Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-04-2010, 12:04   #1
Tom Atos
 
Tom Atos's Avatar
 
[Storytelling historyczny 18+] Sekret Króla



Wieczór nadszedł szybko, jak to zwykle bywa zimą. Niestety śnieg nie padał już od miesiąca i pora roku słynąca z bieli, była szara i ponura. Któż jednak by się przejmował niedociągnięciami natury, gdy w perspektywie pojawiło się najważniejsze wydarzenie nowo rozpoczętego roku. Premiera opery mistrza Jeana – Philippe’a Rameau zatytułowana „Les Surprises de l’Amour”, która miała sie odbyć na inaugurację nowo przebudowanej Opery Królewskiej w Wersalu.
Wydarzenie na którym nie mogło zabraknąć nikogo kto choć trochę liczył lub chciał się liczyć na królewskim dworze. Nic zatem dziwnego, że od wczesnego popołudnia przed bramą pałacu ustawiły się w rządku karoce wypełnione arystokracją, szlachtą i ich klientelą. Wprawdzie sala operowa i tak by wszystkich nie pomieściła, ale po przedstawieniu miał być wyprawiony bal na cześć autora, który jak głosiły plotki, miał przesłonić swoją wspaniałością ten zeszłoroczny. Każdy zatem, którego urodzenie, czy pozycja nie pozwalała na cieszenie się samym przedstawieniem miał nadzieję na udział przynajmniej w przyjęciu.



Wnętrze wystrojonej z przepychem sali operowej utrzymanej w czerwonej tonacji z wolna zaczęło zapełniać się widzami. Szmer rozmów temu towarzyszący niósł za sobą wzajemne kurtuazyjne powitania, jak i dyskretne ploteczki. Żarty i złośliwości. Dwór żył własnym życiem poświęcając się z upodobaniem intrygom, zawierając wzajemne sojusze i koterie, a także prowadząc wojny i podchody. Och doprawdy przedstawienie było tylko pretekstem by się spotkać en masse. Bardzo niewiele osób przychodziło tu dla samej sztuki i wątpliwe czy znalazłoby się choć kilkadziesiąt osób, które potrafiłyby docenić talent starego mistrza Rameau.
Powoli szum rozmów przycichał, by odżyć z nową intensywności, gdy w najbardziej zaszczytnej loży pojawił się Jego Królewska Mość Król Francji i Navarry Ludwik w towarzystwie Królowej Małżonki. Za nimi można było dostrzec Jeanne-Antoinette Poisson, Markizę de Pompadour, która oprócz przyjaźni jaką darzył ją król, cieszyła się również sympatią królowej. W loży zasiadła jeszcze jedna postać. Był nią Étienne-François, książę de Choiseul, markiz de Stainville, dyplomata i jak głosiła plotka kandydat na pierwszego ministra. Niedoszło więc do sensacji, a król nie zaszczycił swymi względami nikogo nowego. O wiele większe zainteresowanie wzbudziła loża znajdująca się bezpośrednio pod królewską, bowiem zajęła w niej miejsce Małgorzata Katarzyna Haynault, Markiza de Montmélas nowa metresa Ludwika, co wywołało natychmiast złośliwe docinki, że nawet w operze jest „pod królem”.
Szum rozmów ucichł dopiero wtedy, gdy Rameau skłoniwszy się przed królem dał batutą znak orkiestrze, by zaczęła. Sala wypełniła się dźwiękami muzyki, kurtyna uniosła się, a po środku sceny ujrzano postać, która wywołała westchnienie zachwytu i zaskoczenia publiczności. Był to bowiem nie kto inny jak sam Farinelli. Sprowadzony przez mistrza Rameau w najgłębszej tajemnicy prosto z Madrytu. Zaskoczenie było kompletne, ba nawet Jego Wysokość ożywił się wyraźnie, a Farinelli ? Jak to on zaczął popisywać się swoją trzyoktawową skalą głosu i mnóstwem ozdobników wywołując burzę oklasków już na samym początku przedstawienia. Sukces opery był zagwarantowany.

Podczas pierwszej dużej przerwy towarzystwo udało się do foyer, gdzie przygotowano stoły z poczęstunkiem i napojami. Służba ubrana w błękitno – białe barwy królewskie uwijała się, by zaspokoić zachcianki gości. Sala była przestronna i dobrze oświetlona, a zwisające z sufitu wielkie kryształowe żyrandole rozsyłały we wszystkie strony refleksy światła, które odbijając się od kryształowych luster na ścianach dawały dodatkowe światło. Wszystko było wręcz roziskrzone. Toalety dam i panów mieniły się przeróżnymi barwami, od bieli atłasu, przez żółć złotogłowów, błękit jedwabnych adamaszków, po czerwień aksamitu. Jeśli dodać do tego wspaniałość biżuterii, tych wszystkich, diamentów, szafirów, korali i szmaragdów, to nikt nie miał wątpliwości, iż jest to najwspanialszy dwór całej Europy.

Wśród ubranych z całym przepychem gości można było dostrzec i Jean-Jacqueas Rousseau i Denisa Diderota, a nawet Woltera, który niedawno powrócił do Paryża ze swej szwajcarskiej posiadłości. Wokół nich gromadził się tłumek wielbicieli. Wątpliwe co prawda czy rozumieli, co mówią myśliciele, ale to doprawdy nie miało znaczenia. Ważne by się pokazać w towarzystwie najświetniejszych umysłów królestwa.

Musieli oni wystarczyć za całą atrakcję, gdyż zwyczajowo królewska para i ich goście z loży odpoczywali w błękitnym pokoju na piętrze.

