Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-04-2010, 01:23   #3
Amanea
Konto usunięte
 
Amanea's Avatar
 
Smocze Wybrzeże. Region, który nie ma najlepszej opinii. Miasta, miasteczka i osiedla położone wzdłuż dróg handlowych stają się wspaniałą bazą dla wielu złodziei, piratów i bandytów... Podobno można tu było załatwić wszystko. Prawo egzekwują tu opłaceni najemnicy i wyraźnie widać brak konkretnych rządów. Tyle zdołała dowiedzieć się w podróży. Nikt nie był chętny mówić więcej. Ale to wszystko tak naprawdę nie miało najmniejszego znaczenia. Miała sprawę do załatwienia.
Po takie zlecenie nie wahała się wyruszyć na Smocze Wybrzeże.
Po takie zlecenie zeszłaby i do samej Otchłani.
Na zlecenie na Czerwonego Czarnoksiężnika czekała bardzo długo...

~ Czy to się kiedyś skończy? - przemknęło jej przez myśl, gdy minęła kolejną grupkę pielgrzymów. Dla uprzyjemnienia sobie podróży zastanawiała się co by było, gdyby rzucili się na nią wszyscy na raz. I jak szybko zaczęliby uciekać. Chyba brakowało jej ostatnio walki i potrzebowała nieco ruchu. Miesiąc w siodle sprawiał, że mięśnie naprawdę sztywniały.
Shalia nie zadała sobie trudu maskowania zbroi czy broni. Mogła być dla tych obcych ludzi kimkolwiek, a swój ekwipunek bardzo lubiła. Ostrza były prawdziwym majstersztykiem, a w kółeczka tworzące kolczugę zręcznie wpleciono magię, wyciszającą wiele odgłosów towarzyszących poruszaniu się. Szkoda byłoby rozstawać się w podróży z tak przydatnymi rzeczami. Co bardziej podejrzliwi zerkali na nią niepewnie, jednak ona nie robiła sobie nic z tych spojrzeń.
Powody do zadowolenia miała dwa. Pierwszym był jej koń. Niemało złota wydała na wierzchowca, ale zdecydowanie był wart swej ceny. Piękny, szybki, stąpał miękko i był niezwykle delikatny w pysku. Drugim powodem była świadomość, że to już dziś. Pozna swój cel, swoje zlecenie, co umożliwi jej zadanie pierwszego, maleńkiego ukłucia Czarnoksiężnikom. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie zdoła walczyć z nimi otwarcie i pewnie prędzej czy później zginie. Ale do tego czasu osieroci i pozbawi mężów tyle osób, ile tylko się da. Niech cierpią samotnie, bez swoich ukochanych, ojców czy partnerów.

Nie poganiała konia, pozwoliła mu iść własnym tempem. Jej ciało dostosowało się do ruchów zwierzęcia, kołysząc się delikatnie w rytm kroków. Przyglądała się czarnej sierści Groma, podziwiając jak lśni w słońcu przebijającym przez korony drzew. Było spokojnie i sennie. Zastanawiała się z kim też ma się spotkać, czego dowie się w ów karczmie i kiedy będzie mogła ruszyć dalej. Na rozmyślaniach i odpoczynku minęła jej pozostała część drogi. Poza kolejnymi pielgrzymami czy handlarzami nie spotkała nikogo godnego uwagi. Niebo już jakiś czas było w zenicie, gdy w końcu zajechała do Reddansyr.

To, co zobaczyła, mocno ją rozczarowało. Nastawiła się na widok jakiegoś niewielkiego miasteczka, a to było ledwie większe osiedle. W takich miejscach trudniej o rozrywkę. Będzie więc musiała zapewnić ją sobie sama. Odnalezienie Szaleństwa Giganta nie stanowiło najmniejszego problemu. Zeskoczyła lekko z konia i spojrzała krzywo na pachołka, który chciał zabrać zwierzę do stajni. Co jak co, ale przywykła już do oporządzania konia. Była to jakaś forma podziękowania za współpracę na trakcie. Koń wobec dobrego jeźdźca potrafił być naprawdę bardzo ufny i za to zaufanie także trzeba mu było odpłacić. Zwierzęta nie mają swoich ukrytych motywów, nie knują intryg, nie walczą o awans, nie potrzebują złota, więc można im ufać i dbać o nie. Na taki gest wobec człowieka czy kogoś innej rasy na pewno by się nie zdobyła.

