Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 24-08-2010, 21:23   #4
Kovix
 
Reputacja: 60 Kovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znanyKovix wkrótce będzie znany
-Trasig? - spytała druida Cerre, gdy tylko łotrzyk się oddalił - Wygląda na to, że chyba nie jestem do końca z tym wszystkim zaznajomiona...
Kane słuchał uważnie słów nowych towarzyszy i nie mógł sobie wszystkiego poukładać.

- Widzę, że zdobyliście więcej poszlak... Mógłby mi ktoś opowiedzieć nieco o przebiegu waszej misji? Takie wdrożenie bardzo by mi pomogło, szczególnie, że potrafię nie tylko machać mieczem - uśmiechnął się.

- Trasig - odpowiedział. - to kapłan, który bodajże uleczył Bareda, kiedy tego dosięgła i skaleczyła strzała naszego prześladowcy. - uśmiechnął się. - Było to kiedy ty byłaś w lesie, a my wracaliśmy z łąk do wioski. - Następnie z już mniejszym uśmiechem odpowiedział nowo przybyłemu. - A co do skrótu naszych dotychczasowych działań - powiedział druid i zamyślił się na chwilę. - Na początku nasza drużyna podzieliła się dwie grupy. Pierwsi - czyli ja, Bared i półork, poszliśmy na łąki, gdzie ponoć dokonano jednego z porwań. Spotkaliśmy tam skrzaty, które z resztą chciał się nas pozbyć. Ale nie to było głównym wydarzeniem tamtego czasu. Ukazała się nam ogromnych rozmiarów zjawa kobiety, odzianej w biel. Przemówiła do nas w języku leśnych istot... ale już nie pamiętam zbyt dobrze co takiego rzekła. - Zastopował na chwilę żeby odsapnąć. Kontynuował opowieść. - Następnie wyruszyliśmy do wioski, i to właśnie wtedy zaatakował nas pierwszy ze śledzących nas. On także przekazał wiadomość, ażeby to przestaliśmy pomagać kapitanowi. Mój orzeł - zerknął na orła. - starał wyśledzić gdzie ten polazł, ale zgubił jego trop w gęstym lesie. Następnie spotkaliśmy swych towarzyszy, czyli tą drugą grupę, która zdecydowała się pójść do druidów, sądząc iż to oni mają coś wspólnego z zniknięcami - zaśmiał się lekko. - No i w sumie to tyle, dalsze wydarzenia już znasz. - uśmiechnął się tylko nieznacznie. - Jeżeli Cerre chciała by coś dodać to proszę.

- Odnośnie waszej grupy, Turionie, nie mam nic do dodania - wtenczas głos zabrała rogata. - Ja, Dant i Aranon udaliśmy się do lasu, gdzie zaczepił nas satyr z paroma wilkami - większość szczegółów wolała pominąć z pewnych względów. - Reszty nie pamiętam, otoczyli mnie i przebili. W każdym bądź razie - satyr, z którym później udało mi się cudem nawiązać kontakt narzucał mi, że niby ja pierwsza zaatakowałam... - prychnęła. - Wspomniał też, że o tych zaginięciach nic nie wie, ale ja coś mu dowierzać nie mogę. Twierdził jeszcze, że częściej niż orki spotyka tam - wymieniła. - Ogry, gobliny, gnolle. A odnośnie samego satyra...

- Zwał się Irahhax i ponoć przynależy do Synów Dębu czy jak oni tam siebie zwą - zwróciła się ponownie do Turiona, kiedy skończyła pobieżnie opoiwadać Kane’owi. - Tak, mam jeszcze coś do dodania. Wspomniałeś coś o strzale, Turionie?

-Tak - odpowiedział druid. - Gdy wracaliśmy z łąk do wioski, zaatakował nas, a raczej chciał przekazać wiadomość, jakiś osobnik odziany w szary płaszcz, przesłał nam wiadomość zaczepioną o strzałę. Ta jednak ugodziła Bareda, który z raną poszedł do wspomnianego już kapłana. I jak już tez wspomniałem, wiadomość informowała nas, że mamy zakończyć pomagać kapitanowi. - odetchnął na chwilę po czym kontunował. - I chyba to nie koniec tej wiadomości, ale nie potrafię sobie przypomnieć co było dalej na kartce papieru. Być może sobie przypomnę, ale w tej chwili to wszystko co pamiętam. - uśmiechnął się tylko i zaczął znowu rozmyślać.

- Wygląda na to, że ktoś tu nie lubi Graive’a - Cerre spojrzała w kierunku budynku, do którego udał się Bared. - I komuś zależy, żeby tych zaginionych ktoś nie odnalazł... A tak właściwie, gdzie udał się Graive?

- Kapitan poszedł odprowadzić tą małą dziewczynkę do jej rodziców - odrzekł Turion. - I zgadzam się z twoimi przypuszczeniami co do kapitana Graive. I według mnie to i nas już ten ktoś nie lubi - zaśmiał się lekko.
- Może ktoś ten szykuje się na Graive’a. Właściwie, gdybym go nienawidziła, zamierzałabym się jakoś go pozbyć. Póki co dogłębnie nie znam pana kapitana.

-Tu także się z tobą zgodzę. Ktoś chce aby te wszystkie zniknięcia nie wyszły na jaw. Na nas też już polują, więc musimy stać na baczności.

- Wiecie co- odezwał się nagle Dant - sprawdziłbym, czy ta dziewczynka naprawdę dotarła do rodziców. Tak gwoli ostrożności - szkoda, żeby wysiłek Kane’a - tutaj skinął głową z uznaniem w stronę nowego - się zmarnował...

- Nie sądzę, żeby kapitan miał problem z odprowadzeniem dziewczynki - opowiedział do Danta. - Ale jeżeli tak bardzo chcesz to możemy iść sprawdzić czy została doprowadzona na miejsce. - zakończywszy odpowiedź uśmiechnął się nieznacznie.

- To ja tutaj zostanę i będę mieć oko na tego złapanego - zdecydowała się Cerre. - Tak na wypadek można byłoby mieć też kapitana na oku.
 
__________________
Incepcja - przekraczamy granice snu...
Opowieść Starca - intryga w ogarniętej nową wojną Północy...
Samaris - wyprawa do wnętrza... samego siebie...
Kovix jest offline