Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-11-2010, 23:16   #15
Tyaestyra
 
Tyaestyra's Avatar
 
Reputacja: 1509 Tyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumnyTyaestyra ma z czego być dumny
-Och, bezczelny.. – krótko podsumowała Leiko całą zaistniałą sytuację.
Nim zdążyła w jakikolwiek większy sposób zareagować, samuraj już rzucił się do ucieczki uliczką dając jej zaledwie możliwość obserwowania tego biegu. I tylko warkocz zdobiący głowę Jiang Shi, dotąd trzymany pomiędzy smukłymi palcami kobiety, opadł z nieprzyjemnym plaśnięciem na ziemię.
- On nam zabrał naszą zwierzynę, Kirisu-kun – wprawdzie słowa kierowała do swego młodziutkiego towarzysza, ale wzroku spod długich rzęs ani na chwilę nie spuszczała z oddalającego się mężczyzny. Sama zaś do przodu wysunęła się o dwa, drobne kroczki. Parasolkę dotąd rozłożoną i chroniącą ją przed ciekawskimi spojrzeniami całego świata, złożyła i oparła o swe ramię, na kształt nonszalanckiego gestu Kirisu z halabardą – Ale przecież nie pozwolimy mu tak po prostu uciec, prawda?
-Właściwie to głowę pozostawił. –powiedział Kirisu wbijając na halabardę ucięty łeb Jiang Shi. Uśmiechnął się do kobiety zawadiacko i rzekł.- Ale nie wypada mi się chwalić przed Kohen-san, tym czego nie ubiliśmy. Poprowadzisz te łowy na samuraja Leiko-chan?
Tymczasem tajemniczy samuraj oddalał się szybko, kierując w gąszcz uliczek Nagoi... nie dość szybko, by zgubić potencjalnych łowców.
-Teraz zostawił, ale pomyśl ile jeszcze mógłby ubić tych paskudnych stworów i ich głowy zostawić dla siebie, a potem nagle zacząć się domagać za nie nagrody. Już wystarczy nam tamta trójka – odparła w odpowiedzi na tak beztroskie zachowanie Płomienia i wzruszyła ramionami.
-W takim razie Ty rusz bezpośrednio za nim, a ja trochę zboczę z trasy w pobliskie uliczki. Postaram się go wyprzedzić i zajść drogę, aby nie miał już nam gdzie uciec- całemu jej spiskowaniu przeciwko samurajowi towarzyszył figlarny gest, wykonywany przez nią dzięki wyciągnięciu przed siebie wolnej ręki i wprowadzeniu palców w ruch, jakby one same biegły. Następnie tymi samymi pstryknęła w powietrzu na zakończenie.
Kobiece biodra otulone miękko kimonem zakołysały się przyjemnie dla oka, gdy ich właścicielka przeszła się trochę przed siebie, zapewne mając zamiar już zaraz rzucić się w pogoń. Zatrzymała się jednak i przez ramię na swego towarzysza zerknęła.
-Ah, i Kirisu-kun.. nie ociągaj się, bo znowu gdzieś umknę. I co wtedy będzie? – powiedziała i pozwoliła, aby pytanie zawisło pomiędzy nimi. Sama najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi, bo tylko uśmiech mu posłała i.. i już ruszyła w pościg. Szybko i zwinnie pomimo obuwia pozornie nie stworzonego do takich wyczynów oraz ubraniem wprawianym w taniec wokół jej ciała przez pęd powietrza i wiatr. A gdy wpadła w najbliższą ciemną uliczkę, tedy nie zwalniając kroku skupiła się i sięgnęła w głąb swej duszy, aby rozbudzić swój instynkt drapieżcy.