Gdy Grom został już wyczyszczony, wyczesany i miał pełen żłób, Shalia udała się na spacer. Obeszła całe Reddansyr, dyskretnie przyglądając się mieszkańcom i układając sobie w głowie plan wioski. Gdy ktoś przyglądał się jej zbyt natarczywie, odwzajemniała to spojrzenie. Mało kto był w stanie wytrzymać spojrzenie jej chłodnych, błękitnych oczu tak, by nie odwrócić wzroku jako pierwszy. W końcu opuściła teren zabudowany i ruszyła na spacer ku wybrzeżu. Miała ochotę trochę się rozruszać. Mimo, że oddaliła się od Reddansyr na tyle, by wszelkie odgłosy ucichły, wciąż słyszała coś za sobą. Najwyraźniej ktoś szedł za nią.
Uśmiechnęła się złowrogo i przyklęknęła na chwilę, udając, że poprawia but. Kroki ucichły. Ale gdy wstała i ruszyła przed siebie, znów dało się je słyszeć.
~ Chcesz się pobawić... - pomyślała i przyspieszyła kroku.
Wyraźnie słyszała jak napastnik zbliża się do niej, gdy przyspieszyła musiał oddychać ciężej i głośniej.
~ Amator. - parsknęła w duchu rozbawiona.
W końcu weszła na niewielką polanę. Udając całkiem rozluźnioną i niczego się nie spodziewającą, przeciągnęła się leniwie i rozejrzała dookoła. Nim napastnik do niej doskoczył, zdążyła już przeanalizować każdą możliwą sytuację. Zatanawiała się też, czy zabić go, czy też zostawić w spokoju. Nawet nie drgnęła, gdy poczuła ostrze noża na szyi i dłoń łapiącą ją za włosy. Choć to drugie wybitnie jej się nie spodobało.
- Jak będziesz grzeczna, to nic Ci się nie stanie.
~ Stara śpiewka...
- Oh, nie, proszę, nie rób mi krzywdy, zrobię co zechcesz. - wyrecytowała głosem wypranym z jakichkolwiek emocji.
- Daj mi swoje złoto.
~ Co za dureń... - przewróciła oczami.
- Nie, proszę, to wszystko co mam... - odpowiedziała podobnie jak poprzednio.
Mężczyźnie chyba dopiero teraz coś zaczęło nie grać. Bo zawahał się na moment. Moment, który wystarczył Shalii.
Błyskawicznie odepchnęła od siebie rękę z nożem, po czym odwróciła się w stronę napastnika. W jej dłoni pojawił się Piekielny ząb.


Ostrze sztyletu spoczęło na wysokości tętnicy mężczyzny. Zimne spojrzenie błękitnych oczu spotkało się z nieco zaskoczonym wzrokiem niedoszłego złodziejaszka.
- Co tam chciałeś ode mnie?
Przełknął głośno ślinę w odpowiedzi i pokręcił głową.
- Tak myślę. Zjeżdżaj póki mam dobry humor. Jeszcze raz Cię zobaczę, a nie daruję.
Mężczyźnie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Obrócił się na pięcie i biegiem pobiegł w stronę, z której przyszli. Dziewczyna westchnęła z irytacją.
~ Żałosne. Zabiję go jak opuszczę tę wiochę. Po co robić zamieszanie od razu...

