| -I tak to własnie wygląda. Przykro mi że musisz dowiadywać się o tym w taki sposób.
-Moja własna córka...ale żeby z kapłanem Morra? Niech ja dorwę tego przybłędę chędożonego! Pasami skórę z niego rwać będę!
Z pełną zrozumienia dla słusznego gniewu karczmarza miną, Edward opierał się o gładki blat kontuaru.Spokojnie czekał aż wizje wymyślnych tortur jakie właściciel przybytku zadawał pewnemu młodzieńcowi który uprowadził i rozdziewiczył mu jedyną córkę, znikną z jego myśli. Choć na chwilę.
Wciąż złorzecząc pod nosem, mężczyzna o nalanej twarzy sięgnął po brudny kufel, wytarł go, równie brudną szmatą po czym wypełnił ciemnym piwem.
-Proszę-warknął- Jak się umawialiśmy, masz u mnie tygodniowy nocleg dla czterech, wikt na wasz własny rachunek. Psiakrew!! Chuj w dupę jebany! Moja mała Maryna, z tym parszywcem... w jednym łózku....
Edward spokojnie skieriował się z piwem w ręce do ławy przy której siedzieli jego towarzysze, słysząc za sobą cichnące przekleństwa karczmarza. Doprawdy pocieszna gromadka mu się trafiła. Mordrin wyglądał i zachowywał się jak małpolud, inteligencją też mały nie przewyższał. Leon był jak nie z tej bajki, wiecznie uśmiechnięty, wiecznie wesoły -za to usposobienie zarobi wcześniej czy później od kogoś kawał zimnego żelaza w plecy. Tylko Asthamill wyglądał i zachowywał się normalnie. Jak na elfa.
Dotarłszy do stołu postawił przed sobą wciąż prawie pełny kufel i otarł ręką usta.
-Nocleg na dziś, jutro i pojutrze załatwiony. Na później zresztą też. Na wszelki wypadek nie wspominajcie nic o kapłanach Morra przy karczmarzu, w porządku? Ani o córkach...Ani o miłości tragicznej...A zresztą, o czym ja mówię? Napijmy się! |