Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-06-2011, 02:04   #8
Sam_u_raju
 
Sam_u_raju's Avatar
 
wielkie podziękowania dla współautorki posta Ravanesh

A.D 987 gdzieś w Alpach. Kilka dni przed wyprawą do Zakonu Czterech

Musze wam powiedzieć, że wydarzenia w stolicy Bizancjum zmieniły wiele w moim życiu. Musiałem tłumić hardość i butność swego ducha po to by zachować choć namiastkę tego co ludzie nazywali życiem.
Musiałem na nowo poznać najmłodszych członków koterii Thiamat. Najbliższych mi braci. Po to by im na nowo zaufać.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=EtTSw4MoyXQ&feature=BFa&list=PL9397FA9B8EA E211A&index=16[/MEDIA]

W momencie w którym Hjordis odsuwała wielki głaz swojego schronienia, kiedy słońce kończyło swój taniec po niebie znikając za horyzontem, siedziałem na kamieniu wpatrując się zamyślony w podłoże zamkowych katakumb.Czekałem aż bladolica kobieta wikingów opuści swoje kamienne łoże

- Witaj w ten zimny acz bezchmurny wieczór Piękna Hjordis. Przybyłem by dać ci okazję do obicia mojego tyłka za to co uczyniłem w Konstantynopolu - przeniosłem wzrok na ćwiczebne miecze - wiem, że wolałabyś mi pogruchotać kości ostrą stalą ale to musi ci na razie wystarczyć. Zresztą, żeby nie było za łatwo to ostrzegam. Będę się bronił

Hjordis warknęła wściekle zaskoczona tą wizytą tuż przy swoim schronieniu. Nikt nigdy chyba dotychczas nie podszedł miejsca jej odpoczynku w ten sposób i nie zagadywał do niej znienacka tuż po przebudzeniu. Kiedy zobaczyła, że to ja uspokoiła się nieco ale popatrywała na mnie z nieco nachmurzoną miną za to najście.

- Dlaczegóż uważasz, iż chciałabym obić ciebie za twoje czyny? - jak zwykle kiedy bardzo starała się mówić poprawnie w łacinie czyniła to z lekką przesadą.

- Prawdziwa wilczyca - szepnąłem do siebie widząc jej marsy gniewu na czole – Dlatego – powiedziałem już głośniej - że ja mam wielką ochotę skopać tyłek Mistrzowi Bruno za to, że polazł do domu tamtego Nephilima a jako, że naraziłem Was i siebie na unicestwienie to czuje, że masz do mnie żal. Jesteśmy ulepieni z tej samej gliny Hjordis z północy. Tylko, że mój stwórca zrobił mi za duże usta. Tak więc wolisz Scypionowe ględzenie i manewry które już pewnie znasz tak dobrze jak cały ten zamek i jego okolice czy moje towarzystwo? - podniosłem się z kamienia wpatrując się w lodowe oczy córki Hagarda zwanego Śmiercią z gór.

- Jeśli masz uraz do Bruna to wyjaśnij z nim takowyż. Ja do ciebie żadnej urazy nie chowam. Twoje usta wydają się normalne tylko otwierasz je czasem nie wtedy kiedy trzeba. A Scypion jest pomysłowy i zawsze czymś zaskakuje. Poza tym, tymi - wskazała ćwiczebne miecze - ćwiczę tylko walkę z Pepinem.

- Widzę, że jednak wstałaś lewą nogą – podniosłem się - Zawsze masz odpowiedź na wszystko? - sięgnąłem po oba miecze ćwiczebne - wybacz moje najście - ruszyłem w kierunku wyjścia lekko zrażony

- Szybko się zrażasz Mariuszu - Hjordis zaśmiała się gardłowo jakby była zadowolona z takiego obrotu rzeczy.

Ruszyła za mną do wyjścia. Kiedy się ze mną zrównała rzekła:
- Nie mam odpowiedzi na wszystkie pytania. Zadaj mi jakieś trudne a nic ci nie rzeknę.