Wkroczyła na środek polany, nasłuchując, czy aby na pewno jest już sama. Stała nieruchomo, zamknęła oczy, wsłuchując się w otaczającą ją ciszę. Wyciągnęła miecz i sztylet. Złote płomienie pełgały na ostrzach, odbijających promienie słońca, gdy Shalia wyciągnęła ramiona w bok równolegle do ziemi. I znów zastygła w bezruchu...
Po chwili otworzyła oczy, zrobiła krok w przód i opuściła sztylet do zasłony, jednocześnie tnąc mieczem. Kolejny krok cięcie w prawo. Obrót. Cięła nisko. Ruchy były powolne, spokojne i rytmiczne. Krok w bok, zwód, pchnięcie, krok w tył. Zastawiła się sztyletem, wyprowadzając błyskawiczną fintę mieczem, po czym cofnęła się. Wypad do przodu, niskie cięcie. Stopniowo jej ruchy stawały się coraz szybsze i bardziej dynamiczne. Wciąż jednak był w nich rytm i spokój. Ostrza przecinały powietrze z coraz większą szybkością. Ciche dźwięki jakie przy tym wydawały powoli zaczęły składać się na melodię. Zabójczą melodię.
Promienie słońca ślizgały się po ostrzach, pełgały po zbroi i tańczyły we włosach. Doskok wypad, pchnięcie. Finta, obrót, zamach... Kolejny obrót. Cofała się i kroczyła naprzód, ani na chwilę nie burząc rytmu. Poruszała się niczym kot - cicho i zwinnie. Choć walczyła, każdy jej ruch pełen był gracji.
Nie wiedziała ile to trwało. Nie męczyła się przy tym. To były tylko ćwiczenia, proste, rozluźniające ćwiczenia. Dziś wieczorem musiała być w pełni formy. A w nadchodzących dniach będzie musiała wznieść się na szczyty swoich możliwości.

Popołudniu wróciła do karczmy. W pierwszej kolejności zamówiła kąpiel. Gdy już doprowadziła się do porządku - tak po podróży jak po wyczynach na polanie - zamówiła obiad i wino. Jadła to, co jej podali, nawet zbytnio nie zwracając na to uwagi. Przywykła także do lepszego wina, ale nie zamierzała wybrzydzać. Nie po to tu przybyła, by jeść i pić.
Pozostało jej jedynie czekać na informatora.
Przyglądała się napływającym gościom, próbując wyłapać jakąkolwiek wskazówkę, która podpowiedziałaby jej, że to właśnie on. Nagle jakiś mężczyzna zbliżył się ku niej. Zmrużyła lekko oczy i uniosła kielich do ust, przyglądając się nieznajomemu. Zastanawiała się, co też ktoś tak ubrany może robić w takiej dziurze.


Nie była specjalnie urodziwą kobietą, ot, po prostu przeciętna osoba. Ale i rozmówca nie należał do bożyszczy. Nie przepadała za przystawiającymi się do niej mężczyznami. Sprawa była prosta - albo masz interes, to siadaj albo nie masz, to spadaj. Przypatrywała się mężczyźnie uważnie.
- Witaj, Pani.
- Mhm. - mruknęła. To nie mógł być on, nie jeden z nich.
~ No bez przesady. Aż tak by się chyba nie musieli kamuflować...
- Od dawna Pani tu przebywa? W Reddansyr?
Westchnęła i odpowiedziała:
- Mhm. - po czym upiła łyk wina.
Człowiek niezrażony, ciągnął jednak dalej.
- Pozwoli Pani że zaproponuję kielich wina?
- Mhm.
Mężczyzna, wyraźnie z siebie zadowolony, ruszył ku szynkowi. Po chwili wrócił z dwoma kielichami, jeden postawił przed Shalią.
- Czy można...? - pozostawił pytanie niedokończone, wskazując na wolne krzesło po drugiej stronie stołu.
~ Bo parsknę śmiechem.
Shalia przechyliła lekko głowę, rzucając mężczyźnie drwiące spojrzenie. Najwyraźniej nie musiała nawet nic mówić, ponieważ człowiek odszedł od stołu zakłopotany i speszony. Ale przynajmniej kielich wina miała za darmo.
Pozostało jej jedynie czekać na informatora.
 

Ostatnio edytowane przez Amanea : 20-04-2010 o 13:21. Powód: (literówki)
Amanea jest offline