| Dokładnie, masz rację. Mi też o coś innego chodzi, ale źle się wysłowiłem. Nie lubię Cthulhu, w którym dokładnie wiadomo, z kim ma się do czynienia ("Właśnie spotkaliście Nyarlathotepa"), tak na studiach kolega prowadzil i było niefajnie. Teraz mamy kobitkę MG i prowadzi cudownie. Czasem coś widzimy, jakby w mroku, na krawędzi widzenia, ale... no wiesz, to zawsze jest jakby obok, jakby za plecami. A nawet jeśli coś już się spotkam to nikt nie mówi "O Dhole", wszak nie powstała taksonomia istot z Mitów :P
Pozdr |