Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 15-03-2011, 16:53   #3
Hellian
 
Hellian's Avatar
 
Reputacja: 135 Hellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znany
Powszechnie znana reguła głosi, że do czekolady najbardziej pasuje czekolada. Wyjątki od niej są rzadkie i należy stosować je umiejętnie. Czekoladę białą, mleczną i czarną można łączyć względnie bezpiecznie, choć z białą warto uważać, bo jak wiadomo białe z czarnym najlepiej wygląda jednak na szachownicy. Za to słodkie dojrzałe wiśnie z domowej konfitury z czekoladą sprawdzą się zawsze. Zazwyczaj bez uszczerbku dla deseru z czekoladą skomponuje się też figa, malina i morela, przy czym ta ostatnia powinna być z Thashalaru. Natomiast za nic w świecie nie można kierować się pomysłem, że smak czekoladowy wymaga przełamania czymś lżejszym. Czy próbowaliście kiedyś połączyć lekkie ciasto biszkoptowe, same w sobie przecież niebiańsko smaczne, z czekoladą? Równie dobrze można by w mus czekoladowy wrzucić wołowinę. Za to ciężkie tłuste ciasto calimshańskie sprawdza się w tym zestawie idealnie. Nie bez powodu calimshańskie rogale z czekoladą to zwyczajowe śniadanie niziołki. A znacie smak ciasta marchewkowo –czekoladowego? Oczywiście gdyby to panna Monroe je upiekła wcale nie byłoby niesmaczne, ale czy mogłaby wziąć na siebie taką odpowiedzialność? Zmysły to delikatna rzecz, a zmysł smaku jest najdelikatniejszym z nich. Stępia się szybciej niż noże nożowników w zaułkach dzielnicy imigrantów. Zjesz coś niewłaściwego o jeden raz za dużo i już za nic w świecie nie odróżnisz borówki khaldońskiej od zwyczajnej.

Niewielu ludzi Malwina zdecydowałaby się skrzywdzić takim połączeniem. Choć oczywiście dla najgorszych wrogów znalazłaby znacznie sroższe.

Każdy potrafi bliźniemu wyrywać paznokcie, odciąć palce, kończynę, czy kawałek ucha. Ale amputacja całego zmysłu? Ilu małodobrych mistrzów to potrafi? Dla Malwiny zaś byłaby to łatwizna.

Dlaczego takie myśli opanowały ją, kiedy ubijała na sztywno białko z cukrem, by potem podgrzewać je w piecu aż powstaną z tego delikatne, kremowe, słodziutkie płaty bezowe? Z czekoladą komponujące się idealnie. Odpowiedź jest prosta. Liam spóźniał się jak zwykle.

***

Słynna cukiernia na Wąskiej, warto dodać ulicy dość pośledniej, choć o dwóch lat stale podnoszącej swój status, co niektórzy śledzili uważnie w zwyżkach cen oferowanych pod latarniami usług, była współwłasnością, równe 50 procent udziałów każdej strony, Liama i Malwiny.

Była piękna i wcale nie taka mała.To znaczy cukiernia, opisem niziołki zajmiemy się, kiedy indziej. Jej wystrój urzekał nie mniej niż kolory ścian. Każdy stolik pomalowany inaczej, kratki, kwiatki, groszki, spirale, zawijasy i esy floresy, stołki różnej wysokości z każdego rodzaju drzewa, obicia z najróżniejszych tkanin, obrusy jedwabne i dziergane na drutach, nawet świece i lampy olejowe, każda inna i każda świeciła w innym kolorze. Większość dorosłych łapała w progu oddech jakby zabrakło im powietrza.
Malwina uwielbiała barwy cukierni. Liam twierdził, że odrobinę przesadziła, ale to dlatego, ze nie widział swego uśmiechu za każdym razem, kiedy wchodził do środka.

