Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-04-2010, 23:38   #3
Nefarius
 
Nefarius's Avatar
 
Czas spędzony na pakowaniu się przeleciał błyskawicznie. Samo uzupełnienie brakujących zapasów na drogę zajęło Nyarli ponad godzinę. Była nieco niezadowolona, gdy naszykowała sobie na drogę wiele więcej rzeczy niż mógł zmieścić jej podróżny plecak. Zdecydowanie musiała odłożyć na bok część ubrań. Rozmyślała nad różnymi, możliwymi opcjami wyprawy. Gdyby udało jej się dostać w skład jakiejś karawany, mogłaby śmiało zabrać z sobą tyle rzeczy ile by tylko uniosła, a na którymś z wozów miejsce zawsze by się znalazło. Z drugiej jednak strony takową karawaną z Silvermoon jechałaby około półtora miesiąca, a w razie nieprzewidzianych komplikacji na trakcie może i jeszcze miesiąc dłużej. Samotna wędrówka zdecydowanie bardziej przyspieszyłaby jej przybycie do Waterdeep, lecz samotnie za murami miasta mogła natrafić na grupę oprychów napadających wędrujących traktem, o masie potworów już nie wspominając.


Wciąż też pamiętała o swym niezwykłym śnie. Tak bardzo realistyczne wspomnienia, które po nim pozostały były dla Nyarli niezwykłym zjawiskiem. Gdy tylko skupiała się na jakiejś konkretnej czynności do uszu docierał ten wspaniały szum wód i wiatru. Chwilę po południu, gdy słońce było w zenicie w holu domostwa Nyarli zabrzmiało pukanie. Nie głośne. Zniecierpliwiona kobieta błyskawicznie przybiegła pod drzwi wejściowe, za którymi stać miał goniec Arvana. Urokliwa, brązowowłosa wartko otwarła drzwi i ujrzała posłańca. Był nim kilkuletni chłopak o wielkich, niebieskich oczach i bujnej, kręconej czuprynie. Odziany był zwyczajnie. Nieco brudna, flanelowa koszula wisiała na nim jakby dostał ją po starszym bracie. Dzieciak dyszał mocno bo pewnie biegł jak opętany z wiadomością do kobiety, a gdy wręczał zawinięty pergamin miał na twarzy niesamowitą minę zadowolenia i satysfakcji, być może tym kursem zarobił pierwsze w życiu pieniądze, kto wie.


Nyarla odebrała list z uśmiechem na ustach i zamknęła drzwi wchodząc do domu. Prędko rozwinęła pergamin i wczytała się w jego zawartość. Z każdym kolejnym zdaniem uśmiech na jej urodziwej buzi stawał się jeszcze szerszy i wyraźniejszy. Arvan znalazł jej transport do Miasta Wspaniałości. Dokładnie wyjaśnił, sytuację związaną z wyprawami na zachód. Najbliższa karawana miała ruszać za czterdzieści trzy dni, w dodatku jej celem było Neverwinter, a nie Waterdeep. Jednak dla niego nie była to przeszkoda. Prędko znalazł sposób by ułatwić swej pracownicy wędrówkę na wybrzeże. Mężczyzna w swym liście wspomniał o pewnym kupcu Oswaldzie Złotym Zębie. Krasnolud ponoć szykował się do wysłania dwóch wozów do Waterdeep, z skórami dzikich bestii, oraz sporym zapasem rudy Mithrillu. Co prawda, za ochronę służyć mieli pięknobrodemu opłaceni najemnicy z licznych gildii w mieście, jednak po namowie Arvana brodacz zgodził się zatrudnić dodatkowo Nyarlę, jako członka ochrony i jedynego maga.

Przyjaciel i pracodawca niewiasty poprosił ją by przybyła na wskazany adres, jeszcze tego dnia, by jak najszybciej porozmawiać z Oswaldem. Chęć opuszczenia Silvermoon i dotarcia na wybrzeże była tak wielka, że Nyarla najzwyczajniej w świecie, po przeczytaniu listu odwróciła się na pięcie i wyszła z domu kierując się pod wskazany adres. Choć spora część mieszkańców Klejnotu Północy pracowała w licznych zakładach i cechach rzemieślników, czyste ulice pełne były przechodniów. Dzieci jak zawsze bawiły się pod domami udając Rycerzy w Srebrze, a kobiety zajmujące się ogrodami doglądały pociech. Od czasu do czasu przechodnie tylko ustępowali pojedynczym wozom, które wjechały do miasta, zmierzając do któregoś z cechów czy gildii. Muzyka, która niosła się między domami była szalona i radosna, wszystko tutaj wydawało się takie piękne, wręcz utopijne. Miejscem, do którego zmierzała zaklinaczka był, prastary Dąb elfów. Potężne, wiekowe drzewo od początku istnienia osady, a potem miasta Silvermoon było domem słonecznych elfów.


Siedziba i zarazem dom Oswalda znajdował się kilkanaście stóp pod ziemią, między olbrzymimi korzeniami Dębu elfów. Taki był wszak urok tego miasta. Tutaj nie było rasowych waśni ani dzielnic. Elfy mieszkały tóż obok krasnoludów, ludzi i niziołków. Dyskryminacja była w tym miejscu czymś niezwykle rzadko spotykanym. Do siedziby krasnoluda prowadził szeroki, naturalny otwór w drzewie, zaś do podziemnych korytarzy wąskie, kręcone schody. Choć mieszkańcy tego podziemnego domostwa świetnie widzieli w ciemności, to jednak w wszystkich korytarzach porozwieszane były lampy, które umożliwiały widzenie w ciemności chociażby ludziom. Nyarla była w duchu wdzięczna, że ktoś pomyślał o jej rasie i lekko jej ułatwił życie. W korytarzu panował miły zapach drzewa, a z każdym kolejnym pokonanym stopniem schodów zaklinaczka czuła narastający, przyjemny chłód. W końcu znalazła się w głównym korytarzu. Miała przed sobą trzy pary drzwi, lecz tylko na jednej z nich znajdowała się mosiężna tabliczka z napisem Oswald Złoty Ząb.

Nyarla była pewna, że to są drzwi, przez które powinna przejść, by spotkać się z krasnoludem. Zbliżyła się, złapała za klamkę i pchnęła drzwi przed siebie. Do jej nosa dotarł intensywny zapach tytoniu. Czarownica od razu dostrzegła szarą chmurę wydobywającą się z pewnością z fajki właściciela domostwa. Nie myliła się. Przy eleganckim, mahoniowym biurku siedział rudy krasnolud liczący sobie spokojnie dwa i pół wieku. W lewym ręku trzymał otwarty dziennik, zaś w prawym ściskał kopcącą się fajkę. Brodacz wejrzał na kobietę nieco zdziwiony jakby nie bardzo wiedział, dlaczego ona mu przeszkadza. Nagle jednak jego mina nabrała powagi i brodacz wstał energicznie z wygodnego stołka.
-To o Tobie mówił mój kolega Arvan, tak?- spytał przeciągając ostatni wyraz. -Więc chcesz udać się z moimi wozami do Waterdeep. Hm... Zanim przejdziemy do konkretów to opowiedz mi coś o sobie. Jak Cię zwą, bo wypadło mi z głowy, czym się zajmujesz i na czym się znasz.- zażądał spokojnym, wręcz nestorskim tonem. Jego wzrok wbił się w oczy Nyarli.

 

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 19-04-2010 o 23:49.
Nefarius jest offline