| Specnaz
Dominik, w pół żywy wspierał się na Mongole. Zombiez. Cholerni Zombiez leźli przez cmentarz na nich. Trzeba coś zrobić, i to szybko. W desperackich chwilach ludziom wpadają do głowy szalone pomysły.
- Ej Zgniłki! - resztkami sił zawył Specnaz - My wam nie być potrzebni! Tam pod kryptą jest świeże mięso! Zaraz wam je zjedzą! -
Mongoł spojrzał na Speca jak na debila. Pomieszało mu w głowie ze strachu, pomyślał.
- Gonimy Mongoł. Za Siwym. Postaram się wytrzymać.... -
Spec zacisnął zęby i ruszył przed siebie. |