Kirisu nie zdążył odpowiedzieć, gdy błyskawicznie znikła mu sprzed oczu zostawiając po sobie ulotny zapach kobiecych pachnideł. Uśmiechnął się więc i ruszył w pościg, rozpoczynając łowy na tym razem ludzką zwierzynę.
Leiko poruszała się szybko i zwinnie. Korzystając z doświadczenia i swych akrobatycznych umiejętności, odnajdowała skróty, które niewielu by było w stanie pokonać. Z dachu na dach przeskakiwała, coraz bardziej zbliżając się do celu i zostawiając Kirisu w tyle. Wiedziała, że dotrze do samuraja przed nim.




A ścigany zatrzymał się nagle i błyskawicznie sięgnął po miecz. Przez chwilę się rozglądał i nasłuchiwał, po czym powoli schował z powrotem. Stał przez chwilę w milczeniu, po czym uśmiechnąwszy się rzekł.- Wygląda na to, że bardzo chcesz ze mną porozmawiać, pani.

Leiko została zaskoczona, z jednej strony mile, a z drugiej już nie. Nieznajomy przywitał ją uprzejmie, bez zbytniego okazywania agresji, czy choćby prób wystraszenia jej. Było to coś nowego w momencie, gdy z każdego możliwego miejsca mógł wyskoczyć na nich spragniony krwi oni. Ale także wyraźnie ją zdołał wyczuć, co było niespodziewane, nawet jeśli nie kryła się jakoś bardzo. Zmusił ją tym samym do gwałtownego zatrzymania się i wysunięcia czarnowłosej głowy za krawędź dachu, by spojrzeć na niego.
-Bo widzisz, panie samuraju.. uciekałeś – powiedziała swobodnie i takim tonem głosu, jakby mówiła o czymś równie niezwykłym jak pogoda - Kiedy indziej, kiedy nie zabiłbyś oni na oczach moich i mojego towarzysza, to może nie zwróciłabym na to uwagi...
Rozluźniła mięśnie, acz ciągle czujną pozostawała i kroków kilka zrobiła, aby koniec końców usiąść na granicy pomiędzy stabilnym dachem, a upadkiem na ziemię. Zwieszone nogi wygodnie założyła jedną na drugą.
-Ta noc jednak jest wyjątkowa – ręką wykonała w powietrzu ruch godny jakiego kuglarza popisującego się swą sztuczką, chcąc tym samym zwrócić jego uwagę na wyjątkowość tejże pory. Zatoczyła nią łuk, aż łokieć wsparła o udo, a zaraz potem policzek usadowiła na dłoni. Uśmiechnęła się, przy czym psotne iskierki dały o sobie znać w jej oczach -A Ty nam robisz konkurencję. Nie wolno dołączać do gry w samym środku jej trwania.
-Hai...Ta noc jest wyjątkowo piękna.- rzekł bushi spoglądając na Leiko i z nie skrywanym zachwytem podziwiając jej długie, zgrabne nogi. Uśmiechnął się, lekko pochylając głowę.-Muszę się jednak nie zgodzić, pani. To wy robicie konkurencję mnie. Zostałem bowiem zatrudniony dzień przed waszym przybyciem. -przez chwilę milczał, szukając zapewne odpowiednich słów, nim zaczął tłumaczyć.- Stwory te grasują w Nagoi już długo i zabiły wiele osób. Między inni z ich rąk zginęło rodzeństwo. Brat i siostra. Jedyne dzieci kupca Wu Shen. On mi zapłacił 50 ryo, za to bym się zemścił w jego imieniu.
Splótł ramiona razem zerkając dyskretnie w górę, na krągłości Leiko.- Nie potrzebuję dowodów dla mego pracodawcy. Ty i twój towarzysz, możecie mienić swoimi, moje zwycięstwa. Co prawda, on nie wygląda na wystarczająco bystrego, by wpaść na ten pomysł, ale... jestem pewien, że w twych zgrabnych palcach jest glinką łatwą do urobienia w dowolny kształt. Wy będziecie mieć cichego wspólnika, ja będę miał pewność, że moja obecność w Nagoi pozostanie tajemnicą... za co byłbym wdzięczny.- ostatnim słowom samuraja towarzyszył głęboki ukłon, dworski ukłon. Mężczyzna nie mógł być zwykłym szeregowym bushi. Nauczono go bowiem etykiety.
-Te same paskudne cele, a jednak pracodawcy inni. Dlaczego ktoś miałby działać na własną rękę, skoro już od jakiegoś czasu było wiadomo o ściąganiu żądnych grosza łowców do miasta? Przecież te 50 ryo mógł dorzucić do głównej nagrody za uwolnienie mieszkańców od oni. Im więcej łowców, tym większa szansa powodzenia, tym boleśniejsza i słodsza zemsta, czyż nie? Skąd w takim razie potrzeba działania na boku? - pytania bezlitośnie cisnęły się kobiecie na usta i gładko, zupełnie niezatrzymywane je opuszczały. Zadawała jedno i bez czekania na reakcję zaraz wyrzucała z siebie kolejne, posyłając je bardziej ku światu jako takiemu niż samemu mężczyźnie w dole. Bezwiednie nogami kilka razy kiwnęła w powietrzu, wprawiając w falowanie luźniejsze partie kimona.
-Ty zaś nie jesteś zwykłym bushi, oni nie polują na te demony. Czyli musisz być łowcą, jak ja i reszta. Pytaniem pozostaje dlaczego się nie zgłosiłeś na nasze łowy. Brak potrzeby rywalizowania z innymi? Nie. Chęć niesienia pomocy pojedynczym jednostkom? Możliwe. Coś głębiej się w tym kryjącego? Bardziej prawdopodobne. Nie wierzę w całkiem niewinne pobudki kierujące ludźmi.
Leiko nieprzerwanie zmuszała nieznajomego do słuchania jej głosu, gdy to sama sobie tym razem udzielała domniemanych odpowiedzi. Wprawdzie na moment pogrążyła się w pełnym zadumy milczeniu, ale w końcu pochyliła się lekko do przodu, aby baczniej mu się przyjrzeć. Cały czas w czarujący sposób odsłaniała biały zęby kontrastujące z wargami o barwie soczystej śliwki.
-I jeszcze chcesz pozostać tajemnicą? To wszystko jest takie ciekawe, panie samuraju.
-Zemsta, pani...Nie kieruje się rozsądkiem. Nie wiem czemu kupiec nie chciał się dołożyć do nagrody. Pewnie miał jakieś swoje powody, w które nie wnikam.-wzruszył ramionami samuraj delektując się widokiem zarówno twarzy Leiko, jak i figlarnymi ruchami jej nóg. Zupełnie jakby podziwiał malowidło na jedwabiu. Westchnął cicho.- I rozczaruję cię pani. Nie jestem łowcą. Po prostu umiem zabijać. I nie ma dla mnie znaczenia, co zabijam. Jestem tylko roninem...psem bez pana.
Podrapał się po głowie w zafrapowaniu.- Masz sporo pytań. Nie wiem czy odpowiedzi będą warte twej ciekawości. Bowiem powód dla którego nie zgłosiłem się do Jinzo, jest prosty. Zbyt rzucacie się w oczy. A mi nie zależy na rozgłosie, gdy wrogowie moi czają się za płotem.
-Ronin? Tylko ronin? Jeśli to prawda, to temu i owemu umniejszyłaby się nieco duma z posiadanego tytułu łowcy – zaśmiała się melodyjnie na samą myśl. Wstała ostrożnie, gdyż byle kroczek dzielił ją od upadku, po czym kilkoma ruchami otrzepała tylną, krągłą część swego ciała, na której dotąd siedziała.
-Zaś mnogość pytań zradzają noce takie jak ta, kiedy wszystko wydaje się być niezwykłe, chociaż blednie w świetle słonecznym. Nie mam powodów, aby nie wierzyć Twoim słowom.. chociaż nie mam też powodów, aby ufać w pełni nieznajomemu. Jednakże gdybyś był oni, to już przystrajałbyś tę uliczkę jako rozciągnięte truchło. W takiej zaś sytuacji..
Kobieta wyprostowała się na swą pełną wysokość i atrakcyjność, której mistycyzmu dodawał fakt, że prawie idealnie za nią uplasował się księżyc, wyjątkowo tej nocy przyjemny dla oczu.
-Jesteś chwilowym zjawiskiem dostarczającym mi rozrywki, zanim znowu będę zmuszona się rzucić za jakimś cieniem – dokończyła beztrosko i nawet z nutką rozbawienia, acz sposób w jaki bez choćby cienia wahania poruszała się po tym miejscu zwykle niedostępnym dla ludzi, z góry wykluczał ją jako potencjalną osobę do bycia uznaną za mało rozgarniętą trzpiotkę. I właśnie z powodu tej znajomości siebie i możliwości swego ciała czarne geta Leiko musnęły samo powietrze i zsunęła się ona z kocią gracją z dachu. Trzymała przy tym dzielnie dłonią poły kimona, co by nie musieć sprowadzać szału lubieżności na ten ziemski padół.
Bezimienny bushi nie odsunął się zbytnio, gdy zeskakiwała... Wprost przeciwnie, przybliżył się do niej, tak że gdy Leiko stuknęła swymi geta o bruk uliczki, tajemniczy ronin znalazł się bardzo blisko niej.





Zbyt blisko, by nie można było uznać tej bliskości za prowokującą. Za to mającą ten plus, że dziewczyna mogła się przyjrzeć jego twarzy. Młodej... był niewiele starszy od Kirisu, ale wydawał się dojrzały. Ciemne włosy były zadbane, rysy ostre, a spojrzenie przenikliwe.
Uśmiech zagościł na jego wąskich ustach, gdy mówił spokojnym tonem głosu.- A ty, tajemnicza piękności? Czy nie zawstydzasz wielkich łowców pokonując demony? Z tego co zauważyłem niosłaś trofeum, którego nie powstydziłby się żaden samuraj.
Nie czekał na odpowiedź, odchylił głowę w bok jakby nasłuchując i po chwili... rzekł.- Zbliżają się. Patrol klanu Hachisuka z jednej, a twój towarzysz z drugiej strony. Pozwolisz się porwać, czy pozwolisz mi się oddalić? Wolałbym nie spotkać się z bushi, którzy wam pomagają.
Miał rację, w ciszy nocy słuchać było zbliżanie się osób, z dwóch stron. Pojedyncze szybkie kroki biegnącego Kirisu, oraz miarowe kroki patrolu łuczników. Ledwo było je słychać...ale rzeczywiście ronin miał rację, zbliżali się.
Nie odskoczyła, ani też nie spłoszyła się, kiedy nieznajomy naruszył granicę przyzwoitości. Jakkolwiek rozłożyła parasolkę i powoli opuściła niczym ciężką kurtynę, aby odgrodzić się nieco od niego i przesłonić się nią na kształt wstydliwego gestu. Flirt flirtem, ale ona była tworem ukształtowanym do bycia pożądanym, naprzemiennie dającym siebie podziwiać i odbierającym siebie okrutnie. Chodzącą, rozkoszną pułapką.
Zza napiętego materiału sięgnęła ręką ku mężczyźnie i palcami dwoma tknęła jego klatki piersiowej, chcąc tym drobnym ruchem go odepchnąć od siebie. Osiągnęła tylko tyle, że sama się od niego odsunęła na różnicę dodatkowego kroku.
-Zatem lepiej już zacznij biec, panie samuraju.. nie, nie. Tylko ro-ni-nie – powiedziała akcentując dobitnie ostatnie słowo, dostrzegając w nim coś niebywale interesującego. Parasolkę w międzyczasie przechyliła, aby twarzy trochę odsłonić i zmrużonymi ślepiami na niego zerknąć.
Uśmiechnął się... cofnął parę kroków obserwując ją. Skłonił dwornie się dodając.- Do następnej nocy, pani.
Był bezczelnie pewien, że będzie następna... że będzie następne spotkanie. I ruszył do biegu, szybko niczym ścigany lis. A po chwili znikł w jednej z uliczek.

