Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-10-2010, 17:21   #9
Arvelus
 
Arvelus's Avatar
 
Reputacja: 5883 Arvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputacjęArvelus ma wspaniałą reputację
Śruba nie odpowiedział na słowa Feniksa. Cóż... wielu nie odpowiadało na jego słowa, wielu ignorowała jego istnienie nie uznając go za pełnoprawnego członka marines, ale za przedmiot, za broń. Mylili się. Feniks może i był programem komputerowym, ale to była tylko teoria. Ten program był najinteligentniejszą formą SI jaka kiedykolwiek miała powstać. Nic sztucznego nie mogło go przewyższyć, w zasadzie on nawet nie został stworzony, do pewnego stopnia stworzył się sam, ale to inna historia. Fakt jest faktem, że posiadał umysł, sam twierdził, że ma nawet duszę, ale to pozostawiał dla siebie. Chyba nikt by tu nie zaakceptował maszyny z duszą... Cóż. Ludzie byli jacy byli. A Feniks umiał oceniać, zapamiętywał fakty, wyrabiał własne opinie, a kapitan właśnie stracił wiele z respektu jakim był darzony. Jako, że został kapitanem musieli uznać, że się nadaje do tego. Najwyraźniej się mylili, przynajmniej częściowo. Kapitan nie może olać żołnierza. Po prostu nie może i już. To wygląda jakby nie miał odpowiedzi. Jakby nie wiedział co powiedzieć. Kapitan nie ma prawa nie wiedzieć. Nie po to żołnierze składają swe życia w ich ręce by oni "nie wiedzieli". Cóż... teraz Feniks przemyśli dwa razy każdy wydany rozkaz zamiast wykonać od razu i przemyśleć podczas wykonywania...

Na jakiś czas przełączył się w stan wstrzymania. Wyszedł z niego gdy usłyszał komunikat.

Wtedy podniósł Graverera w górę celując w stronę zergów. Nie przejmował się tym aby widzieć co tam jest. Po prostu podłączył się do kamer przy lufie. Wyglądało to dziwnie, jakby strzelał na ślepo. Nie robiło to różnicy. Gdy ruszyły do ataku rozkręcił lufy i czekał aż wejdą w skuteczny zasięg. Nie ma sensu marnować amunicji. Już wszystko obliczał. Tak, bycie programem miała swoje zalety. Choćby ta potworna moc obliczeniowa. Wiatr, wilgotność powietrza, siła Coriolisa, przyciąganie ziemskie, opór powietrza... to wszystko miał w małym palcu. I dawało to prawie tyle co nic. Całokształtu nie był w stanie ogarnąć. Potrzeba by do tego petabajtów pamięci. Człowiek nie zdaje sobie sprawy ile jest w stanie objąć rozumem "na wyczucie". Na szczęście Feniks też potrafi działać intuicyjnie. Do tego to "trzecie oko" przy lufie i celność bardzo zadowalająca...

Pierwsze w zasięg weszły zerglingi. Kundle nie były potężne, niewielkie o stosunkowo cienkim pancerzu, ta ich chityna była twarda jak stal, ale znacznie bardziej krucha, co w przypadku potężnych pocisków Graverera nie stanowiło przeszkody. Maszyna miotająca 90 pocisków na minutę, z których każdy waży niemal 10 dekagramów robiła sieczkę. Trzeba było tylko trafić... A niestety były małe i szybkie. Nacisnął spust, choć to było złe słowo, po prostu wydał broni polecenie by strzelać. Ciągła seria, nie było sensu posyłać krótkich. Przy takiej masie odrzut jest minimalny, przy masie całego Feniksa nie było go w ogóle. Szły w rozproszonym szyku, jak wilki. Ciężko było trafić, po części była to kwestia szczęścia. Jednak gdy już trafił...
Nagle kundel niemal zapadł się w sobie... pocisk rozłupał jego pancerz na części, gładko wszedł w ciało przebijając czaszkę, masakrując mózg, przebijając znowu czaszkę i wylatując w okolicach lewej piersi by wbić się jeszcze głęboko w ziemię. Nawet nie przerwał ognia, kamerka to zarejestrowała i nagrała, obejrzy to później. Od razu wziął na cel kolejnego bez przerwy oceniając który jest najłatwiejszym celem. Potem hydry weszły w zasięg. One były najgroźniejsze. Najskuteczniejszą bronią w bunkrze, mimo wszystko, był miotacz ognia. Najłatwiej nim trafić, można razić najwięcej wrogów, a i tak zabija bez większych problemów. Jednak Hydry są poza tym zasięgiem. Dla tego je trzeba ściągnąć w pierwszej kolejności. A one są znacznie większe od zearlingów...
Pociski wbijały się głęboko w ciało kilkumetrowych monstrów, często łamały nawet grubą tarczę jaką miały one na głowach, gdy trafiały w odsłonięte miejsce przechodziły na wylot. Zarejestrował grupkę kundli która była już w okopie, poza zasięgiem miotacza ognia. Jeszcze chwilka i wyjdą... Błyskawiczne obliczenia, przesunął broń i odpalił. Płaskim łukiem, do okopu poleciał granat, odbił się od ścianki i wpadł do środka. Po sekundzie eksplozja posłała do piachu z pół tuzina psów. Ich szczątki poleciały na wszystkie strony. Strzelał dalej. Nie robił już tego cicho. Wydawał z siebie ciche "wściekłe" mruczenie które robiło się coraz głośniejsze. Zearlingi doszły w zasięg płomienia. Poczuł falę ciepła i zobaczył strugę ognistej śmierci. Harpuny hydrali latały wbijając się w bunkier, na szczęście był on gruby... Kolejny został przerobiony na ser szwajcarski. Nagle jeden z zerglingów dostał się pod sam bunkier. Od razu machnął ostrzami na plecach przez wizjer. Feniks złapał kończynę lewą ręką i z głuchym stęknięciem szarpnął uderzając zearlingiem o bunkier i wyrywając mu kończynę. Puścił ją, a ta uderzyła w tylną ścianę. Jeszcze nim zerg zdążył odskoczyć złapał go za głowę. Próbował gryźć, ale główną bronią były te ostrza, nie kły. Co najwyżej zarysował mu kciuka. Znów szarpnął łamiąc mu kark i kontynuował ostrzał. Tym razem serii towarzyszył cichy okrzyk bojowy...
 

Ostatnio edytowane przez Arvelus : 26-10-2010 o 12:44.
Arvelus jest offline