Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-04-2010, 10:25   #7
Nefarius
 
Nefarius's Avatar
 
Mężczyzna długą chwilę przyglądał się obojętnie kobiecie, jakby zastanawiał się, co jej odpowiedzieć. W końcu jednak zebrał się w sobie i pokręcił głową.
-Jestem Oswaldowi winien wiele. Skoro poprosił bym Ci pomógł, to zrobię to.- odrzekł chłodno po czym rozłożył ręce w geście bezradności.
-Zaraz na przeciwko wyjścia z Areny znajduje się niewielki szynk "Sztandar chwały", idź tam i zaczekaj na mnie. Muszę zmyć z siebie brud i pot i przywdziać zbroję.- oznajmił, po czym odwrócił się na pięcie i spokojnym krokiem ruszył w stronę miecza, który wbił w podłoże. Teraz Nyarla widziała jego blizny jeszcze lepiej. Wyglądały tak jak gdyby ktoś próbował wbić mu topór w plecy, ale kości łopatek zatrzymały jakimś cudem cios. Gabriel złapał za rękojeść miecza, wyrwał go i udał się do wejścia dla wojowników. Zaklinaczka z kotem nie widziała sensu czekać na Arenie, na Gabriela. Po jego chodzi widać było, że nie bardzo mu się spieszy, a zatem słusznie przestrzegł ją by zaczekała w szynku.

Nya zabrała Demona na ręce i wraz z nim udała się do wyjścia z Areny. Nigdy wcześniej nie była w "Sztandarze chwały", uznając tę oberżę za miejsce spotkań licznych wojowników i najemników, którzy nie grzeszyli inteligencją ani obyciem w towarzystwie kobiet. Ten jeden raz musiała wytrzymać. Sama nazwa szynku nieco jej się podobała. Była taka wzniosła, dumna. Gdy weszła do środka jej oczom ukazała się dość duża izba biesiadna, jednak nigdzie nie było tutaj miejsca na tańce. Nie dziwiło ją to. Spotykali się tutaj osobnicy, chcący walczyć, lub tacy, którzy właśnie skończyli walkę. Chcieli odpocząć przy piwie lub gorzale i porozmawiać a nie jeszcze bardziej się męczyć. Po za tym kobiety raczej rzadko tu przychodziły. Wystrój karczmy nie robił powalającego wrażenia. Bliski był stereotypowi typowego przybytku. Kilka obrazów średniej jakości, kilka trofeów w postaci skór dzikich zwierząt, nic nadzwyczajnego.


Za ladą stał starszy człowiek, pozbawiony urody i jakiegokolwiek cienia dobrego humoru. Traktował swoją profesję jak mus, nie czerpiąc z niej satysfakcji i zadowolenia. Zajęty wycieraniem naczyń mężczyzna, błyskawicznie zwrócił uwagę na nowego gościa, który ku jego zdziwieniu okazał się być kobietą. Dłuższą chwilę lustrował ją uważnie zapominając co to wstyd i kultura. Dopiero gromki śmiech jednego z kilku gości wyrwał go z tego dziwnego stanu hipnozy. Nyarla wybrała stolik w miarę najczystszy. Na środku stał mały wazonik z którego dobywał się zapach starej wody na kwiatki. Panował ogólny spokój. Dwójka krasnoludzkich wojaków rozmawiała w swym rodowitym języku o licznych trollach na szlaku w stronę Cytadeli Adbar. Był też człowiek w towarzystwie niziołka i samotny półelf, który jedną z walk przypłacił stratą oka i potężną szramą ciągnącą się od skroni aż po nos. Karczmarz podszedł w końcu do stolika by kobieta mogła złożyć zamówienie. Nyarla podejrzewała jednak, że nic po za piwem przypominającym smakiem gorzką wodę nie dostanie, postanowiła nie zamawiać nic.


Gospodarz skinął głową i już miał odejść, gdy coś w nim drgnęło i cmoknął ustami, a następnie zbliżył się nieco do Nyarli.
-Powiedz mi moja ptaszyno... Czy twój ojciec nie nazywa się Tristan? Kiedyś lata temu spotkałem w Calimshanie Tristana, wojownika w ciężkiej zbroi, który był tak bardzo podobny do Ciebie...- rzekł zamyślając się, a po chwili spojrzał na nią i machnął tylko ręką wracając w stronę lady. Zaklinaczka rozsiadła się wygodnie na drewnianej ławie, opierając się plecami o kamienny filar, który miała za sobą. Jakiś czas później drzwi do szynku otwarły się i czarownica ujrzała Gabriela. Miał na sobie wypolerowaną i lśniącą kolczugę. Przez jego pierś zawieszony był skórzany pasek, do którego przytwierdzona była pochwa na dwuręczny miecz.
-Aaa! Strzaskane Niebiosa!- krzyknął jeden z krasnoludów na jego widok. Elf kiwnął mu ręką i ruszył w stronę stolika, przy którym siedziała Nyarla.
-Crushak, chciał wyzwać Cię na pojedynek długouchu!- krzyknął drugi z brodaczy.
-To będzie musiał poczekać jakiś czas.- odrzekł chłodno Gabriel siadając na przeciwko zaklinaczki.

