Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 14-10-2010, 12:32   #7
Rychter
 
Rychter's Avatar
 
Reputacja: 38 Rychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodzeRychter jest na bardzo dobrej drodze
Gdzieś na Karaibach

Statek kołysał się lekko na spokojnym tego dnia morzu. Zbliżał się zmrok. Do brzegu kierowało się kilka szalup wypełnionych ludźmi. Kiedy łupiny przybiły do brzegu, z ust rudowłosego pirata padł rozkaz „Kotwica w górę, stawiać żagle!”.
– Dlaczego odpływamy, co z kapitanem?
- Kapitan z chłopakami idą piechotą do hiszpańskiego fortu, będą nacierać od lądu. Naszą działką jest ostrzelanie go z morza i zrobienie jak największego burdelu wśród obrońców. Hiszpanie nie są jeszcze w pełni uzbrojeni, to będzie jak butelka rumu przed spaniem. Teraz musimy podpłynąć do fortu. Kiedy zajdzie słońce rozpętamy piekło.

Pirat tymczasowo dowodzący korwetą „Elize” był wysokim, dość dobrze zbudowanym mężczyzną. Twarz miał lekko pociągłą z dobrze zarysowanym podbródkiem. Włosy rude, przydługie, lekko rozczochrane. Krótkie, szerokie wąsy i przystrzyżona broda tego samego koloru. Głowa przykryta chustą i trójkątnym kapeluszem z brązowego materiału, ozdobiony złotymi guzami. Luźna koszula, na której zarzucona była ciemnobrunatna sięgająca poniżej pasa marynarka bez rękawów i płaszcz wykonany w podobnym fasonie jak kapelusz. Przez ramię przerzucona torba podręczna zapinana na złote klamry, trzymająca się ciała na grubym, ozdobnym pasie z wielką okrągłą sprzączką. Przy drugim, nieco cieńszym, przepasającym sylwetkę w pół wisiała zdobyczna szabla należąca niegdyś do hiszpańskiego oficera, pistolet dwulufowy i luneta. Stroju dopełniały szerokie spodnie i skórzane, buty z wysokimi cholewami i mankietami. Ręce ozdabiały bransolety i pierścienie. Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech ukazujący niekompletne uzębienie uzupełnione złotem.

Kiedy Thomas, bo tak się ów pirat nazywał skończył przedstawianie załodze planu działania zaśmiał się, tak jakby delektował się tym, co za chwile się stanie.
~ Śmierć tym hiszpańskim psom… ~ pomyślał. Istotnie nienawidził ich. Wiele lat temu z rąk Iberyjczyków zginęli jego najbliżsi. Od tamtej pory Parkes węszy po Karaibach w poszukiwaniu okazji do przelania hiszpańskiej krwi.
Słońce już zaszło. Tom z lunetą przy oku przeczesywał brzeg w poszukiwaniu żółto czerwonej flagi. JEST!
Lewa burta, ładować działa. Przygotować się do ostrzału!
Minęło kilka chwil. Na brzegu widoczny już był zarys zabudowań i światła w budynkach.

OGNIA!

Cała lewa burta korwety zagrzmiała. Za moment z brzegu słychać było odgłosy wystrzałów z broni różnorakiego kalibru. W wodę uderzyły też pierwsze kule wystrzelone z brzegu. Parkes sam trzymał ster, manewrując okrętem tak, by działa korwety poczyniły jak największe spustoszenia, równocześnie trzymając się z daleka podczas przeładowania. Kilka kul wbiła się w kadłub okrętu, jedna zabrała z pokładu jakiegoś majtka. Opór przeciwnika słabł, wystrzały coraz rzadsze, padające coraz dalej od korwety. Załoga już delektowała się zwycięstwem, już czuła jego słodki smak. Jednak nagle coś potężnie szarpnęło statkiem. Raz a potem drugi. Prawa burta zadrżała, żagle poszatkowały kule, sporo ludzi zostało zmiecionych z pokładu. Piraci mieli pecha. Do fortu płynęły dwa liniowce z zaopatrzeniem. Pod osłoną mroku podpłynęły do zaabsorbowanych walką piratów i z bliskiej odległości wypalili w korwetę wszystkim, co mieli. Szanse nie były zbyt duże, większość załogi była na lądzie, na pokładzie znajdowało się za mało ludzi by efektownie bronić się przed wrogiem. Jednak, co było do stracenia. Śmierć na morzu, w walce, czy też może stryczek. Wybór oczywisty. Parkes próbował bohaterskiej obrony, jedna salwa pokiereszowała dziób hiszpańskiego okrętu. W mostek uderzyła salwa, nieprzytomny Thomas został wyrzucony za burtę. Walka powoli dobiegała końca.
~~~~~****~~~~~
Obudził się gdzieś na brzegu, cały poobijany. W jego głowie kotłowało się tysiąc różnych myśli. Jednak w końcu udało mu się odtworzyć wydarzenia z walki. Rozejrzał się, z morza wystawał jakiś maszt i kawałek dziobu okrętu. To była jego korweta. Położenie nie rokowało wielkich nadzieji. Bez statku, na hiszpańskiej wysepce. Bez załogi… Thomas postanowił, że nie pozwoli dać się zabić. Zaczął przeczesywać wyspę w poszukiwaniu jakiejkolwiek nadziei. Znalazł ją, było to kilkunastu ludzi, niedobitków, którzy szturmowali fort. Okazało się, że kapitan nie żyje. Udało się znaleźć też szalupy. Piraci przez długi czas koczowali na wyspie, uciekając przed patrolami wojska i czekając na dogodną okazję. Postanowili porwać statek. Liniowce po opróżnieniu ładowni, szybko odpłynęły. Braki w załodze fortu dawały duże szanse na ucieczkę. Pod osłoną mglistej nocy na szalupach wpłynęli do portu. Wybór padł na małą pinasę. Piraci szybko unieszkodliwili straż, zrzucili cumy i po cichu opuścili port.
Panowie, kurs na Port Royal! – Zagrzmiał Parkes.
~~~~~****~~~~~
Jakiś czas później w Port Royal

Port Royal, miasto awanturników, złodziei i najgorszego elementu na całych Karaibach. Pinasa przybiła do portu. Załoga zeszła na ląd i skierowała się do tawerny „Pod zdechłym rekinem”. Siedząc przy stole i sącząc rum, dyskutowali żywo o ostatnich wydarzeniach. W końcu głos zabrał Thomas.
Kamraci, dużo przeżyliśmy, jednak tu kończy się nasza wspólna wędrówka. Jednak kto wie, może pomyślne wiatry skrzyżują jeszcze nasze drogi. Statek jest wasz, zróbcie z nim, co chcecie. Żegnajcie panowie i niech morze wam sprzyja!”
Po czym wzniósł w górę butelkę rumu i pociągnął spory łyk
~~~~~****~~~~~

Kilka dni bawił w Port Royale, znalazł nową załogę i wypłynął na spotkanie przeznaczeniu. Jednak kolejny raz los spłatał Tomowi figla. Nadziali się na Angielski konwój wojskowy. Silnie uzbrojony, z przewagą liczebną, Dostał się do niewoli.
~ Pięknie, pirat i dezerter. Teraz to już na pewno czeka mnie stryczek.~ rozmyślał siedząc na wilgotnej pryczy w brudnej klatce. Jednak, jakie było jego zdziwienie, gdy po przybiciu na brzeg, powiedziano mu, że zostanie wcielony do załogi korsarza na usługach Królewskiej Mości. Nie żywił entuzjazmu, do czasu, aż dowiedział się, kto jest celem.
– Hiszpanie… Opatrzność jest ostatnio bardzo łaskawa… - powiedział zacierając ręce z szyderczym uśmiechem.
 

Ostatnio edytowane przez Rychter : 14-10-2010 o 12:38.
Rychter jest offline