Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-11-2010, 01:28   #8
Fabiano
 
Fabiano's Avatar
 


Skorupiaki skończyły się tak jak się zaczęły. Szybko i jakieś sześć kroków od ponownego wstąpienia w ścianę lasu. A las tutaj zdawał się być jeszcze bardziej bujny niż chwilę temu. Zanim Marek wszedł jednak do lasu, poczuł dudnienie. Ziemia drżała. Przywołał w pamięci dudnienie, którego był świadkiem w nocy i ze zgrozą doszedł do wniosku, że to dudni inaczej. Ziemia drżała, lecz nie było tego jednostajnego odgłosu. Nie było też przerw. Po prostu zaczęła drżeć i drży coraz bardziej. Marek przykucnął i nie wiedząc czy wchodzić do lasu czy zostać na polanie postanowił się nie ruszać przez chwilę. Dudnienie jednak nie słabło. Wręcz odwrotnie. Stawało się coraz cięższe i cięższe.

Polak, na obcym terenie, przykucnięty i przysłuchujący się. Piękny widok żołnierza na polu walki. Nie było ruin miast, nie było piasków afgańskich pustkowi. Był las i była niewiadoma. Zagrożenie, którego można się spodziewać. Coś co jedni nazwaliby strachem, a inni brakiem zaufania do otoczenia.

Wycie, inne niż poprzednio, ale mimo to nadal wycie. Można było odczytać przerażenie uchodzące z echem odbitym przez góry. Dudnienie przybrało na sile. Gdy już zdawało się, że bardziej nie może, okazywało się, że jednak tak. Ptaki, które jakiś czas temu ponownie zasiadły w okolicach zwalonego pnia prawie na środku polany, poderwały się z przeciągłym wizgiem. Marek czuł jak krew pulsuje mu w skroniach. Powoli i uważnie, nie będąc do końca pewny czy słusznie postępuje, wycofywał się w cień parasoli drzewa. Gdy ujrzał wzlatujące ptaki w oddali, zorientował się, że cała manifestacja siły dobywa się z tamtej strony. Dudnienie nie powodowało silnego drżenia podłoża, ale mimo to ciarki przechodziły przez plecy, a włosy na ramionach stawały dęba, na samą myśl, o stworzeniach, które robią tyle hałasu. I dlaczego?
Kolejna gromada ptaków wzbiła się w powietrze. Jakby gdzieś bliżej. Z prawej strony wybiegła całkiem nie wielka grupka wcześniej widzianych rogaczy. Zaraz za nim ich przedstawiciel o całkiem pokaźnych gabarytach. Przynajmniej podwójnie przewyższał rozmiarem rogacza pasącego się niedawno na tej polanie. A rogi miał wszystkie cztery prawie jednakowe. Dostojnie zatrzymał się na środku polany, rozejrzał, poczekał aż stado zniknie w gęstwinie po lewej, następnie zagwizdał przeciągle i ruszył za grupą.

Marek coraz bardziej przekonany, że to zły moment na podglądanie powoli chował się za gruby konar drzewa. Jednym spojrzeniem tylko obrzucając pobliskie zarośla. Drzewo wydawało się solidne. Miał nadzieję, że w razie czego będzie odpowiednim schronieniem.

Grunt zadrżał mocniej, wyczuwalnie. Z zarośli po prawej od miejsca, w którym teraz się chował, a na lewo od miejsca, w którym wkroczył na polanę, wyskoczyły pędzące na oślep, jak krety,dziwne zwierzęta. Przypominające niedźwiedzie, masywne świnie. Tak można było pokrótce nazwać twory przemierzające właśnie polane. Długie owłosienie, masywne łapy, świńskie ryje. Zanim jeszcze pierwsze sztuki dostały drzew na drugim końcu łąki, z zarośli wybiegła wataha wilków. Rozległo się wycie.



Mróz schował głowę. Szare bestie były wielkości wilka (chyba, bo Marek, na żywo widział tylko Owczarki Niemieckie), koloru wilka i zachowywały się jak wilki. Z jednym małym wyjątkiem. Wilki nie wyglądały jak przerośnięte Bernardyny. Wielkie ciała ledwo nadążały nad świniami. Polaczek mógł iść o zakład, że mają przynajmniej dwa metry długości. Inną tylko możliwością było to, że powietrze ma tutaj bardzo spaczone właściwości powiększające. Nie było to możliwe, ale znalezienie się na tak dzikim terenie tęż było niemożliwe.

Jeden z wilków dorwał gonione zwierze, jednym kłapnięciem zmiażdżył krtań i ruszył dalej. Ku następnej ofierze. Najwidoczniej to były żniwa.
 
__________________
gg: 3947533

Fabiano jest offline