Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-04-2011, 10:58   #10
Agape
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1445 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Żołnierze zostali odparci a dumny z siebie Jim kroczył niczym paw, można by pomyśleć, że sam przegnał wszystkich napastników. Przedefilowawszy już przez cały pokład przypomniał sobie o Earlym. „Ciekawe, po co kapitan tak nagle go wezwał? I czemuż to Peter tak starannie zamykał drzwi od kapitańskiej kajuty? Można było oczy wypatrzyć wpatrując się w zasłonkę a i tak nie sposób było niczego dostrzec.„ Rozejrzał się uważnie po pokładzie, nawet rozgonił dłonią dym, ale Early’ego nie zobaczył. „Czyżby wciąż siedział zamknięty w kajucie? Cóż tam robi sam? Bo chyba musi być sam skoro kapitan urządza koncert na pokładzie.” Te i inne pytania kłębiły się w jego głowie absorbując jego uwagę do tego stopnia, że zapomniał pochwalić się reszcie, iż jeden z poległych żołnierzy padł od jego kuli, ba zignorował nawet salwę artylerii, która uszkodziła statek. Cichaczem obserwował kapitana i kiedy ten skierował się w stronę swojej kajuty, natychmiast podążył za nim, gotów by ciekawskim okiem a może i całą swoją osobą wtargnąć do środka. Kapitan dostrzegł go i zmierzył srogim spojrzeniem.
-Do pioruna! Znikaj stąd, bo sto batów każę ci wymierzyć!- krzyknął gniewnie. Jim błyskawicznie się oddalił, ale tylko trochę i tylko na chwilę. Po około dziesięciu minutach drzwi się uchyliły i Jim miał okazję usłyszeć kilka słów.
- Byłbym zapomniał - rzucił kapitan, gdy Peter niemal zniknął za drzwiami. - Ani słówka załodze o Nelly.
- Serio? - zdziwił się Peter. - A już chciałem zwołać zebranie załogi...
- Tak trzymaj - była to jedyna odpowiedź Bellamego.
Peter zamknął drzwi.
Jim natychmiast dopadł do Petera.
-Co to za Nelly? Kim ona jest? Co ona tu robi? Czy jest ranna?- wyrzucił z siebie strumień pytań. Zamilkł tylko dlatego że nie mógłby poznać na nie odpowiedzi gdyby wciąż mówił.
Peter spojrzał na Jima jak okaz rzadkiego zwierzątka.
- Nie mam pojęcia - odparł.
Jim spojrzał na Early’ego bardzo dziwnie.
- Przecież rozmawiał pan o niej z kapitanem. Musi pan coś wiedzieć - nalegał.
- Powinieneś się nauczyć, Jim, że na tym statku wszystko wie kapitan - wyjaśnił Peter. - A reszta to tylko zwykłe plotki niegodne wiary i pomówienia.
- W każdej plotce jest ziarno prawdy proszę pana - uśmiechnął się Jim. - Jeśli nic pan nie powie, zapytam kogoś innego, nawet jeśli to, co usłyszę to będą tylko plotki.
- Jak świat światem marynarze plotkowali - odparł niewzruszony Peter. - Czasami uchodziło im to na sucho, czasami na gretingu spotykali się z kotem o dziewięciu ogonach, czasami przeciągano ich pod kilem... Zastanów się, ile warta jest wiedza. A najlepiej porozmawiaj z kapitanem. On wie wszystko o tym statku. Ale ode mnie nic nie wiesz. Pamiętaj o kocie...
- Dziękuję za radę, będę pamiętał o kocie.- odpowiedział Jim spokojnie, mimo iż wyczuł delikatną groźbę- Dla mnie wiedza jest wiele warta.- dodał jeszcze zawracając z pod wciąż zamkniętych drzwi. Nie chciał rozmawiać z kapitanem, nie po tym jak tamten zareagował, kiedy zobaczył go pod swoimi drzwiami. Od Early’ego też nie potrafił wydusić żadnych informacji. Niepowodzenie podsyciło tylko jego ciekawość. “Jeśli ktoś może coś o sprawie wiedzieć, to z pewnością Johnatan, on jest tu najdłużej.” -pomyślał i skrzywił się na samą myśl o nieprzyjemnej aurze otaczającej działowego. Okazało się jednak, że schodzenie pod pokład nie będzie konieczne, jak na komendę na pokładzie pokazał się John. Jim podszedł do niego bardzo uważając by stanąć z wiatrem.
-Kim jest Nelly?- zapytał bez ogródek, na zachętę wyjmując z za szarfy cygaro przygotowane zawczasu na takie okazje i podając je działowemu.
Johnatan spojrzał w dół na młodego majtka, następnie jego wzrok przeniósł się na cygaro. Wyjął z ust niemal wypalonego już skręta i odpalił od niego prezent od młodego Jima. Skręta zaś dał młodzikowi coby sobie zapalić mógł. Umieścił cygaro w ustach, zaciągnął się z błogim uśmiechem i dopiero wtedy odpowiedział.
- A ty co teraz o dziewkach myślisz, młody? Strzelają tu do nas, a tobie się do alkowy zachciało?! – zarechotał brodacz. – No chyba, że ktoś kogoś zbrzuchacił i teraz jakaś Nelly go szuka!- działowy ponownie zaciągnął się cygarem. Oczywiście wiedział o kogo pyta go Jim, ale skoro ktoś tak wścibski jak ten majtek nie wiedział co jest na rzeczy, znaczyło to, że kapitan trzymał obecność dziewczyny w sekrecie. Johnatan zaś wiedział kiedy język za zębami trzymać trzeba.
Jim skrzywił się na te słowa, stracił całkiem niezłe cygaro i nie dowiedział się niczego. Skręta pospiesznie wyrzucił za burtę i kontynuował:
- Nie jestem taki głupi, na jakiego wyglądam proszę pana.- powiedział znacząco patrząc na dym wypływający z ust działowego, jakby chciał przypomnieć, że nie dał mu cygara bez powodu.
- Ano nie jesteś, nie jesteś, jak byś był to już dawno by się tobą rybki pożywiały. -rzekł brodacz i dmuchnął dymem w twarz Jima. - Ale dam Ci radę chłopie.- mówiąc to Johnatan zaciągnął się potężnie cygarem i dopiero po chwili kontynuował.- Jeżeli chcesz, dożyć takiego wieku jak ja to musisz wiedzieć kiedy pohamować ciekawość. Wiesz, o niektórych rzeczach się od tak nie mówi, trza poczekać, pomyśleć i dopiero wtedy się spróbować wszystkiego dowiedzieć. -Gruby John poklepał Jima po ramieniu. - A po za tym jam że jest tylko działowym, co tam miałbym wiedzieć? - zaśmiał się Johnatan i wyjął z ust cygaro. - Naprawdę dobre, może się skusisz? -zapytał podsuwając mu je pod nos.
-Tak, tak, szoruj pokład i nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy. Wszyscy mówią to samo.- Jim był niepocieszony.- A ja nie lubię czekać, życie ucieka. Dlaczego nikt mi nic nie mówi? Nie polecę przecież do miasta żeby wszystko wypaplać, jesteśmy na morzu.- sfrustrowany wziął od działowego cygaro i rzucił w ślad za skrętem. “Nie ma informacji, nie ma cygara”
Johny spojrzał za lecącym cygarem ze smutkiem w oczach.- Takie cygaro zmarnować... -westchnął głośno.- Widzisz chłopie, wszyscy tak mówią bo, każdy powtarza starą życiową prawdę. Każdy kiedyś szorował pokład i każdemu niewtykanie nosa tam gdzie nie trzeba wyszło na dobre. Jest czas na picie rumu...-tutaj Gruby John przerwał na chwilę i mruknął. - ..ale niestety nie teraz...- po czym wrócił do głównej myśli.-... na szorowanie pokładu jak i na zdobywanie informacji. Całe życie jeszcze na to masz, a zobaczysz kiedyś zatęsknisz za panem wiadro i panią szmatą. Ojjj co ja bym dał by znowu móc sobie poszorować nasza cudowną “Rozkosz”, nie martwiąc się niczym.
- Życie jest krótkie proszę pana, a w szorowaniu pokładu pomoc zawsze jest mile widziana, zawołam pana, kiedy znów przyjdzie mi się do tego zabrać.- odpowiedział Jim, oczywiście wiedział, że działowy nie to miał na myśli i o wiadrze i szmacie mówił raczej w przenośni, ale Jim lubił się czasem podroczyć.- Będę musiał zapytać o Nelly kogoś innego. Rozkosz to spory statek, ktoś musi wiedzieć.- zasugerował z błyskiem w oku. Miał nadzieję, że John zrozumie, co chciał przez to powiedzieć.
- Lepiej nie gadaj za dużo Jimy, wiesz Kapitanowi może się to nie spodobać, a jak wiesz bywa nerwowy. W najgorszym wypadku czeka cię powrót wpław, a to kawał drogi. - rzekł mężczyzna i rozejrzał się po pokładzie. - A teraz chłopie, muszę się w sytuacji rozeznać, bo to już czort wie czy strzelać czy nie. -rzekł John i jeszcze raz poklepał swym potężnym łapskiem po ramieniu majtka, ruszając powoli w stronę sternika, zapach zaś niczym żywa istota wędrował za działowym.
Jim nie szczególnie zwracał uwagę na to, co mówi John, zamyślił się właśnie. “Jakiż to niesamowity sekret skrywa się pod imieniem Nelly? Musi to być doprawdy cenna informacja skoro wszyscy tak pilnie jej strzegą” Ciekawość trawiła jego umysł żywym ogniem. “Muszę wiedzieć! Nawet gdyby przyszło mi zapytać samego kapitana.” Tu wzdrygnął się przypominając sobie gniewną twarz Bellanyego. Kiedy ocknął się z zamyślenia John zmierzał w stronę tajemniczych drzwi, które to mąciły spokój majtka. Niczym przyciągany jakąś niewidzialną siłą ruszył w tamtym kierunku i srodze się zawiódł. John minął drzwi i udał się do swoich zajęć. Jim posłał za nim gniewne spojrzenie.
- Do stu piorunów Jim! Czego tak sterczysz? Ładunek się wala po pokładzie, rusz no ten swój chudy tyłek i przydaj się na coś!- wrzasnął Rahl, który nie wiadomo skąd nagle wyrósł za Jimem.
-Aye.- rzucił majtek bez szczególnego entuzjazmu i wraz z kilkoma innymi marynarzami zabrał się do przenoszenia zapasów pod pokład. Trochę to trwało a i niektóre skrzynie do lekkich nie należały, ale w końcu się z tym uwinął. Na powrót znalazł się przed kajutą kapitana, niestety znalazł się tak także i Rahl. Obsobaczył Jima za to, że robotę niedokończoną zostawia i wygnał do ładowni coby przeniesiony ładunek należycie zabezpieczył. Zrezygnowany chłopak niechętnie wrócił do pracy. Jeszcze kilka razy próbował się wyrwać by uzyskać informację, ale za każdym razem kończyło się tylko kolejnymi przekleństwami, które sypały się na jego głowę i nowymi obowiązkami do wykonania. „ Czy to spisek jaki? Czy wszyscy zmówili się żeby utrudniać mi odkrycie prawdy?” Wreszcie późno w noc Jim machnął ręką na Nelly i postanowił odłożyć węszenie do jutra. Ciężko zwalił się na swoją koję i natychmiast zasnął. Tajemnicza Nelly nie dała mu jednak odpocząć, przewijała się przez jego sny, a to jako ciężarna dziewczyna szukająca winowajcy, a to jako wesoła staruszka wywijająca laseczką i goniąca za kapitanem z okrzykiem „Ty urwisie jak śmiesz nie przyznawać się do swojej matki, a to wreszcie jako piękny szkuner o liliowych żaglach z galionem przedstawiającym młodą kobietę o bujnych włosach. Nic więc dziwnego, że Jim wstał zmęczony. Ledwie wyszedł na pokład a zobaczył kapitana. Naprawdę miał zamiar zapytać go o tajemniczą Nelly, ale najpierw postanowił posłuchać a raczej podsłuchać, o czym to kapitan rozprawia z Ralhem. Dosięgło go groźne spojrzenie Bellanyego, które błyskawicznie zmieniło plany Jima. Cofnął się patrząc na kapitana zupełnie jak szczeniak, który chcąc się bawić chwycił pana za nogawkę a w zamian dostał kopniaka. Wtem gruchnęła wiadomość o pojawieniu się żagli na horyzoncie. Oczywiście przypadł do burty jako pierwszy, osłonił oczy dłonią i starał się odgadnąć, z którym statkiem mają do czynienia.
-Królowa Anna.- padła odpowiedź na jego niezadane pytanie. Oblał go zimny pot. Czyżby matka wspomniała gubernatorowi, iż nazwał go karaluchem w peruce? „Nie to nie to.”- szybko odrzucił tę niedorzeczną myśl.
-…Niech nawigator i Earl zjawią się zaraz w kajucie…- padł rozkaz. Rahl tylko skinął na Jima a ten już wiedział, co ma robić, pognał na złamanie karku do kajuty pierwszego oficera.
 
Agape jest offline