Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-03-2006, 19:08   #1
Nassair
 
Nassair's Avatar
 
Reputacja: 167 Nassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie cośNassair ma w sobie coś
"Historia Pewnej Drogi" [sesja]

MARIBOR, Miasto w pd.-wsch. części TEMERI ok. 100 km od Mahakamu. Miasto-twierdza, zbudowane na ruinach elfiej metropolii. Miasto posiada dwa mury (wewnętrzny i zewnętrzny), a wszystkie budynki w mieście są murowane. Miasto zwane jest bramą Mahakamu. [...] Architektura, jest połączeniem solidnego i funkcjonalnego stylu krasnoludzkiego, które pomagały w odbudowie miasta, oraz komfortu i piękna cechującego starszą rasę. [...] W Mariborze zachowały się w całości jedynie cztery oryginalne budynki; obecna Biblioteka [...]; Ratusz [...]; Pałac Namiestnika [...]; Główna Kwatera Generała Armii Wschód [...]

"Architektura Miast Kontynentu"

- Kleofas Bachas, Rektor Katedry Architektury, Akademia w Oxenfurcie.



MARIBOR


Niebo nad Mariborem było już granatowe. Choć na zachodzie wciąż widoczna była błękitna łuna, miasto migotało już światłem setek świec, kaganków, lamp i pochodni. Bramy miasta zostały zamknięte, a straże na murach nawoływały się co chwile.
Na polach przed miastem kilkuset ludzi rozbiło obóz, rozpaliło ogniska i szykowało się do wieczerzy. Na ulicach miasta wciąż było gwarno jak w ulu. Latarnicy nawoływali wieczorną godzinę i rozpalali uliczne lampy. Liczne patrole wojskowe przemierzały miasto, pilnując porządku skrupulatniej niż zwykle. Nie dało się ukryć, że w całym mieście panuje napięcie i nerwowa atmosfera. Wydawało się, jak gdyby jakieś wielkie, niewidzialne zagrożenie wisiało nad miastem odbierając mieszkańcom radość, siły i chęci do życia, a równocześnie zmuszające do pośpiechu.
Nad to wiszące zagrożenie, wlewając ludziom otuchę w serca, wznosiły się trzy smukłe, białe wieże Pałacu Namiestnikowskiego. Zbudowany na planie trójkąta równobocznego, w którego każdym wierzchołku znajdowała się wieża. Każda pięknie zdobiona złotym ornamentem i płaskorzeźbami, zwieńczona szklanymi iglicami. Stały monumentalnie, niepokonane przez wojnę i czas, już od tysiąca lat, będące naocznym świadectwem i ziarnkiem prawdy w legendzie o "Tarczy Till'ana".
Kilkaset metrów dalej w cieniu wież, stał dwupiętrowy budynek, przyklejony do zewnętrznej ściany wewnętrznego muru. W budynku tym mieściła się karczma "Przepiórcze Gniazdo".


PRZEPIÓRCZE GNIAZDO


Karczma była przestronna - pobielone ściany, duży kominek, dębowe stoły i ławy. Było w niej schludnie i czysto, stoły były wycierane często, a na podłodze co dzień wykładano świeżą słomę. Mimo przestronności wnętrze było przytulne, ściany ozdobiono drzeworytami, a z powały zwisały suszone kwiaty i pęki ziół.
W karczmie panował gwar. Gości było wielu, mimo to co rusz otwierały się drzwi i wchodził ktoś nowy. Gospodarz miał nadzieje na duży utarg tego wieczoru. Na specjalnym podeście koło kominka grupa wędrownych muzyków dawała występ. Grali naprawdę wspaniale robiąc niedługie przerwy. Muzycy byli znani, ich przyjazd zapowiedziano już tydzień wcześniej. To właśnie dzięki nim Karczmarz miał nadzieje odbić dziś sobie kilka ostatnich, bardzo słabych dni.
Po lewej stronie od wejścia do karczmy, znajdowały się drzwi do alkowy. W alkowie, w mroku rozjaśnianym jedynie kilkoma świecami siedziało sześć osób. Wszyscy byli mężczyznami, jeden z nich z pewnością był krasnoludem. W alkowie panowała cisza, zakłócana jedynie muzyką i odgłosami dochodzącymi z zewnątrz. Po chwili głos zabrał młody, ubrany dobrze, lecz nie ekstrawagancko mężczyzna.
- Witam Panów, nazywam się Melchior i proszę abyście zwracali się do mnie na "Ty" - zrobił krótką pauzę - Może zacznę od przedstawienia nas wszystkich i wyjaśnienia paru rzeczy. Pan Karchal - wskazał na krasnoluda, a potem kolejno na pozostałych - Pan Kurt, Pan Mundoc, Pan Wernon.
Wymienłi wszystkich siedzących na ławach. Następnie zwrócił się w stronę człowieka, siedzącego na rzeźbionym krześle u szczytu stołu.
- A to jest mój, a miejmy nadzieje że po tej rozmowie i wasz, pracodawca, Pan Bartolomeo. Najlepiej będzie, jeśli teraz to właśnie On wytłumaczy wszystko naszym gościom. - młody mężczyzna siadł po jego prawej ręce.
Pan Bartolomeo przez chwile się zastanawiał, w końcu zaczął.
- Witam Panów serdecznie, dziękuje za przybycie, mam nadzieje że nie będzie ono nadaremne - mówił cicho, ale wyraźnie, z dobrze wyczuwalnym miejscowym akcentem. Ton dobierał odpowiednio do wypowiadanych słów, sprawiając wrażenie doświadczonego mówcy - Przepraszam bardzo za tą całą konspiracje, ale zadanie jakie chce Panom zlecić wymaga absolutnej dyskrecji. Przejdźmy zatem od razu do interesów. Proponuje Panom prace na miesiąc, w tym czasie zapewniam zakwaterowanie i wyżywienie. Wymagam posłuszeństwa i absolutnej dyskrecji. Szczegółów zadania nie mogę Panom podać, gdyż składa się ono z kilku etapów. Cele tych etapów nie są jeszcze sprecyzowane, zmieniają się wraz z nowymi informacjami jakie dostaję. Co zaś do sposobu wykonania poszczególnych części i osiągnięcia celu zadania, będą panowie mieli całkowitą swobodę. Oczywiście dyskrecja obowiązuje Panów zawsze. Po zakończeniu całości zostanie wypłacone Panom honorarium w wysokości dwustu Orenów Temerskich na osobę.
Odczekaliście na dalszy ciąg jego wypowiedzi. Bartolomeo nie podjął jednak wątku i przez chwile w alkowie zapanowała cisza. W ciszy słowa zaczęły nabierać kształtów i ich pełny sens zaczął do was docierać. Mieliście czas do zastanowienia, przed wykonaniem kolejnego ruchu.
 
__________________
And then... something happened. I let go.
Lost in oblivion -- dark and silent, and complete.
I found freedom.
Losing all hope was freedom.
Nassair jest offline