Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-08-2010, 18:51   #9
Gettor
 
Gettor's Avatar
 
Reputacja: 2267 Gettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputację
Takshor

Kiedy tropiciel, wraz z Cristin, dotarł do polany martwych goblinów, pogoda już się polepszyła – przestało padać. Wtedy dopiero półork dostrzegł, że jest już niemal wieczór. Wcześniej nic na to nie wskazywało, bowiem Takshor nawet w półmroku widział równie dobrze jak w środku dnia.

Teraz jednak było ewidentnie ciemniej. Mimo to postanowili wraz z Cristin poszukać jej niedoszłego narzeczonego – kierunek w którym udał się mężczyzna prowadził tak czy siak w stronę wioski.
Rozpoczęli tropienie… Dokładniej to Takshor rozpoczął, bo kobieta tylko próbowała za nim nadążyć – będąc człowiekiem miała z tym pewne problemy, gdyż nie widziała po ciemku tak dobrze jak półork.

- Takshor! – krzyknęła za tropicielem potykając się o kolejny wystający korzeń. – Cholera, zaczekaj!
Półork, słysząc jej wołanie, nie zatrzymał się od razu. Zrobił jeszcze kilka kroków, by potwierdzić swoje przypuszczenia co do kierunku w którym poszedł mężczyzna, dopiero wtedy się zatrzymał.

- Tutaj, Cristin! – krzyknął, naprowadzając kobietę. Spojrzał na dalszą ścieżkę.

Dziwne, ślady się kończyły niedaleko nich… wyglądało to jakby mężczyzna zapadł się pod…
*Łup, trzask*
Półork nagle zaczął spadać w dół… pod ziemię! Najzwyczajniej w świecie stracił grunt pod nogami i wpadł go jakiegoś dołu…

Skończyło się równie szybko, co się zaczęło. Takshor zderzył się z dnem i upadł na ziemię. Zły los chciał, by przy okazji głowa półorka zderzyła się z wystającym kamieniem. Ogarnęła go ciemność… stracił przytomność…

Aranon, Dant, Cerre, Bared, Turion, Kane

Po zakończonym przesłuchaniu udaliście się do jedynej w Stalowych Dybach karczmy, by spędzić tam noc.
Był już późny wieczór, a zatem pora odpowiednia na sen.

Kapitan Greive był na tyle uprzejmy, że zafundował każdemu z was osobny pokój. Nic niezwykłego – łóżko, mała skrzynia, szafa i toaletka z miską pełną wody.

Po pewnym czasie, który każdy z was spędził inaczej, ułożyliście się na łóżkach i zasnęliście…
Nie spaliście dobrze tej nocy, mimo iż posłania były w miarę wygodne. Nie w tym tkwił problem. Dręczyły was… sny.

Aranon

Śniło ci się, że umierasz.
Pierw twoje ciało, potem zaś i dusza były rozszczepiane na części – kawałek po kawałku, czemu towarzyszył niewyobrażalny ból.

Widziałeś swoich oprawców – demoniczne, mroczne kształty, które rozrywały twoje ciało na strzępy i chichotały radośnie ilekroć wydałeś z siebie krzyk agonii.
Jakby w oddali widziałeś większą, ciemną sylwetkę ze świecącymi oczami. Te oczy… uśmiechały się, ciesząc się wraz z małymi demonami, które cię zabijały.
Niedaleko leżał też klejnot… wydawał się znajomy.

Dant

Byłeś w posiadłości wielkiego maga…
Patrzyliście się na siebie nawzajem, kiedy on nagle przemienił się w wielkiego, rogatego demona ze skórzastymi skrzydłami.

Potwór zaryczał i zaczął cię rozszarpywać swymi wielkimi szponami. Czułeś straszny ból, kiedy po kolei traciłeś fragmenty ciała – ramiona, nogi, organy wewnętrzne…
Wszędzie lała się krew, zaś demon ryczał ze śmiechu wniebogłosy, jakby sam fakt, że może cię zabić wprawiał go w euforię…

Bared

Stałeś na plaży i ogólnie byłeś zadowolony, że… żyłeś.
Przeglądałeś właśnie zawartość jednej beczki za drugą, kiedy gdzieś z prawej strony dostrzegłeś… ruch.