Teraz ja się zaśmiałem
- Jesteś dla mnie wielką zagadką Hjordis. Wielką. Mam nadzieję, że będę miał okazję poznać cię bliżej - zbliżali się w kierunku wyjścia z katakumb - jeszcze nie poznałem takiej kobiety jak ty. Wszystkie niewiasty wikingów takie są? Bo jeżeli tak to w swym śmiertelnym życiu powinienem tam szukać żony - uśmiech nie zniknął z mojej twarzy

- Prawie wszystkie - odpowiedziała - To nie było trudne pytanie - dodała.

Kiedy wyszli na zewnątrz owiał ich wiatr. Gdyby byli śmiertelnikami zapewne opatulili by się bardziej by nie dopuścić ciała do wyziębienia a teraz nie poczuli nic poza podmuchem na swych lodowatych policzkach.

- Jesteś wdzięczna losowi za to kim się stałaś? - zapytałem znienacka kierując swoje kroki na dziedziniec. Miejsce w którym to Hjordis tak często stawała ze Scypionem

- Dlaczego miałabym być za to wdzięczna losowi? Dlaczego miałabym być komukolwiek za to wdzięczna? - Hjordis spojrzała w moim kierunku tak jakby dostrzegła możliwość, że nagle straciłem co najmniej połowę swojego rozumu.

- Bo widzisz są tacy jak Bruno czy Diana Lukrecja, którym odpowiada w pełni to kim są i są tacy którzy uważają że jest to kara za grzechy w ich śmiertelnym życiu. A zapewne są i tacy którzy nie wiedzą co w ogóle o tym sądzić - stanąłem na środku placu - Ciekawiło mnie do której grupy i ty należysz... Naprawdę chcesz stawać ostrą stalą? - zmieniłem temat

- To teraz mnie masz. W końcu zadałeś to trudne pytanie. Wiem kim jestem i nie zamierzam z tego powodu rozpaczać. Czy zostałam za coś ukarana? Tak, zapewne tak było. Czy widzę w tym sens i cel? Niezbyt jasno.
- Jeśli zwykle w walce – popatrzyła na oręż - odrąbujesz kończyny to możemy na ćwiczebne. Nie mamy teraz czasu na brak nóg i rąk, prawda?

Skinąłem potakująco głową. Po raz pierwszy odkąd poznałem Hjordis a wiedzcie, że było to już wiele wiosen temu usłyszałem z jej ust tak długą przemowę. Po raz pierwszy poznałem choć trochę jej spojrzenie na tą całą wampirzą kwestię.
- Nie odrąbuję rąk ani nóg ani żadnych innych części ciała swojej rodzinie. Nie jesteś mym wrogiem jasnowłosa. Będę walczył stalą tępą bądź ostrą, w zależności od tego czym Ty wolisz fechtować

- Może być tępa jeśli się tak o mnie boisz - uśmiechnęła się - lub o siebie. Ale niech to będzie stal na Thora a nie drewniany kij. Drewniany kijaszek jest dobry na niegrzeczne dzieci.

- Na wampiry również. Możesz mi wierzyć - spojrzałem jej w oczy - zatem proszę - podałem Hjordis tepy stalowy miecz ćwiczebny - Rozumiem, że nie korzystamy z darów krwi?

- Ha ha ha! Na wampiry to sobie obstrugam ten kijek. - wzięła miecz z mej ręki i zważyła go w dłoni - Bez krwi. Dobrze. - skinęła głową - Scypion też to zawsze obiecuje a potem zwykle oszukuje.

- Cieszę się że to powiedziałaś. Niezależnie jak bardzo lubisz Scypiona ja nim nie jestem. Jesteś gotowa? - stanąłem kilka kroków od Hjordis i ściągnąłem opaskę z oka która dotychczas zakrywała mi dar od prababki Thiamat i schowałem ją za pazuchę

- Dlaczego nosisz opaskę na oku skoro je masz? - zapytała w ostatniej chwili obserwując moje poczynania.

- Bo ma inny kolor niż me drugie oko. Ponieważ widzę przez nie rzeczy które normalnie nie jesteśmy w stanie zauważać... Nie martw się – rzekłem widząc jej podejrzliwe spojrzenie - nie widzę tego co chowasz pod ubraniem - zażartowałem uśmiechając się - Dzięki temu darowi pramatki widzę rzeczy które emanują mocą, innością. Dzięki temu oku z łatwością wiedziałem który dom zasiedlił ten nephilim w Konstantynopolu... Teraz jednak gdybym pozostawił ta opaskę na oku to osłabiłbym siebie i nie oddal ci należnych honorów.

Może moje wyjaśnienie a może żart nie przypadł Hjordis do gustu bo poprawiła ubranie mocno zaciągając materiał w okolicach klatki piersiowej. Skinęła głową i zajęła pozycję z mieczem w ręku.

Będąc pewien, że Hjordis jest gotowa zaatakowałem. Bez zbędnych krzyków, sapań czy zamaszystych cięć. Wiedziałem, że kobieta stojąca naprzeciw mnie jest wprawnym wojakiem, wiedzącym do czego służy miecz. Kilkakrotnie byłem świadkiem tego jak ona walczy ale po raz pierwszy poczułem to co czują wrogowie córy północy. I szczerze wam powiem współczułem im. Jeszcze nigdy nie potykałem się z kobietą i to taka kobietą. Lodowym demonem. Lepszą we władaniu mieczem od większości znanych mi mężczyzn. Bóg mi świadkiem że jeżeli każda z kobiet tych co zaprzysięgła się stali walczy tak jak Hjordis to obym nie musiał znajdować się po drugiej stronie ich miecza.
Ma spokrewniona siostra była szybka, piękna i niebezpieczna. Jak wilczyca broniąca swoich młodych.
Pewnie chcielibyście wiedzieć któż wygrał tę przyjacielską potyczkę? Na pewno nie będę was kłamał ni zwodził zbyt długo.
Zasługiwałem na tęgie lanie za brak pokory, za to co uczyniłem tam w stolicy Bizancjum. Ale wierzcie mi, że i ja byłem również wściekły na to że osoby za które oddałbym własne życie nie szukały mnie oddając się ułudzie mej ostatecznej śmierci. Zatem teraz w pełni korzystałem ze swego sprytu i drzemiącego we mnie gniewu poczas potyczki z córką Hagarda..
I cóż moi mili zapewne chcielibyście wiedzieć któż zszedł z placu pokonany?

A co mi tam. Potrzymam was jeszcze w niepewności.

- To była dobra lekcja Hjordis – opuściłem miecz - Mam nadzieję, że cie nie rozczarowałem - zaletą życia na łasce krwi było to, że nie czułem teraz zmęczenia, nie sapałem jak miech kowalski. Dzięki temu, że nie korzystaliśmy z darów krwi, mego czoła nie zrosił krwawy pot - Jako człek śmiertelny zaprosiłbym Cię teraz na karafkę ciepłego miodu ale w nieśmiertelnym życiu są nam dane inne przyjemności. Zatem skoro pierwsze lody przełamane skusisz się na moje towarzystwo?

- Wszystko dobrze. Wiedziałam już, że dobry z ciebie wojownik podczas walki ze smokiem. Diana i Bruno uciekli - zaśmiała się na to wspomnienie - a ty zostałeś i walczyłeś chociaż twój miecz nie był dobrym orężem na smoka. Ale widziałam jak walczysz… To jakie inne przyjemności sobie cenisz? Może teraz spróbujemy się bez mieczy. - spojrzała na nocne niebo a potem na Mariusza czekając na jego reakcję. Potem spojrzała gdzieś w bok i rzuciła:
- Pepin wyłaź! Wiem, że tam jesteś. Nie musisz się chować.

Ponownie uśmiech wypełzł na moje usta.
- Chcesz się ze mną mocować niczym dawni herosi Hjordis? Na nagie mięśnie oblane oliwą? Zaprawdę jeszcze bardziej żałuję, że nie jestem śmiertelny by czerpać z tego radość - śmiałem się sam do siebie - Żałuję, że nie dane mi było odwiedzić kraju twych przodków.... A wiec to jest ten twój słynny podopieczny - przeniosłem wzrok w miejsce gdzie stał ukryty chłopak. Oko, “podarunek” od Thiamat stało się cieplejsze.

Z mroków zalegających pod ścianą wyłonił się niepewnie młody chłopak z wyglądu niewiele starszy od Thiamat kiedy ta przeistaczana była w Dziecko Nocy. Podszedł do dwójki stojącej na dziedzińcu i spojrzał na mnie spod byka. Potem odwrócił się do Hjordis:
- Jestem na twe rozkazy Pani - rzucił dwornie. Niestety cały efekt został zepsuty przez fakt, że kiedy to mówił zaczął czochrać się po głowie jakby go oblazły krwiożercze insekty.

- Nie jesteś mi teraz potrzebny - odrzekła mu Hjordis - Możesz iść do stajni.

Na pierwsze jej słowa chłopak posmutniał ale po ostatnich wesołe iskierki zapłonęły w jego oczach i pognał gdzieś na łeb na szyję jakby się bał, że jasnowłosa wampirzyca może zmienić zdanie.
- Nie tarzam się w oliwie by się bić - zwróciła się z powrotem do mnie - Zresztą zwykle biję się na pazury a ty ich jeszcze nie wyhodowałeś. Co zwykle robisz tedy o tej porze?

Przypatrywałem się chłopakowi pędzącemu w kierunku stajen zamkowych. Naszła mnie głupia myśl, że ten chłopak może stać się słabości dumnej Hjordis. Przeniosłem wzrok najpier na swoje paznokcie a potem na smukłą sylwetkę kobiety z północy.
- Czasami oddaje się księgom, czasami wędruje po blankach czy okolicy zamku. Studiuje traktaty fechmistrzów. Badam swoje moce, szukam ich granic by tym razem nie zawieść. Dotrzymuje towarzystwa Aureliuszowi - wyciągnął rękę po miecz ćwiczebny jaki spoczywał jeszcze w rękach Hjordis - a czym zajmują się wojownicze kobiety wikingów?

- Co to znaczy, że oddajesz się księgom? Gdybyś mówił w ten sposób o kobiecie to zrozumiałabym, iż tarzacie się razem na sianie. Ale księgi? Mam nadzieję, że masz na myśli coś innego, bo jeśli nie to rozum ci z głowy wyciekł. - Teraz wyraźnie trzymała dystans od mej osoby a na jej twarzy pojawiło się niedowierzanie połączone z obrzydzeniem.

- Hahaha - zaśmiałem się szczerze - rozum zapewne mi wyciekł i to już dawno. Oddawanie się księgom - zacząłem tłumaczyć nadal się uśmiechając - oznacza poświęcanie się im, skupianie na nich swojej całej uwagi. Nie możesz wszystkiiego brać dosłownie dziewczyno. Ja i tak prawie dość prosto ale wierz mi niektórzy z używania słów uczynili sztukę. Nie zmienia to jednak faktu, że Bruno i Scypion świetnie się spisali. Twoja łacina jest coraz lepsza.
- Co do tarzania się po sianie.... ach - machnąłem ręką ale zapewne me oczy błysnęły- nieważne... Hjordis bądź tak łaskawa i opowiedz mi o ziemi twoich ojców i o kobietach jakie po niej stąpają. Wszystkie wasze kobiety walczą tak jak ty?

