness we exchanged vows of revolution.
Because I must not allow anyone to stand in my way.
-DN
Dyżurny Purysta Językowy

Ostatnio edytowane przez Radagast : 10-01-2010 o 23:48. Powód: Mówisz - masz: skróciłem cytat.
Radagast jest offline