Kilkanaście sekund później pojawił się Kirisu. Rozejrzał się dookoła i nie widząc "zwierzyny" rzekł z pewnym rozczarowaniem w głosie.- Umknął nam, Leiko-chan?
Westchnęła teatralnie i z równie łatwo wyczuwalnym niezadowoleniem.
-Niestety, Kirisu-kun. Ale skoro chcemy naszą nagrodę, to nie powinniśmy marnować czasu na bieganie za nim. Jeśli nie będzie nam wchodził w drogę, to nie ma co przejmować tym osobnikiem – rzekła ze spokojem, wzruszając przy tym ramionami. Kroczek za kroczkiem zaczęła stawiać powoli przed siebie -A my jeszcze mamy oni do upolowania.
Nie podobało się to Kirisu... widać było po jego minie, że wolałby skorzystać z okazji pobycia sam na sam z Leiko w Szczęśliwiej Brzoskwince. Niemniej ruszył za dziewczyną, niosąc aż trzy głowy nabite na trójząb. Młodzieniec jak zwykle dwuznacznie zasugerował cichym tonem głosu.- Noc będzie chyba zimna, warto by się przed snem pokrzepić ciepłą sake, a potem… Może razem spędzić noc pod futonem, ne Leiko-chan? Nic tak nie rozgrzewa jak obecność drugiego ciała na wyciągnięcie dłoni.
Gdy to mówił, obok nich przeszedł patrol bushi Hachisuka, skłonili się oni z szacunkiem obojgu łowcom. Zwłaszcza widok trzech głów, wyraźnie wzbudzał w nich ten szacunek.

Leiko odprowadziła ich spojrzeniem. Ów ronin obawiał się spotkania z nimi. Dlaczego?
Nie wyglądali na groźnych. Przy jego umiejętnościach nie byli dla niego zagrożeniem. Tego była pewna.
A może kwestią była jego chęć pozostania tajemnicą? Oficjalnie tylko oni powinni się kręcić pośród uliczek, więc ktoś taki wyjątkowo zwróciłby na siebie uwagę. Zabicie patrolu tylko dodatkowo powiadomiłoby wszystkich o obecności jakiejś trzeciej strony w polowaniu. Była skora uwierzyć w taką wersję, ale nie do końca. Zawsze było zbyt dużo niewiadomych, a i ona bywała nazbyt podejrzliwa, aby naiwnie wierzyć we wszystko co tak łatwo było przedstawiane.

