Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-12-2010, 11:46   #8
JanPolak
 
JanPolak's Avatar
 
Zanim lekcja się zaczęła, grzecznie zaczepiłem Ann. Uśmiechnąłem się szeroko, bo laski to lubią i mówię, że jakby trzeba było coś pomóc na Halloween, jakieś dekoracje, czy coś tego zrobić, to ja chętnie. Ona się brechta i spławia mnie, że „odezwiemy się do pana później”. W poczuciu odtrącenia zająłem się tym, co umiem najlepiej na lekcjach angielskiego. Czyli umieraniem ze strachu przed Panią Proudville.

Pani Proudville. Zawsze zastanawiało mnie, jak kobieta o tak uporządkowanym umyśle zajęła się tak niekonkretną i pełną niejasności dziedziną jak literatura. Wyobrażałem ją sobie w fartuchu laboratoryjnym, wśród równych rzędów fiolek jak obsługuje wagę mikroanalityczną. To to tak! Może miała jakąś namiastkę pracy badawczej analizując jedenastozgłoskowce Szekspira. O cholerka, zbliżała się! „Szekspir wielkim poetą był. Szekspir wielkim poetą był.” Powtarzałem w myślach regułkę, na wypadek jakby mnie zapytała. „Cholerka, a może był dramaturgiem?”. Przeszła, czepiła się tej Sam, co jest trochę świrnięta. Muszę przyznać, czułem jakiś respekt do Pani Clarice. Miała charyzmę i wiedziała, czego chce. Ja to chyba lubię silne kobiety.

Pani Proudville odnotowała uwagę w Notesie Mroku. Notes Mroku! Notes Mroku był Świętym Graalem, Jedynym Pierścieniem i Skarbem Króla Salomona dla każdego kawalarza. Ile razy marzyłem, żeby dorwać go w swoje ręce i móc wysyłać właścicielce jego zdjęcia w kopertach podpisanych wyciętymi z gazet literami. Ale nawet ja znam swoje możliwości – za wysokie progi, za niski level – nie chcę skończyć, jak ci naziści z Indiany Jonesa, co otworzyli Arkę Przymierza.

Na lekcji dalej było o Szekspirze. Tak się zastanawiałem, ile razy zbiór analiz Szekspira przekracza zbiór utworów Szekspira. Czytałem nawet takie opowiadanie w starym magazynie sci-fi, że facet zbudował maszynę czasu i ściągnął do naszych czasów Szekspira. I Szekspir poszedł na uniwersytet i oblał, bo nie znał wszystkich interpretacji swoich sztuk. Tego właśnie nie lubię w naukach humanistycznych . Humaniści wiecznie wszystko interpretują i reinterpretują. Nie mówię, że nie cenię wyobraźni. Uwielbiam, ale my, ścisłowcy wytwory naszej wyobraźni wpierw weryfikujemy metodami naukowymi, zanim je komuś pokażemy. A humaniści ledwo coś wymyślą, zaraz to publikują i wkrótce każą uczyć o tym w szkołach. Jak ja tak próbuje strzelać, to kończy się jak z tymi dywersantami generała Lee.

Moje myśli przerwało kolejne pytanie Pani Proudville. Tym razem przepytywała Matta, chłopaka Sam. Co się tak na nich uwzięła? Pewnie się macali pod ławką. W efekcie tego wszystkiego dostaliśmy wypracowanie na weekend. Czy ona nie wie, że w niedzielę jest Halloween? Ale nic to, kolejny raz przetrwałem lekcję angielskiego – powinny być za to achievementy. Zabrałem się na stołówkę, bo coś głodny byłem. Na stołówce wezmę podwójną porcję ziemniaków. U mnie w domu zawsze jadało się dużo kartofli. Dziadek opowiadał, że w 1945 był taki głód, że sadzili kartofle w przylaboratoryjnym parku. Z tych ambitnych przemyśleń wyrwał mnie widok sympatycznych dziewczyn rozdających ulotki. Dziewczyny miały bardzo kształtne nogi, naprawdę uważam, że dopuszczenie noszenia krótkich spódniczek w szkołach musiało pozytywnie wpłynąć na frekwencję wśród męskiej części populacji.

