Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 24-08-2010, 18:04   #3
Kerm
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 89797 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
- Czy to jeden z zagubionych to nie wiem - odpowiedział kapitanowi Turion. - Ale z tego co pamiętam zakneblowane usta miał, więc możliwe, ze to jeden z tych zaginionych. I jeszcze coś - dodał po chwili. - Miał przy sobie małą kartkę, na której widniał tajemniczy tekst. Staraliśmy się go odszyfrować, ale chyba się nam nie udało.
- Czy mógłbym ją zobaczyć? - zapytał wojownik. - Znam kilka języków, być może tekst jest napisany jednym z nich.
-Źle zrozumiałeś naszego druida. - Przerwał milczenie elf. - Nie chodzi o to, że tekst jest napisany niezrozumiale. Jego znaczenie może natomiast nieco umykać... naszym umysłom.
- W takim razie, panowie. - powiedział kapitan, po czym zwrócił się do Cerre. - I panie... widzę, że macie osobiste sprawy do załatwienia. Nie będę wam zatem zabierał więcej czasu...
- Chodź Argato. Zabiorę cię do twoich rodziców. - Na te słowa dziewczynka aż podskoczyła z radości i wraz z kapitanem odeszli.
- To co robimy z tym? - wskazał na pojmanego. - Nie znam się na przesłuchaniach, dlatego oddaje go w wasze ręce. - zaśmiał się lekko, po czym pogłaskał swego orła po grzbiecie.
- Ja za kolei chciałbym was poznać. Wygląda na to, że po porażce mojej grupy zostałem bez drużyny. Godzicie się bym teraz wyruszył z wami? - Kane zapytał grupkę poszukiwaczy przygód stojących przed nim.
- Bared - przedstawił się. - Nie mam nic przeciwko temu, żebyś się przyłączył. Im nas więcej, tym zabawniej.
Aranon zmierzył człowieka wzrokiem.
-Możesz iść. - Powiedział i odwrócił się w stronę pojmanego osobnika.
Dant zmierzył wzrokiem nowego członka drużyny. Wyglądał na twardego wojownika. Przyda się grupce, która dostała baty od satyra...
- Zatem - powiedział po chwili namysłu - proponuję, byśmy przesłuchali go we własnym zakresie, najpierw łagodnie, potem... naciskając tu i ówdzie. A potem udajmy się za naszą nową żeńską zdobyczą, goniącą swego narzeczonego fanatyka, którą goni nasz półorczy kolega.
- Przesłuchamy go bardzo kulturalnie - Bared uśmiechnął się w sposób, który pewnie nie spodobałby się Cristine. Na szczęście dziewczyna tego nie widziała. - Jestem pewien, że zrozumie, iż warto się z nami podzielić wiedzą. Sądzę, że będzie wolał rozmowę z nami, niż z mieszkańcami wioski. Rozrywanie na strzępy nie jest zbyt przyjemną formą umierania, a ‘tubylcy’ z pewnością z przyjemnością wyślą go na drugi świat.
- Potem, mam nadzieję, zobaczymy również, co kryje się w miejscu owego iksa na mapie - dodał.
Cerre przysłuchała się rozmowie kompanii, taksowała spojrzeniem znalazcę małej dziewczynki. Tym razem diablę nie odezwało się ani słowem, swoje przemyślenia wolało pozostawić dla siebie. Nie była też taka pewna co do pojmanego właściciela podejrzanego medalionu. Do kręgu podejrzanych dołączyli się też wyznawcy Cyrica. Tych było coraz więcej, poszlak jednak tak prędko nie przybywało, niestety.
Rogata jedynie skinęła głową w kierunku nowicjusza na znak, że może dołączyć do grupy. Co do grupy... wygląda na to, że ubyło z niej z dwie osoby: półork podszedł towarzyszyć Cristine w poszukiwaniach jej narzeczonego.
- Skoro się niektórzy uparli na tego iksa... - mruknęła, nie podzielając przedwcześnie radości odnośnie mapy i krzyżyka. - To nie wydaje mi się, żeby to wszystko wyglądało tak ładnie i prosto, może będą tam pułapki? I zastanawia mnie jeszcze ten amulet tego gościa...
- Tych ‘niektórych’ jest tak mało - powiedział Bared - że można sprawę mapy odłożyć na czas późniejszy. Przesłuchamy naszego gościa, schowamy gdzieś... Jeśli nas okłamie, to wybierze bardzo skomplikowany i męczący dla zainteresowanego sposób samobójstwa, bo nikt nie przyjdzie, by go uwolnić. Jeśli powie prawdę, to w nagrodę zdobędzie życie.
- Mnie również zastanawia ten amulet. - Bared zwrócił się do Cerre. - Może nasz znajomy kapłan będzie potrafił coś powiedzieć. Wygląda na kogoś, kto wiele wie.
- Wy tu sobie pogadajcie i podzielcie się informacjami, a ja odwiedzę Trasiga - dodał i ruszył w stronę kapliczki.

