Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-12-2010, 16:22   #7
Klamka
 
Podczas lotu, Lee wpatrzony był w podłogę samolotu. Mało z tego, co działo się dookoła docierało do jego świadomości, był zamyślony. Cały czas zastanawiał się skąd są ci wszyscy żołnierze i dlaczego większość z nich nie służy, a przynajmniej nie wyglądają aby służyli w wojsku Brytyjskim, lub chociażby Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdyż sam był Amerykaninem będącym w armii Brytyjskiej. Wydawało mu się to conajmniej dziwnie, lecz cóż, niespodzianki to nie nowość. Dzięki tym myślom, cała podróż nie trwała tak długo, a nawet trwała podejrzanie za krótko.
Z pozornego letargu wyrwał go jakiś żołnierz, który chwycił Podporucznika za ramię i wskazał mu drzwi. Lee od razu domyślił się, że trzeba się zbierać. Dopiął wszystko tak aby nie zgubić niczego podczas skoku, byłoby to conajmniej nie na miejscu tym bardziej dla tak doświadczonego skoczka spadochronowego. Bez namysłu wykonał wszystkie procedury, które wpojono mu prawie siłą podczas wielu lat ćwiczeń.

Zamknął oczy i w myślach zaczął liczyć do trzech "Raz, dwa, trzy..". Spojrzał raz ostatni przez ułamek sekundy na zieloną lampkę i skoczył.

Swobodny lot trwał bardzo krótko, zaledwie kilka sekund, po których Lee otworzył spadochron. Z powodu trudnych warunków pogodowych, widoczność była niewielka, a wiatr miotał spadochronem w różnych kierunkach. Pozornie lądowanie wydawało się być niemożliwe, jednak gdy jego oczom ukazały się ogromne puste tereny, pokryte śniegiem i lodem zmienił zdanie. Nie bylo zbytniej obawy, że spadnie się na drzewo, lub w inne nieprzyjemne miejsce.
Lądowanie na świeżej warstwie śniegu było dosyć miękkie i nadzwyczaj wygodne. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się McMillanowi działać w takich warunkach. Po odpięciu spadochronu rozejrzał się wokół by zbadać teren, oprócz innych spadochroniarzy nie było tu nikogo innego.
Wyjął nóż z przedniej kieszeni swojej kurtki i odciął nim dość długi i szeroki pasek spadochronu oraz liny, po czym schował wszystko do różnych kieszeni i zakopał spadochron. Ostatni raz rozejrzał się dookoła i ruszył w kierunku reszty zespołu.

"Jeżeli to są te zabudowania o których mówili, to chyba kogoś tu nieźle pomyliło" pomyślał Lee patrząc na właz i kilka kominów wystających znad warstwy białego puchu. "No dalej panie kapitanie, nie bądź dupa i rusz tę klapę" powiedział w myślach patrząc z pogardą na swojego dowódce. Nie lubił nikogo kto dowodził, działali mu oni tylko na nerwy, tym bardziej gdy dawali głupie lub bezsensowne rozkazy. Odwrócił się w drugą stronę aby wychwycić choćby drobne znaki, które świadczyłyby o czyjejś obecności. Kiedy za plecami usłyszał czyiś głos i dźwięk skrzypiących zawiasów odwrócił się z powrotem w stronę wejścia.

Kiedy stawiał pierwszy krok na drabinie prowadzącej wgłąb ziemii pomyślał "Miejmy nadzieje, że nie jest to jakiś bunkier do podziemnych testów jakiejś tajnej broni, lub czegoś o wiele gorszego." Zszedł na dół.
 
Klamka jest offline