-Jestem gotowy. Masz konia?- spytał, jednak po drodze musiał zajrzeć do przy karczemnej stajni, która była pusta -Z tego co widziałem, to nie masz. Szkoda, czasu chodźmy.- rzekł chłodno, tonem pozbawionym emocji i jakichkolwiek uczuć. Być może swoją profesję traktował tak jak stary karczmarz za ladą. Zrobić co do niego należy i mieć spokój. Duet wstał od stolika i skierował się do wyjścia. To elf prowadził. Gdy opuścili lokal Gabriel skręcił w lewo i minąwszy Arenę przeszli jeszcze kilkaset metrów.
-Zaczekaj tu.- burknął do towarzyszki, po czym udał się do jednego z kilku bliźniaczych budynków. Wojownik otwarł drzwi i zniknął w cieniu korytarza. Nyarla czekała kilka minut, lecz w końcu dostrzegła Gabriela. Elf jechał na czarnym jak smoła koniu. Wierzchowiec zatrzymał się tuż obok Nyi i wojak wystawił w jej kierunku pomocną dłoń.

Miała świadomość, że wierzchowiec znacznie przyspieszy ich pochód. Złapała za rękę i już po chwili siedziała za plecami elfa.
-Hia!- krzyknął mężczyzna szarpiąc za wodze. Rumak wystartował i już po kilku minutach dwójka awanturników opuściła mury miasta. Koń biegł jak oszalały ile tylko miał sił w nogach. Przez chwilę Nya czuła się jakby stała na klifie z snu, kiedy mocny wiatr porywał jej włosy do tyłu. Rozmarzyła się, nawet nie zauważyła kiedy dotarli na miejsce. Ich oczom ukazał się dwupiętrowy dom, w bliskiej odległości wielkiego świerku. Dom stał na wzniesieniu i było z niego widać całą okolicę w tym wyraźną panoramę Silvermoon. Gabriel zatrzymał rumaka kilkadziesiąt metrów od domostwa, by żądlaki przypadkiem nie zaatakowały konia. Liczne kształty wielkich robali majaczyły za domem, a trzepot ich skrzydeł był irytujący.


Gabriel ruszył wartkim biegiem w stronę domu. Nya nie miała wyjścia jak tylko go naśladować. Po kilku chwilach oboje znaleźli się na ganku i wbiegli w otwarte drzwi, które chwilę wcześniej ktoś przygotował, widząc przybyłych jeźdźców. Kobieta z elfem znaleźli się w niewielkim, ale za to przytulnym holu. W powietrzu unosił się zapach gotowanego obiadu. Drzwi za nimi zatrzasnął mężczyzna w wieku około czterdziestu lat, odziany w zniszczone spodnie i flanelową koszulę. Na jego głowie można było dostrzec liczne siwe włosy, a na twarzy lata strudzonej pracy w rolnictwie. Ucieszył go niezmiernie widok dwójki towarzyszy.
-Oswald was przysłał? Na Tymorę! Jak dobrze, że tak szybko przybyliście!- niemal krzyknął robiąc rękami dziękczynny gest.
-Te cholerne owady pojawiły się tu trzy dni temu. Musiałem zamknąć stodołę, by mi bydła nie pomordowały.- wyjaśnił człowiek.

-Skąd się tu wzięły?- spytał pod nosem elf. Człowiek rozłożył ręce i pokręcił głową.
-Nie wiem. Te stwory miały w okolicy jaskinię i nigdy się tu nie zapuszczały a na pewno nie w takiej ilości!- wytłumaczył.
-A ile ich jest?- spytał Gabriel.
-Wokół domu krążą ich może i nawet dwa tuziny.- farmer pogładził się ręką po kilkudniowym zaroście.
-Masz jakiś pomysł?- elf zwrócił się do swej towarzyszki.
 
Nefarius jest offline