Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-04-2011, 23:50   #9
Midnight
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 940 Midnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwuMidnight jest godny podziwu
Kąciki jej ust powędrowały znacznie wyżej. Komplementy zawsze poprawiały jej samopoczucie i nastrajały pozytywnie do osoby, która je wypowiadała. Gdy na dodatek był to młody, nieco zaniedbany ale utalentowany bard, który mógł wkrótce rozwinąć w pełni swe skrzydła i wzlecieć na wyżyny...
- Często tu grywasz? - zadała pierwsze z brzegu pytanie. - Twój talent marnieje w tym miejscu. Może usiądziesz z nami i przy posiłku opowiesz swą historię. O ile nie będzie to kolidowało z twoimi planami - dodała na wypadek gdyby jej chęć niesienia pomocy okazała się niemiła dla niego.
- Proponowałbym tam - Michael wskazał wolny stolik. - Co dobrego można tu zjeść? - spytał.
Bard wyglądał na nieco zaskoczonego, ale nie odmówił waszej propozycji.
- Nie, nie będzie to kolidowało z moimi planami. Co zaś do pierwszego pytania to nie grywam tu bardzo często... trzy-cztery w miesiącu, gdy mój mistrz, pieśniarz Heldar, się upije - odpowiedział nieco onieśmielony, jednocześnie zbliżając się do stolika wskazanego przez Michaela. - A co do twojego pytania to można tu zjeść bardzo dobrze, a granicą jest jedynie zasobność twojego mieszka ze złotem!
- Całkiem pusty jeszcze nie jest - powiedział Michael. - Starczy by napełnić parę zgłodniałych osób. - Podsunął krzesło Cas, a potem gestem zaprosił kelnerkę.
- Słyszałam o twoim mistrzu - w głosie Cas wyraźnie dało się usłyszeć co o owej osobie sądzi. - Zastanawiałeś się może nad zmianą mistrza? - zapytała siadając i uważnym wzrokiem lustrując barda.
- Może sława Heldara przeminęła, ale ja ciągle w niego wierzę...
Michael pozostawił dyskusję na temat sławy i umiejętności bardów w bardziej fachowych dłoniach, a sam złożył zamówienie na trzy porządne posiłki i coś do picia. Również porządnego.
- Podziwiam twoją wiarę w niego, jednak twój talent zasługuje na coś lepszego. Nie bedę cię jednak zmuszać skoro tak zależy ci na pozostaniu jego uczniem. - Właściwie z chęcią by go zmusiła, jednak nie musiał o tym wiedzieć.
- Heldar to dla mnie ktoś więcej niż mistrz... zawdzięczam mu życie. I choć czasem tracę nadzieję, że uda mi się go uratować to nie jestem jeszcze gotów by zostawić go samego.
- Proszę bardzo, częstujcie się - powiedział Michael, zaproszeniem do jedzenia zakłócając ciszę, jaka na moment zapanowała.
Bard rzucił się na jedzenie z zapałem osoby, która właśnie zakończyła trzedziestodniowy post. Przez pewien czas Michael nie przerywał mu zbożnego dzieła konsumpcji, gdy jednak zdawać się zaczęło, że główny głód minął, zadał pierwsze pytanie.
- Z pewnością wiesz, kim był ten jegomość, który nas zaczepił przy wejściu?
- Leonard? - bard wyraźnie ściszył głos - To syn Werdana Oliego, bogatego bankiera o którym mówi się, że doszedł do władzy po trupach słabszych od siebie. Leonard jest oczkiem w głowie ojca, a przez to praktycznie bezkarny... Wyjątkowo pamiętliwy jegomość, choć dopóki w pobliżu jest jego pół-orczy ochroniarz nie ma czego się bać.
Ani Cas, ani Michaelowi to imię nic nie mówiło, ale oni nie byli bywalcami tych okolic.
- Acha. - Michael skinął głową. - Jakiś ktoś, kto dużo może i dużo wie. - Uniósł pucharek z winem wznosząc milczący toast za zdrowie Cas. - No trudno... Skoro sobie poszedł... Znasz może kogoś, kogo zwą Orfarem? Wielkie jak dąb chłopisko? Musimy się z nim skontaktować.
- Z całą pewnością jeszcze go zobaczymy - mina Cas sugerowała jak bardzo “cieszy się” na to ewentualne spotkanie. - Niestety nasz drogi Orfar jak zwykle zapomniał zostawić wiadomości kiedy ma pojawić się w tym przybytku - gniewnie zmarszczyła brwi. - Jak zwykle zresztą... Znając jednak życie bywał tu akurat gdy nie grałeś... Nie ma to jak nasze szczęście.. Wiecznie coś pcha nam pod nogi. Mówisz że Heldar uratował ci życie, może opowiesz nam o tym?
- Nigdy nie słyszałem o Orfarze, a wielkich jak dąb chłopów jest tu całe mnóstwo, wystarczy się rozjerzeć. - Rzeczywiśćie wokół Cassiel i Michaela było sporo osób, które mogłby robić za Orfara. - Oczywiście to że nie słyszałem o Orfarze nie znaczy, że go tu nigdy nie było. Zapewne używał innego imienia. Co zaś do Heldara to wyciągnął mnie z długów w jakie wpadłem gdy zakochałem się w pewnej, niezbyt cnotliwej, kobiecie. Ot i cały sekret... Cóż byłem głupi i naiwny. Niewiele miało to wspólnego z pieśniami, które znałem.
- Ten czyn niewątpliwie przemawia na jego korzyść. Gdybyś jednak kiedyś zmienił swe zdanie z chęcią pomogę ci znaleźć innego mistrza. - Kapłanka uśmiechała się przymilnie, od czasu do czasu odruchowo muskając opuszkami palców medalion. - Czy wiesz może kto w tym przybytku mógłby nam pomóc w poszukiwaniach?
- Zapewne Egaton, właściciel “Karła” - odpowiedział bard. - Odradzałbym jednak korzystanie z jego “usług”. Dziś wam pomoże, oczywiście nie za darmo, a jutro was sprzeda. Zresztą w tym miejscu wszyscy wierzą w jedno w moc pieniądza. Poza tym dostać się do Egatona nie jest rzeczą łatwą... Co zaś do Orfara... może gdybyście opisali mi go lepiej to mógłbym jakoś pomóc.
- Opisali... - Cas przez krótką chwilę zdawała się być pogrążona w myślach. - Oczywiście, że też o tym zapomniałam...
Spojrzała na Michaela, który po króciutkim namyśle skinął ledwo dostrzegalnie głową, a potem sięgnął do wiszącej przy pasie niewielkiej sakiewki. Po chwili krótkiej niczym trzy uderzenia serca w dłoni Cas znalazła się niewielka kula.
- Czy to wystarczy? - zapytała niepewnie, ostrożnie przy tym kładąc kulę na stole jednak tak, by w razie potrzeby móc szybko ją ukryć.
Bard przyjrzał się uważnie wizerunkowi Orfara. Źrenice mężczyzny powiększyły się na chwilę, twarz pozostała niewzruszona, jak gdyby nic się nie stało. Cassiel i Michael byli jednak zbyt doświadczeni by nie zauważyć tej drobnej, acz znaczącej różnicy. Po kilku chwilach, nie więcej niż czterech uderzeniach serca, bard, jakby od niechcenia, zakrył kulę chustą.
- Widziałem go trzy dni temu w “Karle”. Jeżeli jest to wasz dobry znajomy to nie chwalcie się tym, a już na pewno nie Egatonowi lub któremukolwiek z jego ludzi. Z tego co wiem to wasz przyjaciel Orfar mocno narozrabiał, pomagając w ucieczce jednej z tutejszych kurtyzan. W czasie ucieczki zabił dwóch ludzi, a trzeciego ciężko zranił... Dziewczyna nazywała się Karelana. Niestety, nic więcej nie wiem. Może Molly, przyjaciółka Karelany, wiedziałaby coś więcej, ale nie sądzę by udało się wam z nią porozmawiać, bo to ulubiona kurtyzana Egatona.
- Kurtyzany mają zwykle to do siebie - powiedział Michael - że nie ograniczają rozdzielania swych łask i wdzięków do jednej osoby. Czy ta Molly spotyka się z kimś jeszcze? Ze zwykłymi, czy też może niezwykłymi, klientami się nie spotyka? Może by się nam w jakiś sposób udało namówić ją na wspólną... sesję?
- Spotkanie kurtyzany z kapłanką Sune nie powinno raczej wzbudzić podejrzeń czy niechęci - dodała obdarzając Michaela gniewnym spojrzeniem.
- Wiedziałem, że ci się ten pomysł spodoba. - Michael obdarzył Cas czarującym uśmiechem. - A zatem - zwrócil się do barda - słyszałeś coś o takich spotkaniach?
- Pytasz niewłaściwej osoby przyjacielu. Nigdy z nią nie rozmawiałem, a widziałem może z dwa razy w życiu gdy przechodziła przez tę salę. Zapewne mieszek wypełniony złotymi monetami pomógłby w jej spotkaniu. Eragon to człowiek interesu, a złoto to jedyna rzecz którą naprawdę ceni. - odpowiedział bard kończąć jeść. - Obawiam się, że muszę was opuścić i odszukać Heldara zanim znów urżnie się w trupa. Będę pamiętał o ofercie piękna pani - zwrócił się do Cassiel - i życzę wam powodzenia w poszukiwaniach Orfara.
Prowadząc rozmowę o osobistej kurtyzanie właściciela “Karła” Michael w gruncie rzeczy zastanawiał się nie nad niewątpliwymi zaletami Molly, ale nad tym, co tu w gruncie rzeczy jest grane. Szpiedzy, a takim zdawał się być Orfar, z zasady nie biegali za spódniczkami z porywów serca. A może nie o miłość tu szło, lecz o coś, o czym zwiedziała się przypadkiem Karelana?
Cas podziękowała za życzenia obdarzając przy okazji barda błogosławieństwem Sune. Odczekała, aż się oddalił po czym spojrzała pytająco na Michaela.
- Co o tym wszystkim sądzisz? Coś tu chyba nie jest tak jak być powinno - oznajmiła przesuwając kulę w stronę swego towarzysza.
Michael schował kulę, a dopiero potem spojrzał odpowiedział na postawiony problem.
- Coś tu jest bardzo ‘nie tak’. Oczywiście moglibyśmy się dostać do Molly, ale nie wiem, czy nasz urok osobisty zdołałby ją przekonać do zdradzenia czegokolwiek.
- W tym wypadku nieco bardziej przydałby się pełen mieszek lub lepiej dwa. Nie wiem czy zdołamy się tu czegokolwiek więcej dowiedzieć. Spróbować jednak można, cóż nam szkodzi - delikatnie musnęła jego dłoń. - Wolałabym spotkać się jutro z pozostałymi mając coś więcej do przekazania niż historyjkę o bardzie i opowieść o “sercowych” perypetiach naszego poszukiwanego.
- Zawsze możemy zagadnąć o pannę Molly - powiedział Michael. - Ale jeśli nasz drogi Orfar zdołał się ukryć przed Eragonem, to my nie mamy wielkich szans na odnalezienie go. Ja, bez względu na interesy, opuściłbym miasto na kilka dni i wróciłbym w ostatniej chwili, by dobić targu. Nie znamy czasem jakiegoś maga z kryształową kulą? - spytał.
- Nikt takowy nie przychodzi mi do głowy - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Mimo wszystko może spróbujmy jednak dopytać się o tą dziewczynę. W razie czego możemy zawsze powiedzieć, że mamy z Orfarem na pieńku. Wspólny wróg czasem działa lepiej niż sakiewka, a przynajmniej pozwala na nieco mniejsze jej uszczuplenie.
Michael skinął głową, a potem skinął na ochroniarza.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline