Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-12-2010, 17:57   #3
arek9618
 
arek9618's Avatar
 
Mathias cierpliwie siedział wewnątrz alianckiego bombowca. Z nikim nie rozmawiał, nie myślał nawet o misji. To było jego typowe zachowanie przed wyprawą. Skryty samotnik po przejściach- to on.

- Dobra panowie, szykować się!- rzucił jakiś żołnierz z załogi samolotu. Norweg wstał z miejsca, wyjął zdjęcie rodziny, popatrzył na nie przez chwilę i wziął głęboki oddech. Następnie sprawdził swój sprzęt, słuchając w tym czasie instrukcji, oraz porad.
- ... A teraz ruszać się!

Mathias wyskoczył z samolotu. Nie widział zupełnie nic. Nawet gogle, które miał na oczach nie poprawiały widoczności. Nagle spadochron się otworzył. Żołnierzem szarpnęło, a potem mógł podziwiać uroki pustkowia Antarktydy przykrytej gęstą warstwą śniegu.

Wreszcie dotknął podłoża. Lądowanie zakończyło się upadkiem Mathiasa i skąpaniem go w miękkim, zimnym śniegu. Czuł się jak w Norwegii. Gdy wstał i rozejrzał się wokół widział tylko śnieg, nic więcej. Reszta jego nowego oddziału po ogarnięciu się wyznaczyła kierunek marszu. Johansen ruszył zaraz za nimi, na samym końcu.

Szli tak przez dłuższy czas. Mathias był cierpliwy i był pewny, że jeśli dowództwo zleciło misję w tym rejonie to musi się tutaj coś dziać. Nagle grupa natknęła się na dziwny właz. Mathias nagle wzdrygnął. Zdawało mu się, że jakaś postać przebiega ponad kilometr dalej. To mogło być przewidzenie, ale wydawało się bardzo realistyczne, a wzrok Mathiasa jeszcze nigdy go nie oszukał.
- Co się stało ?- zapytał jeden z członków oddziału.
- Nic, nic...- skłamał Mathias. Nie ważne. W tym takich warunkach mają prawo dopaść go tak dziwne przypadłości. Jedyne co się tutaj porusza, poza oddziałem aliantów to tylko zdmuchiwany przez wiatr śnieg.

Nikt z żołnierzy nie miał odwagi otworzyć włazu. Mathias kucnął i z niewielkim trudem otworzył przymarzniętą klapę włazu. Jego oczom ukazała się drabina prowadząca głęboko pod ziemię. Johansen rozejrzał się po komandosach i przewiesił swój karabin na plecy. Postanowił jako pierwszy wejść do środka. Złapał się drabiny i powoli zaczął schodzić w dół. Gdy był już w jakiejś części drogi usłyszał, że reszta oddziału też postanowiła zejść.

Gdy był już na miejscu zobaczył ciasny korytarz z małymi lampkami, wysoko na ścianach. Wyjął swojego Colta i zdjął grube rękawice, po czym nie czekając na resztę ruszył przed siebie. W kompleksie panowała grobowa cisza. Mathias zawsze powtarzał, że cisza to dobry znak, lecz czy tym razem to przekonanie się sprawdzi? Mathias powoli kroczył wzdłuż dość długiego korytarza. "Może trafiliśmy do jakiegoś opuszczonego bunkra, jakiegoś nieużytkowanego już kompleksu, a nie do docelowego miejsca?"- myślał. W pewnym momencie dostrzegł zakręt. Podszedł bliżej. Na ścianie przed zakrętem wisiała flaga z nazistowską swastyką. Mathias nie potrafił patrzeć na tego typu rzeczy. Zerwał flagę ze ściany i ją zwyczajnie podarł. Tym razem postanowił poczekać na resztę. Patrzył cały czas wgłąb korytarza, obserwując czy nic się tam nie dzieje. Cisza pozostawała tą samą ciszą co na początku, lecz Mathias ciągle myślał o wcześniejszym przewidzeniu. Po pewnym czasie reszta grupa dotarła do snajpera. Zanim zbliżyli się do niego, Mathias już wyruszył wgłąb kolejnego korytarza. Co może go tam czekać? Nie miał pojęcia. Narzucało mu się jeszcze jedno irytujące go pytanie: Po co budować bunkry na Antarktydzie? To dziwne.
 
arek9618 jest offline