Niziołce zawsze poprawiał humor wyraz twarzy tych, którzy witali w Kolorowej po raz pierwszy. Żadne plotki nie przygotowywały oczu na tę kakofonię barw. Rzecz jasna różne rasy różnie sobie z nią radziły. Reakcje ludzi były najbardziej zróżnicowane i najbardziej tłumione. Niziołków radosne i spontaniczne. Gnomy często reagowały sarkazmem, krasnoludy rubasznym, ukrywającym zakłopotanie śmiechem. Niektóre elfy cofały się w progu, by po chwili wrócić, czasem z kapturem głęboko nasuniętym na oczy, czasem ograniczając pole widzenia rękami, a na przykład kowal Hinden, ork o posturze ogra nigdy nie zauważył, że ten lokal w wystroju jakoś różni się od innych. Zawsze widział jedynie pączki. Ale takie zaślepienie Malwina wybaczała z absolutną wyrozumiałością. Też miała okresy, kiedy widziała jedynie pączki, albo rogaliki z czekoladą, albo w czerwcu czereśniowy placek, a we wrześniu figowa babkę.

I żeby nie było, wystrój był dziełem projektanta wnętrz. Elfi artysta Fowe Sennn, tak właśnie ten, który zaprojektował Fontannę Tysiąclecia i przebudowywał fasadę Pałacu Orląt, wysłuchał propozycji Malwiny uważnie, a potem sam wziął się za malowanie. W kącie za pączkami wisi zresztą jego certyfikat, dokument na kremowym papierze spisany akwamarynowym atramentem, oprawiony w złocistą ramę. Podpis artysty.
Niektórzy odimiennie nazywają ten kierunek w sztuce fowizmem.

Cukiernia zatrudniała przede wszystkim niziołków, szybkiego, zapatrzonego w Liama Hiko, okrągłego Brusa wielbiciela i znawcę kandyzowanych owoców, śliczną Igę o klepsydrowej sylwetce i blond lokach z magicznym natchnieniem od jednego spojrzenia, odgadującą jakie ciastka lubi dany klient, Tromsa dowcipnego i bystrego, który jednak w pierwszej chwili na widok pięknej kobiety tracił świadomość i padał w omdleniu na kamienne podłogi cukierni, ze względu na niego wyłożone jednak dywanami. Ta maleńka wada nie przeszkadzała oczywiście w pracy i Malwinie Troms zalazł za skórę tylko ten jeden raz, wtedy, kiedy n i e omdlał, w dniu, gdy spotkali się po raz pierwszy.
Rzecz jasna, kiedy tylko Cassiel wkroczyła do przybytku Troms z hukiem runął na ziemię. Malwina, słysząca z kuchni, co się dzieje, miała za to z góry pewne dane o płci i urodzie przynajmniej jednego z gości. Omdlenia Tromsa były krótkie. Niziołek zaraz stanął na nogach, ale do kuchni i tak wprowadził gości chowaniec Elany. Malwina wiedziała, że Troms musi być niepocieszony.

Malwina szanowała starszych, a Lady Elanie zawdzięczała bardzo wiele. Przywykła, że charyzmatyczna staruszka łatwo zapomina, że nie jest w Kolorowej gospodarzem. Bo na przykład panna Monroe nigdy nie zapraszała gości do lśniącej czystością kuchni. Teraz serce jej się kroiło, gdy patrzyła na zakurzone buty przybyłych. Ograniczyła się jednak do odsunięcia wszystkich składników przygotowywanego deseru na najdalszy blat. Gotowe bezy czekały na przełożenie masą, w idealnej symetrii rozłożone na bawełnianym obrusie, krem stygł jeszcze, przykryty dwa razy grubym jedwabiem, tak, żeby na powierzchni nie zrobił kożuch.
Dopiero kiedy Liam wszedł do pomieszczenie, Malwina rzuciwszy mu wymowne spojrzenie odkryła jedwabne zasłony. Rzecz jasna danie było obliczony na to spóźnienie.
- Deser za chwilę będzie gotowy –powiedziała do wszystkich.

W trakcie długiej rozmowy powstawało sześć niewielkich tortów, sześć arcydzieł.


***

Na propozycję Elany odpowiedziała wówczas, gdy zjadła ostatnią łyżeczkę niebiańskiego ciasta.
- Pani – wiedziała, że ta forma mile łechcze próżność Lady Elany - Cieszę się, że będę miała okazję, choć częściowo spłacić moje długi. I mam nadzieję, że w jednym się mylisz. Jeśli ktoś w tym mieście próbuje się ukryć, Liam i ja jesteśmy idealnymi osobami do poszukiwań.

 
__________________
"Kobieta wierzy, że dwa i dwa zmieni się w pięć, jeśli będzie długo płakać i zrobi awanturę." Dzienniki wiktoriańskie
Hellian jest offline