Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-03-2011, 17:44   #7
MatrixTheGreat
 
MatrixTheGreat's Avatar
 
Reputacja: 4618 MatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputację
„Zimno. Mokro. Zasnąłem w rynsztoku czy co?”. Almartelur podniósł się i od razu znów opadł z głośnym - Au! - Nad nim bowiem znalazł się kawałek skały. Odruchowo chciał chwycić się za głowę, lecz nie mógł ruszyć rękami, które okazały się związane. Jego długie, blond włosy leżały bezładnie na ziemi promieniście rozchodząc się od głowy. Twarz o wyrazistych rysach twarzy wykrzywiła się w grymasie, przez co wyglądał naprawdę szpetnie. Nie miał nawet siły kląć na to wszystko. Powoli próbował sobie przypomnieć, co się właściwie stało.
„Flaga z czaszką, dym, huk, odgłos roztrzaskanej burty statku, walnięcie głową o deski pokładu i pustka”. Tyle zdołał zapamiętać z pechowego rejsu, ale wystarczyło, żeby poskładać to do kupy. Podniósł się jeszcze raz tym razem uważając by znów nie „zaorać” głową o skałę. Mrok jaskini rozjaśniała jedynie pochodnia leżąca na ziemi. Było to co najmniej dziwne. Mało kto porzucał ot tak sobie pochodnię, na dodatek palącą się. Gdy oczy przywykły do ciemności rozejrzał się wokoło. Nie miał przy sobie łuku ani kołczanu. „W sumie co za porywacz zostawiłby ofierze broń?”. Miał przynajmniej swój błękitny płaszcz. „Uf…”. Miał on wartość sentymentalną dla elfa, praktycznie nigdzie się bez niego nie ruszał. I było jeszcze coś. Nie było tam żadnego strażnika, a jednak nie był sam.
Było jeszcze paru towarzyszy niedoli, na których przy natłoku myśli nie zwrócił uwagi. Zdał sobie sprawę z ich obecności gdy odezwał się kobiecy głos, następnie kolejny, tym razem męski.
- …przynajmniej ze mną, nie wiem jak on.
Almartelur usiadł i przekrzywiając głowę to na jedną, to na drugą stronę tak, że mu w karku „strzelały” zastygłe kości, dodał:
- To się okaże jak rozprostuję kości…
Pozostałych było chyba tylko dwóch, ale nie miał pewności. Zastanawiał się co by można było zrobić, gdy znów odezwał się męski głos:
- Musimy, czym prędzej wydostać się stąd nim zjawią się tu jacyś strażnicy
Elf zaśmiał się cicho - No co ty nie powiesz? Chociaż szczerze to wątpię, żeby mieli zamiar się zjawić. O ile w ogóle są jacyś strażnicy. Bo wnioskując po niesamowitym bólu mojego łba, leżymy tu dość długo, żeby się nami zainteresowali.
Znów się położył, podciągnął nogi do klatki piersiowej i przełożył ręce do przodu.
„To teraz wystarczy już tylko pozbyć się więzów” spojrzał w stronę pochodni „Hm, a może by tak…?”. Lecz w tym momencie jeden ze współwięźniów przeturlał się do niej, prawdopodobnie w tym samym celu, jaki przyszedł do głowy elfowi.
- Hej! To był mój pomysł! - rzekł żartobliwie, przewracając się na brzuch i czołgając w tamtą stronę, by spróbować przepalić sznur. „Znając życie poparzę sobie całe dłonie albo zajmie mi się rękaw”.
 
MatrixTheGreat jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem