Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-04-2010, 21:01   #7
brody
Konto usunięte
 
Reputacja: 2548 brody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputację
Kathrine Gardner
Kathy działała instynktownie. Porzuciła samochód i co sił, podbiegła do poparzonego mężczyzny. Był to człowiek w sile wieku, jego twarz zdobiły liczne zmarszczki, a głowę siwiuteńkie, teraz osmolone włosy. Dziewczyna nachyliła się nad rannym, widok poparznej twarzy podziałał na nią
piorunująco. Przerażenie wdarło się w jej duszę. Nigdy nie widziała tak zmasakrowanej twarzy. W świetle krwistych płomieni ognia, buchających pod
samo niebo, twarz mężczyny wyglądało okropnie. Bardziej w panice niż z racjonalnej chęci ratowania rannego, krzyknęła na cały głos:
- POMOCY! POMOCY!
Niósł się on echem wzdłuż pustych uliczek miasteczka. I wtedy usłyszała jak poparzony mężczyzna coś szepce. Głos miał słaby i bardzo cichy. Pokonując niechęć i strach pochyliła się jeszcze bardziej i dopiero wtedy rozróżniła słowa. W nozdrzach czuła nieprzyjemną woń spalonej ludzkiej skóry.
- Oni są już wszędzie.... uciekaj dziecko... uciekaj...

Bill Butcher
Gdy Bill wybiegła z hotelu nieprzypuszczał jak wielki ogień zaczął szaleć w tym małym miasteczku. Biegnąc w stronę leżącego mężczyzny i klęczącej przy nim kobiety, zdał sobie sprawę, że budynek kościoła jest już nie do odratowania. W takiej mieścinie jak New Canaan zapewne nie było straży pożarnej, która mogłaby ugasić ogień. Bill miał nadzieję, że szybko pojawią się jacyś ludzie, by chociaż nie dopuścić do rozprzestrzenienia się pożaru.Biegnąc pustą ulicą, krzyczał na całe gardło:
- Pożar! Pożar! Ludzie!!! Pali się!!!

Detektyw zatrzymał się przy kobiecie i z kurtuazją zapytał o jej stan. Wiedział, że to nie ona potrzebuje pomocy, ale czuł jakiś wewnętrzny
obowiązek, by najpierw zatroszczyć się o kobietę. Drobna dziewczyna tylko pokręciła głową i wskazała na rannego mężczyznę. Bill widział już nie raz zmasakrowane ciała, ale to było w strasznym stanie. W głowie detektywa zrodziła się myśl, że poparzenia nie wyglądają na naturalne. Gdy nachylił się nad poparzonym wyczuł zapach nafty, a na koszuli mężczyzny zobaczył tłuste plamy na rękawach nocnej koszuli.

Gregory Altan
Idąc główną ulicą New Canaan Greg zauważył nagle wybuchający u jej końca gwałtowny pożar. Ruszył w tamtym kierunku. Gdy zatrzymał się przed kościołem dostrzegł parę pochylającą się nad poparzonym mężczyzną. Zdał
sobie natychmiast sprawę, że ani kościół ani mężczyzna nie zostaną uratowani. Teraz trzeba było nie dopuścić do rozprzestrzenienia się pożaru, a do tego trzeba było wielu ludzi i wiader z wodą.
- I tak mu nie pomożemy. Pójdę po lekarza. - powiedział.
Nie czekając na reakcję dziwnej pary pobiegł do najbliższego domu. Wpadł na ganek i zaczął łomotać w drzwi. Po kilku chwilach z wnętrza wyjrzała przerażona kobieta. Greg nie musiał nic mówić. Starsza pani w lokach na głowie i nocnej koszuli, widząc łunę pożaru unoszącą się nad miastem, zapytała pierwsza:
- Co z ojcem Derekiem?
- Na ulicy leży jakiś mężczyzna, być może to on - odparł.
- Niech pan poczeka chwilę.
Kobieta zniknęła we wnętrzu domu, by wrócić po kilku sekundach z narzuconym na ramiona szlafrokiem.
- Ja pójdę po doktora Newmana, a pan niech biegnie do osady brata Martina. Tam jest teraz większość ludzi. Trzeba ich powiadomić jak najszybciej, co się tutaj dzieje.