Odwróciłeś się w tamtą stronę, by zobaczyć kobietę… Ale to przecież niemożliwe, wszyscy zginęli!
No… ty przeżyłeś… to ona w sumie też mogła.
Jednak twoje zdziwienie dopiero miało sięgnąć zenitu, kiedy kobieta przeistoczyła się w wielkiego, czarnego demona. Potwór rzucił się na ciebie – jedyne co zdążyłeś zrobić to zasłonić się rękami i krzyknąć.

Po chwili nie miałeś już tych rąk – tylko krwawe ochłapy wyrastające z twojego ciała. I ból, którego znieść się zwyczajnie nie dało. Wrzasnąłeś. Demon się zaśmiał.

I zabił cię.

Turion

Ogień… był wszędzie. W całym lesie.
Biegłeś przed siebie. Nie wiedziałeś w jaki sposób rozpoczął się pożar – ani gdzie, ani kto. Wiedziałeś tylko, że otaczał cię ze wszystkich stron, nie miałeś dokąd uciec.

Jednak prawdziwe przerażenie ogarnęło cię dopiero, kiedy z owych płomieni wyłoniła się mroczna i potężna postać. Wielki demon, który przybył… po ciebie? Ale… czemu?

Nie wiedziałeś jak się bronić. Twój dom… twój świat stał w ogniu. Mogłeś tylko otworzyć usta, by coś powiedzieć – jednak gardło miałeś tak ściśnięte ze strachu, że wydobył się zeń jedynie jęk.

Bólu nie poczułeś. Zobaczyłeś za to krew – mnóstwo krwi… twojej krwi…
Oraz serce. Również twoje… Wciąż bijące, wciąż gorące, wciąż pełne miłości do natury.
Szkoda, że nie znajdowało się już w twojej piersi.

Cerre

Byłaś w piekle. Dosłownie.
Wszędzie biegały mniejsze lub większe diabły i demony w bliżej nieokreślonych kierunkach. Po prostu… chaotycznie.
Wszystko dookoła ciebie płonęło, lub przynajmniej się żarzyło. Co jakiś czas widziałaś też umęczonych śmiertelników, którzy wrzeszczeli z bólu i agonii. Wydawali się znajomi… tak jakby… ale nie bardzo wiedziałaś gdzie mogłaś ich spotkać.

Dziwne było to, że podobało ci się to wszystko. Krzyki torturowanych. Ogień dookoła. Małe, uniżone stworki będące pomniejszymi diabłami. Po prostu… pasowałaś tutaj. Od zawsze to był twój dom.

Kane

Walczyłeś z nienawiścią i determinacją w oczach. Byłeś w świątyni K, upiór skutecznie unikał twoich ciosów.
W końcu go trafiłeś! Wygrałeś! Chociaż…
On nie upadł – w jego ciele tkwił wielki miecz, który praktycznie przeciął go na pół, a on dalej stał na nogach!

Co więcej, właśnie zaczął się przemieniać… w demona. Stała teraz przed tobą wielka, mroczna postać ze szponami jak sztylety. Zamachnął się raz, drugi…
Trysnęła krew. Wrzasnąłeś z bólu. Po chwili upadłeś na kolana – posadzka była już cała czerwona od twojej posoki.

Ostatnie co zobaczyłeś, to śmiejący się demon, który szykuje się do następnego, już ostatniego, zamachu.

Aranon, Dant, Cerre, Bared, Turion, Kane

Obudziliście się rano z wielkim bólem pleców – jakby ktoś was przez całą noc bił batem, albo innym podobnym narzędziem.
Poranek był wielce… nijaki – szary i mglisty. Czuliście się jednak nietypowo nawet mimo to… w powietrzu unosił się zapach tak jakby… cynamonu? Nie byłoby to dziwne, bo przecież jesteście w karczmie, ale jeszcze poprzedniego dnia nic takiego nie czuliście.