Marjolaine Amelie Pelletier, Hrabianka du Niort zapewne dołączyłaby do któregoś z myślicieli, by nieco ogrzać się w blasku jego chwały, gdyby nie mały szczegół. Przybyła na przedstawienie w towarzystwie matki Antoniny, która zachowywała się co prawda dość tajemniczo, jednak sprytna dziewczyna szybko domyśliła się, iż rodzicielka próbuje ją wyswatać, po raz kolejny z resztą. Marjolaine westchnęła cicho wznosząc oczy ku niebu, gdy przyszło nieuchronne. A mama niby to zaskoczona szepnęła w jej kierunku :
- Spójrz kochanie jakiż przystojny oficer idzie w naszym kierunku. Och jakiż on piękny.
Mamusia uśmiechnęła się w stronę mężczyzny, który faktycznie podszedł do nich w towarzystwie nieco starszego pana bardzo do niego notabene podobnego i zalotnie rozłożyła wachlarz.
- Hrabina du Niort i zapewne jej urocza córka Marjolaine. – oznajmił starszy kłaniając się i całując dwornie dłoń wpierw matki, a później hrabianki.
- Jakże miło mi pana widzieć markizie de Bernières, to dla nas zaszczyt, a czyż się nie mylę sądząc, iż przyszedł pan w towarzystwie syna Clauda ? – spytała hrabina słodko.
„Jakiż świat jest pełen miłych niespodzianek” przemknęło przez myśl Marjolaine.
- W rzeczy samej to mój syn. – oznajmił markiz nie kryjąc dumy.
Na te słowa mężczyzna w niebiesko czerwonym mundurze kapitana gardes du corps skłonił się. Wszak nie pozostało mu nic innego, zaś niezwykle przebiegli w swym mniemaniu rodziciele natychmiast przystąpili do finalizacji swego planu.
- Och nieco się zmęczyłam. – mama użyła wachlarza do ochłody – Chyba muszę usiąść.
- Pozwoli Pani, ze będę jej towarzyszył. – markiz zareagował błyskawicznie – Zostawmy młodym sprawy ich młodości.
- Dziękuję panie markizie. – hrabina du Niort z wdziękiem przyjęła ofiarowane ramię. Nim jednak odeszła zdążyła dać znaczącego kuksańca w plecy Marjolaine.

Wśród zgromadzonych na sali nie brakowało pięknych kobiet, jednak niektóre z nich przyciągały uwagę znacznie częściej niż inne. Bez wątpienia taką damą była Marguerite Chantal d’Ambly Markiza d'Ambly. Nie tylko ona z resztą była obiektem ciekawskich spojrzeń, lecz również dziewczę które jej towarzyszyło, a które markiza przedstawiała jako Charlottę de la Charce. Co prawda Małgorzata bardzo dbała, by nie wplątywać się z żadne skandale, jednak wciąż na jej wizerunku ciążyła sprawa sprzed pół roku. Miała to nieszczęście, że zadurzył się w niej młody Pierre d'Humières, najmłodszy i ukochany syn markizy d'Humières. To co dla Małgorzaty było niezobowiązującym flirtem, dla młodzika okazało się miłością życia. Odtrącony, wprawdzie delikatnie, ale jednak zaciągnął się do armii i zginał gdzieś w Kanadzie walcząc z Anglikami.
Nic zatem dziwnego, że wiele osób dyskretnie obserwowało Markizę d’Ambly, gdy ku jej zaskoczeniu zbliżyła się do niej matka poległego chłopca. Leciwa Eugenia d'Humières, która dotąd traktowała ją jak powietrze. Ubrana była w czarną, żałobną suknię, zaś na szyi nosiła rzucający się w oczy srebrny naszyjnik ze szmaragdami.



- Droga Małgorzato przepięknie wyglądasz w tej niebieskiej sukni. Tak pasuje do twej cery, a to kto ? – spojrzała stara markiza z góry na Charlottę.
- Cóż za nietakt przyprowadzać ze sobą służbę. Dziwię Ci się. Widać przestałaś już gustować w chłopcach. – rzuciła zjadliwie i odwróciła by odejść bez słowa.
Stojący w pobliżu dworzanie natychmiast zaczęli z niezdrowym podnieceniem plotkować.

Plotki te nie dotarły jednak do Bernardina markiza du Châtelet, gdyż dopiero co wszedł do foyer. Opóźnienie to stało się bardziej zrozumiałe, gdy za nim wkroczyła Marie-Louise O'Murphy, niegdysiejsza kochanka króla w stroju daleko odbiegającym od idealnego i dekolcie zdecydowanie zbyt głębokim.



Dla nikogo nie było tajemnicą, że Bernardine ma słabość do byłych królewskich metres. Ponoć się nawet chwalił, iż wiąże go zażyłość z markizą de Pompadour daleko głębsza niż przyjaźń. Mężczyzna cokolwiek robił w swojej loży zdecydowanie zgłodniał, gdyż podszedł do stołu z przekąskami. Już miał uraczyć się wybornie wyglądającą sałatką z łososi, gdy ktoś go potrącił i markiz straciwszy równowagę omal nie runął głową między półmiski. Odwrócił się poirytowany, by dostrzec postawnego oficera w mundurze Chevau-légers de la Garde popijającego jak gdyby nigdy nic wino i gapiącego się bezczelnie na dekolt jego towarzyszki.
 

Ostatnio edytowane przez Tom Atos : 02-04-2010 o 12:44.
Tom Atos jest offline