Drzwi do kapliczki były otwarte.
Zjawisko o tyle dziwne, że pogoda nie należała do najlepszych. Nikt nie lubił, gdy krople deszczu, miast zostać za progiem, wkraczały do domu, a wilgoć wkraczała do wnętrza.
Co prawda kapłan mógł mieć gościa, który nie zamknął za sobą drzwi, albo też podmuch wiatru otworzył niestarannie zamknięte drzwi, ale... lepiej było przygotować się na wszelkie niespodzianki. Szczególnie te niemiłe, jako że ostatnimi czasy o przyjemne w tej okolicy było trudno. A nawet jeśli zdarzały się takie, jak Cristin, to znikały szybciej, niż się pojawiły.
Z zachowaniem wszelkich środków ostrożności Bared wślizgnął się do środka.

Wszędzie była krew. Na podłodze, na ołtarzu, na ścianach. Nawet na suficie można było dostrzec krwawą plamę.
Cała ta krew, jak można było sądzić, pochodziła z jednego źródła. Na podłodze leżał kapłan. Ten sam, który wcześniej pomógł Baredowi. Tym razem pomoc przydałaby się Trasigowi, jednak Bared nie sądził, by ktokolwiek w tej okolicy potrafił wskrzeszać martwych.
Prócz nietypowej kolorystyki w oczy rzucał się jeszcze jeden element wystroju wnętrza - na ołtarzu, zamiast symbolu Pelora, wisiał taki sam symbol, który był na znalezionym przez Bareda medalionie. Znak Cyrica…

Ruch, dostrzeżony kątem oka, o mały włos uszedłby uwadze Bareda. Nic dziwnego w takiej scenerii, gdy uwaga zajęta była czymś innym.
Po prawej stronie, przy samej ścianie...
Ten, kto usiłował ukryć się w cieniu, robił to całkiem nieźle. Gdyby się nie poruszył...
Bared odwrócił się, z rapierem w dłoni.

Pod odległą o trzy metry ścianą ktoś stał.
Odziana na czarno sylwetka z plamą zamiast twarzy niemal stapiała się z tłem... Sądząc z wzrostu i kształtu był to człowiek, ale równie dobrze mógłby to być każdy inny humanoid. Uzbrojony, prawdopodobnie, w sztylet. Prawdopodobnie...

- Dobra, gratuluję – powiedziała ciemna sylwetka. Mężczyzna, sądząc z głosu. – Dostrzegłeś mnie, godne podziwu.
Postać zrobiła krok w stronę Bereda. Teraz miał pewność, że ma w ręce sztylet i to cały czerwony we krwi. Jednak jego twarzy nadal nie można było zobaczyć.
- Możemy to rozwiązać na dwa sposoby. – powiedział mężczyzna. – Pierwsze, pójdziesz w kierunku ołtarza, policzysz do dziesięciu i więcej mnie nie zobaczysz. Albo drugie… dołączysz do tego starca.

Wybór był prosty.
Cofnąć się o kilka kroków i pozwolić tamtemu odejść. A potem próbować go złapać. Cóż prostszego.
- Chodźcie tu! - krzyknął Bared, równocześnie zadając cios.
Chybił. Haniebnie chybił.
Przeciwnik miał więcej szczęścia, trafiając Bareda w ramię.
Ręka łotrzyka prawie natychmiast stała się drętwa, a po krótkiej chwili to samo stało się z całym jego ciałem.
- Nie mam czasu się z tobą bawić - powiedział mężczyzna i odszedł, zostawiając sparaliżowanego Bareda samemu sobie.

Cholerne uczucie. Wszystko się słyszy, wszystko się widzi, a nawet człowiek nie może upaść, tylko stoi.
Dureń.
Cóż, powinien się cieszyć, że przeciwnik okazał się głupcem, skoro zostawił go przy życiu.
Tylko dlaczego?
 
Kerm jest teraz online