Peter Franks
Peter nie czuł się dobrze w tych łachmanach, które kupił za niecałego dolara. Wiedział jednak, że taki kamuflaż jest konieczny, by wtopić się w tłum imigrantów jacy ściągnęli do New Canaan. Gdy dotarł do miasteczka był już poźny wieczór. Postanowił, że tę noc spędzi jeszcze w hotelu, a dopiero nad ranem stawi się w osadzie imigrantów. Gdy wszedł do pokoju odrazu położył się. Zmęczenie i potworny upał dały mu solidnie w kość. Nie spał jednak długo, gdyż obudził go krzyk z ulicy:
- Pożar! Pożar! Ludzie!!! Pali się!!!
Wyjrzał szybko przed okno, zza którym szalał wielki pożar. Drewniony kościół stojący na przeciwko hotelu stał w płomieniach. Nie zastanawiając się długo Peter zbiegł na dół. Widząc stojących na środku ulicy podbiegł do nich. Leżący na ziemi mężczyzna był strasznie poparzony. Wystarczył mu tylko rzut oka na obrażenia staruszka, by stwierdzić że ktoś podpalił jego, jak i kościół.
Sam stosował tę metodę nie raz na knąbrnych dłużnikach swoich szefów. Mieszanka nafty i saletry wypalała dziury w ludzkim ciele. Franks chciał pomóc, ale gdy zobaczył obrażenia, zdał sobie sprawę, że nie ma to sensu. Trzeba byłoby pomocy prawdziwego lekarza i szybkiej hospitalizacji, by mężczyzna mógł przeżyć.

Henry Williams
Henry właśnie meldował się w hotelu, gdy na zewnątrz wybuchło piekło. Blask ognistych łun wdarł się przez okna. Schylił się po torbę, a w tej chwili minęło go biegiem dwóch mężczyzn, jeden za drugim. Byli to prawdopodobnie goście
hotelowi, którzy także zauważyli pożar. Nie czekając dłużej Williams ruszył za nimi. Już z daleka Henry zauważył, że obaj mężczyźni są conajmniej podejrzani. Pierwszy wysoki i postawny murzyn, wyglądał jak zawodowy bokser lub zapaśnik, a drugi miał twarz jednego z tych bezwzględnych zabijaków o jakich co jakiś czas informuje prasa. Williams postanowił przejąć inicjatywę, wbiegł w małą grupkę krzycząc:
- Jestem lekarzem, niech ktoś przyniesie wodę.
Wszyscy instynktownie odsunęli się na te słowa od rannego mężczyzny.
Henry nachylił się nad nim i z przerażeniem stwierdził, że obrażenia staruszka są wręcz krytyczne. Pożar wybuchł dosłownie parę chwil temu i nie było fizycznej możliwości, by ogień w tak krótkim czasie dokonał takich zniszczeń na jego ciele. Rozłożył szybko torbę i zajął się poparzonym. Nie wyczuwał już oddechu, a to oznaczało tylko jedno. Pacjent lada chwila prawdopodobnie przejdzie na łono Abrahama. Potrzebna była szybka pomoc. Gdy wyjmował z torby skalpel i rurkę, zobaczył na rękawie mężczyzny tłustą plamę. Potarł palcami i przyłożył do nosa.
- O boże, nafta! - pomyślał.
Niezdradzając się ze swoim odkryciem, zabrał się do udzielania pomocy. Sprawnym ruchem przeciął skórę i szybko wprowadził gumową rurkę w drogi oddechowe. Płuca mężczyzny ożyły. Dawało mu to nikłą, bo nikłą ale jednak szansę na przeżycie.


Kathrine Gardner, Bill Butcher, Peter Franks, Henry Williams
Gdy lekarz zajął się udzielaniem pomocy z hotelu i kilku domów zaczęli wyglądać ludzi. Było ich tylko kilkoro i jasne było dla wszystkich, że takimi siłami nie ugaszą pożaru. Oznaczało to, że czeka ich nierówna i niebezpieczna walka z żywiołem. Po chwili do grupki znajdującej się przy poparzonym mężczyźnie dołączył miejscowy szeryf. Wyglądał na zaspanego, a jego mundur był krzywo zapięty i wygnieciony. Przyglądał się przez chwilę zabiegom Henry'ego Williams, po czym krzyknął:
- Hola, hola! Co pan wyprawia? Chce pan go zabić? Proszę się odsunąć! Doktor Newman zaraz tu będzie!
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.
brody jest offline