Jebudu! Mój baniak zderzył się z czyimś baniakiem i zgodnie z prawami fizyki, posiadacz drugiego baniaka wylądował na glebie. Posiadaczka – sprecyzowałem, gdy już poprawiłem okulary. Powinienem być przyzwyczajony do dziewczyn patrzących na mnie wzrokiem mordercy, ale widok Tamary Fringe mnie zmroził. W szarych, błyszczących oczach psychicznej córki dyrektora zobaczyłem tyle gniewu i złości, że stałem tak przez kilka sekund jak ta pała. „Ale freak” – rzucił ktoś z tłumu. Tym razem chyba nie było to o mnie.

Po lunchu jako ukoronowanie dnia czekała mnie informatyka. „Czego chce się pan dziś dowiedzieć, profesorze?” – zacząłem od drzwi. Nie żebym go nie szanował, fajny gość. Po lekcjach zostałem jeszcze trochę skonsultować z nim moją nową grę. Tę, gdzie chodzi się oddziałem aliantów po hitlerowskim bunkrze na Antarktydzie. Profesor miał uwagi do algorytmów sztucznej inteligencji, nawet spoko. Spytał mnie, co chcę robić po liceum, czy dalej myślę o MIT. Ja na to, że fajnie by było, ale kto się zajmie dziadkiem? Może zostanę w Fell's Tomb i będę biznes rozkręcał. Trochę nam czasu zleciało, więc gdy wychodziłem ze szkoły już się ściemniało.

Szedłem uliczką, gdy w kieszeni odezwał się smartphone. Ojciec. U niego jest teraz rano. „Halo. Tak, ojcze. Ze szkoły wracam. Nie, niewiele” – głos zaczynał mi się łamać – „Minusa. Z historii. Tak. Tak jest. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Tak jest! Dziadek zdrowy. Obiad mu zro… Tak. Zrozumiałem. Rozumiem, że musisz kończyć. I… eee… bądź bezpieczny.”

Dziwna sprawa z tymi ojcami - myślałem rytmicznie kopiąc coścoleżało. Mój stary nienawidzi swojego starego za to, że był intelektualistą i zmienił obywatelstwo. Ja nienawidzę mojego starego za to, że jest tępym trepem i ma flagę amerykańską wytatuowaną na dupie (tu przesadziłem – ma tylko orła na ramieniu). Więc analogicznie mój syn (którego mieć nie będę, w końcu od dwóch lat noszę prezerwatywę w portfelu) powinien znienawidzić mnie i zostać zawodowym wrestlerem. Czy to tak nie powinno być – zastanawiałem się? Czy stary nie powinien być modelem wychowawczym i wzorem mężczyzny dla syna? Kto dla mnie był wzorem mężczyzny? Na pewno dziadek, który dał mi pierwszy mikroskop i pokazywał swoje dyplomy z gratulacjami od prezydenta. A kto był dla mnie wzorem kobiety? Cholerka, może moje problemy z dziewczynami wynikają z tego, że wychowywałem się bez matki? Że mój obraz kobiety ukształtowała Pam Anderson i sąsiadka podglądana przez zestaw małego astronoma? Tak sobie czasem myślę, czy miłość to w ogóle w życiu jest możliwa. Czy to w ogóle jest takie coś. W tym momencie coścoleżało poleciało w krzaki, a ja wyrwałem się z refleksji. Dziwne, jak moje myśli oderwały się od konkretu i empirii.

Wyczułem to. Rozpoznałem, jak lis nagonkę. Uliczką zbliżał się radiowóz, sunąc powoli z prędkością patrolową. Zmroziło mnie normalnie i nie wiem dlaczego – w końcu saletry rano się pozbyłem, a do nielegalnych treści na notebooku nie mogliby się dokopać. Ale instynkt lisa działał niezależnie od warstw świadomości – bezszelestnie skoczyłem za żywopłot – w krzaki i do domu wróciłem bocznymi alejkami.

Wróciłem do domu, dziadek czytał wczorajszą gazetę. Odpaliłem kompy, zrobiłem zapiekankę ziemniaczaną. Przy obiedzie dziadek opowiadał anegdoty o Oppenheimerze – znałem je na pamięć, ale nie przerywałem. Potem pozmywałem, umyłem zęby i zamknąłem się w Labie. W Labie, czyli w laboratorium, czyli u mnie na strychu. Nie pamiętam, o której zasnąłem.
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.

Ostatnio edytowane przez JanPolak : 30-12-2010 o 16:28. Powód: plany uniwersyteckie Tinheada
JanPolak jest offline