-Na wyciągnięcie dłoni, na odległość spragnionych ust i drżącego ciała.. – zamruczała z rozmarzeniem w odpowiedzi swemu towarzyszowi. Opuściła z błogością powieki i zwilżyła wargi poprzez przejechanie po nich czubkiem języczka, chociaż w jej głowie dawały o sobie znać słodko-gorzkie myśli o tym jak przewrotne bywało życie z takim ciałem jakie ona posiadała. Było jednocześnie jej potężną bronią, jak i przekleństwem czasami.
-Kusisz Płomieniu, kusisz.. już teraz jest chłodno, więc może później nie odrzuciłabym tak bliskiej obecności ognia.. – dopowiedziała szeptem, ale zaraz kolejne westchnienie z siebie wydała. Tym razem było ono pełne bólu, że Leiko musi opuścić swoją jakże słodko działającą wyobraźnię. Otworzyła oczy powracając do pogrążonej w ciemnościach Nagoi -Ale jeszcze trochę i pomyślę, że błędem było towarzyszenie Tobie w łowach. Tylko Twoją uwagę od nich odciągam i narażam na przegraną..
-Dwie głowy zdobyte i trzecia... znaleziona, to niezły połów jak na jedną noc, ne Leiko-chan?- spytał Kirisu spoglądając na swe trofea. Przez chwile bił się z myślami rozważając sytuację i przyglądając się trzeciemu z trofeów.- Szkoda by było spędzić tak piękną noc, jedynie na wędrówkach po pustych uliczkach., tym bardziej, że nie zauważyłem jak dotąd innych oni. Może je przepłoszyliśmy?
Tu Leiko musiała przyznać rację Płomieniowi. Ona też ni zauważyła innych śladów oni, a ilość ofiar świadczyła o tym, że grasuje w Nagoi jedynie mała grupka Jinag hi. Śmierć trzech z nich, to duża strata dla tej sfory demonów.
Spojrzenie Kirisu zawędrowało w górę, spoglądał na rozgwieżdżone niebo pełne gwiazd i księżyc w pełni. Z jego ust wyrwały się słowa.- To, gdzie teraz Leiko-chan?
-Może rzeczywiście masz rację.. – w rozterce powiodła wzrokiem najpierw po uliczce, potem ku górze, ale jej zainteresowanie tym kierunkiem nie mieściło w sobie romantycznego podziwiania nieba. Bardziej przyziemnie przyjrzała się dachom w oczekiwaniu na zobaczenie całego stada demonów. Kiedy ni jedna sztuka nie dała o sobie znać, kobieta tylko machnęła wolną ręką w powietrzu.
-Wracajmy do gospody. Jeśli po drodze nie spotkamy żadnego oni, to uznamy to za koniec polowania na dzisiaj – podjęła decyzję, ale po chwili postanowiła jeszcze coś od siebie dodać, co wyjaśnione być powinno zanim dotrą na miejsce. Dodatkowo dłonią przesunęła delikatnie, niczym muśnięcie skrzydeł motyla, po ramieniu łowcy jak.. jak.. rzeźbiarz po glince właśnie, aby nadać jej odpowiedni dla siebie kształt -Ah, i Kirisu-kun.. Lepiej będzie nie wspominać nikomu o tamtym samuraju. Ktoś mógłby zacząć wątpić w to, że sami zdobyliśmy te głowy. A przecież nie chcielibyśmy, aby cudza zazdrość zniszczyła nam nastrój, prawda?
-Hai...-w głosie Kirisu słychać było pewne wahanie. Jednak cichnące powoli, wraz z jego spojrzeniem wędrującym po jej palcach. Hipnotyzowały go, odbierając mu resztki woli.- Nie widziałem żadnego samuraja, ne Leiko-chan?
To było zbyt proste, ale Płomień nie był skomplikowanym człowiekiem. W spojrzeniu młodego łowcy łatwo było dostrzec iskierki pożądania, co nie było dziwne. Prosty człowiek, ma proste i łatwe do przewidzenia potrzeby. Więc Leiko nie zdziwiło kolejne pytanie.- Co będziemy robić w gospodzie Leiko-chan? W końcu, zapewne pozostali będą siedzieli na cmentarzu do rana.
-Tak ciekaw, taki niecierpliwy.. – śmiech kobiety wypełnił wąską uliczkę ,a dłoń cofnęła się i spoczęła wraz z drugą na drewnianej rączce parasolki. Zakręciła nią wychwytując blask księżyca, gdy weszła w blady strumień jego światła -Skorzystamy z Twojego pomysłu i najpierw odpoczniemy po łowach przy ciepłej sake. Należy nam się, a skoro Brzoskwinka będzie pusta i będziemy tylko we dwoje, to powinno być naprawdę.. przyjemnie.

Słowa i gesty bardziej lub mniej subtelne.. nieważne, bowiem każde z nich od samego początku jej gierki było słodyczą sięgającą do pragnień tego młodego wilczka. Obiecywały ziszczenie fantazji i podszeptywały do jego uszu, nawet gdy sama Leiko już przestawała mówić. Wciągały głębiej w jej pajęczynę. Ona zaś na zewnątrz tylko uśmiechała się, chociaż było to jedynie delikatne wygięcie kącików ust o bliżej nieokreślonym znaczeniu.
 
Tyaestyra jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem