Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-10-2010, 20:24   #5
SWAT
 
SWAT's Avatar
 
Reputacja: 11248 SWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputację
Wyspa Saba, Hell's Gate (Zions Hill)

Roland już dawno stracił rachubę, jak długo egzystuje na tej zatęchłej wyspie. Co prawda miał tu sporo roboty jako rusznikarz i kowal, ale on wolał działać. Choć był flegmatyczny, akcja zawsze go pobudzała. Był dokładny i zawsze tą dokładność wykazywał. Nawet w walce. Przez ten fakt jego wyroby na Sabie, zostały okryte nie małą sławą, zresztą, zawsze się tak działo kiedy brał się za młot kowalski czy produkcję broni palnej. Jego ostrza były mocna, twarde, elastyczne. Kowalstwo nie było mu obce.

I tak Anglik, sprzedawał swoje wyroby Holendrom, szukając w tym samym czasie okazji, aby się wyrwać. Miał ochotę znowu się zaciągnąć na jakiś statek piracki. Jeszcze nie tak dawno temu służył wraz ze świętej pamięci Kapitanem Lopezem. Teraz on wylądował na tej wysepce, a Lopez, a raczej jego szkielet, porastał glonami i wodorostami na dnie Pacyfiku. I choć wydawało się to zabawne, że mu się jako jedynemu udało uratować na beczce po rumie, on sam dziękował za to Bogu.

Po kilku miesiącach, ciężkiej pracy w kuźni w porcie znalazł się statek „Wicher mórz” płynący do Port Royale, choć z początku mówiono że płynie do San Juan.
Załoga okazała się piratami, chorymi na szkorbut, która nie miała nawet siły do walki. Udawali wyniszczonych kolonizatorów z jakiejś francuskiej osady i prosili o pomoc. Ludzie szybko się połapali, o co chodzi, lecz pomocy nie odmówili.
- Człek człekowi wilkiem być nie może! – mówili.
W zasadzie chodziło tylko o to, żeby mieć jakieś poparcie u piratów, jak by doszło do jakiejś napaści na ich wyspę. Kilka lat później, ten sam statek z tymi samymi piratami na pokładzie złupił Sabę do ostatniego funta jedzenia, kosztowności i itp.
Sam Corley dowiedział się o wszystkim dopiero w tawernie „Morski duch”, gdzie spotkał kapitana owego statku. Samsher, zgodził się go zabrać ze sobą.
Po kilku długich miesiącach w końcu wylądował w Port Royale, w osławionej kryjówce zbrodniarzy, paserów i złodziei.
Z miejsca poczuł się, jakby znalazł swój własny kąt. Ale wiedział że pieniądze będą potrzebne, więc szybko najął się u jakiegoś kowala. Nie nakrętko jak się okazało, ale sobie oręż zdążył wyrobić z materiałów o wiele lepszych, niż te dostępne na Sabie.

Port Royale

Roland dobrze wspomina czas spędzony na osławionym mieście portowym, lecz najmilej wspomina tamtejsze kurtyzany. Często bywał w ich ramionach, ale najbardziej pomięta niejaką Mojo. Jej skóra była w dotyku jak aksamit, a zielone oczy podkreślały jej stan.
Lecz musiał ją zostawić, ponieważ w końcu udało mu się zaciągnąć na statek piracki.
Lecz obiecał sobie, wrócić do Mojo. Kiedyś…
 
__________________
Po prostu być, iść tam gdzie masz iść.
Po prostu być, urzeczywistniać sny.
Po prostu być, żyć tak jak chcesz żyć.
Po prostu być, po prostu być.
SWAT jest offline