Po wykonaniu porannych czynności, na które składało się między innymi śniadanie zaserwowane przez gospodarza przybytku, spotkaliście się z kapitanem Greive w sali biesiadnej. Zupełnie tak samo, jak dokładnie dwadzieścia cztery godziny wcześniej…

- Dziewczyna jest na górze. – zaczął kapitan, widząc wasze pytające spojrzenia. – Nim jednak was do niej zaprowadzę, muszę wypłacić wam pierwsze wynagrodzenie. Wykonaliście już część zadania i postanowiłem was zmotywować do dalszego działania płacąc wam teraz trzecią część obiecanej nagrody.

Wtedy mężczyzna postawił na stole siedem sakiewek z pieniędzmi – ich waga i rozmiary nie sugerowały, że zawierają w sobie obiecaną ilość…
Kiedy jednak każdy z was otworzył swój woreczek, zobaczył, że w środku faktycznie jest tysiąc sztuk złota. Tyle że w postaci stu sztuk platyny.

Kiedy każdy wziął swoją „należność”, na stole pozostała jedna sakiewka która powinna trafić do Takshora. Jednak nie było go wśród was… kapitan zabrał ją i oznajmił wam, że mu ją przekaże, gdy półork się do niego zgłosi.

- Teraz zaś, przejdźmy na górę, gdzie czeka na was Argata… - zakończył, po czym poprowadził was schodami na piętro karczmy, oraz do pokoju na samym końcu korytarza.
W środku faktycznie była dziewczynka – siedziała przy stole i bawiła się z… Cristin!

Momentalnie ruszyła z waszej strony fala pytań, tyle że skierowanych do rudowłosej, a nie do dziewczynki.
- Zgubiłam go wczoraj w tym lesie… - przyznała ze wstydem kobieta, mówiąc o półorku. – Było ciemno, a on… po prostu gdzieś zniknął! Stwierdziłam, że dzisiaj poszukam ich obu… półorka i swojego narzeczonego. Miałam też nadzieję, że mi w tym pomożecie… Oczywiście, kiedy tylko dowiecie się czegoś od tej małej.

Dziewczynka z kolei była uśmiechnięta… to znaczy do czasu, kiedy weszliście. Nie wiedzieliście, czy to cała wasza grupa ją „zasmuciła”, czy ktoś konkretny.
- Tak więc, zaczynajcie. – powiedział kapitan Greive stając w kącie, pod ścianą.

Takshor

Obudziłeś się. Jedyne co wiedziałeś, to że strasznie boli cię głowa i że jesteś cały mokry.
Na szczęście po chwili twój zasób informacji zwiększył się drastycznie, gdy tylko otworzyłeś oczy.

Byłeś w jaskini. Strop był dość wysoko, więc wstałeś bez problemu. Dokładne miejsce, w którym byłeś, wyglądało na jakiegoś rodzaju… osobne pomieszczenie. Zdecydowanie ktoś tu był, albo i mieszkał… Świadczyły o tym liczne niezidentyfikowane przedmioty, które leżały… wszędzie.

Po chwili zorientowałeś się, że to śmieci – poinformował cię o tym twój własny nos wyczuwając niewyobrażalny smród podobny do mieszanki zgniłych jaj, bardzo starego sera i najzwyklejszego w świecie gówna.
Szukając po omacku na ziemi znalazłeś swój topór… niestety tylko jeden. Nie wiedziałeś, gdzie mógł podziać się drugi z nich.

Po następnej chwili usłyszałeś głosy… i ujrzałeś ich źródło.
Gobliny! Dwa paskudne, zielonoskóre stwory wlazły właśnie do „pomieszczenia” w którym się znajdowałeś. Niestety były uzbrojone – każdy z nich miał w łapskach coś na kształt morgensterna i małej, drewnianej tarczy.
Od razu i bez trudu cię zauważyły. Zaczęły coś krzyczeć i ruszyły w twoją stronę.

____________________
Takshor: pozostało 13 PW
Aranon: +1000sz
Dant: +1000sz
Bared: +1000sz
Cerre: +1000sz
Turion: +1000sz
Kane: +1000sz
 
Gettor jest offline