- Dziwne jest to, co prawisz. Można poświęcać się rodzinie, swoim podopiecznym ale żeby księgom. To tylko przedmioty. Niektóre zawierają ciekawe opowieści w sobie ale to i tak tylko rzeczy. Nie wiem, co mam ci rzec o kobietach skąd pochodzę. To kobiety, tak jak i te, które mieszkają tutaj na tych ziemiach. Jedne takie, drugie inne. Jedne leniwe, inne pracowite. Jedne bojaźliwe, inne odważne. Jedne mądre, inne mniej mądre. Nie potrafię opowiedzieć ci o wszystkich na raz. Wybierz jedną a opowiem ci o niej.
- Większość kobiet – dodała po chwili milczenia - na mojej ziemi uczono posługiwać się bronią. Nie wszystkie zajmowały się tym tyle czasu co ja ale kiedy mężczyźni ruszali na wyprawy to kobiety stanowiły o swoich domach i osadach i w razie napaści musiały bronić swoich domostw. Tam skąd pochodzisz nie uczono kobiet jak się bronić? Kiedy zabraknie mężczyzn, którzy by je ochronili? - spojrzala na mnie zdziwiona.

- Tam skąd pochodzę Hjordis to uczono kobiety jak zaspokajać potrzeby mężczyzn. Miały dawać im potomków, miały je wychowywać choć i to zadanie należało głównie do piastunek. Uczono je jak pięknie się wysławiać, jak wykonywać robótki ręczne. Niektóre umiały grać na instrumentach, inne śpiewać. Zarządzały domem pod nieobecność mężów, ale nie, nie spotkałem się by walczyły jakimkolwiek orężem.

- Zaspokajać potrzeby mężczyzn? Co tu jest do nauczenia? U nas także kobiety rodzą dzieci ale wychowują je wspólnie z mężczyznami do tego zarządzają domem, ale nie tylko pod nieobecność mężczyzn a cały czas. To gospodyni domostwa nosi wszystkie klucze przy pasku jako symbol tego, że kieruje swoim domem i rozporządza służbą i niewolnikami. Mężczyzna dowodzi zbrojnymi ale w sprawach jadła, napojów, zapasów na zimę, czystości domostwa i tym podobnym nie można mu zawierzyć. Mężczyzna powinien zapewnić bezpieczeństwo swej rodzinie ale kiedy drakkary ruszają w morze to nieprędko można spodziewać się ich powrotu i wtedy wiele rzeczy może się wydarzyć, więc kobiety muszą być przygotowane radzić sobie.
- Jeśli wasze kobiety nie potrafią sobie poradzić w razie zbrojnej napaści a ich mężczyzn nie ma w osadzie to kto zapewni im wtedy bezpieczeństwo?

- Spokojnie, spokojnie córko Hagarda – zaprawdę powiadam wam udało mi się wzbudzić w tej kobiecie rwącą rzekę słów - Na wyprawę nie ruszają cale rzesze wojów. Inna sprawa jest że miasta ludzi południa są umacniane i wcale nie tak łatwo je zdobyć. Wojują ze sobą zwaśnione rody, szlachta walcząc o wpływy wiec ich wyprawy nie są dalekie. Jak już mówiłem ja nie spotkałem kobiety z mego ludu która wojowałaby tak jak ty. Przejdziesz się ze mną - wskazałem ręka w kierunku południowych blanek z których ciągnął się miły oczom krajobraz kiedy nocne niebo świecące blaskiem księżyca umożliwiło zobaczenie większej połaci ziemi.

Hjordis skinęła głową na propozycję i ruszyła we wskazanym kierunku, wyglądała na mocno czymś rozbawioną ale nic nie mówiła.

- Mam nadzieję, że uśmiech na twym licu wykwitł z miłego Ci mego towarzystwa a jeżeli to jakaś radosna myśl to proszę podziel się nią ze mną – nie wytrzymałem ciekaw co ją tak rozbawiło, choćby to nawet była lubieżna myśl.

- Rozbawiły mnie twoje słowa, ale dość już rozmów o moim czy twoim przeszłym życiu, które niewiele już znaczy.

Wchodząc po kamiennych schodach nie powstrzymałem jednak swojej ciekawości
- Wiem, że nie powinienem ale powiedz mi czy miałaś wybór, czy dano tobie możliwość decyzji w kwestii tego czy chcesz się stać tym kim jesteś teraz czy jednak zadecydowano za ciebie? - stanąłem na górze spoglądając za mury

Nie spodziewałem się takiej reakcji.
Z poczatku myślałem, że na blanki wdarł się dziki zwierz bo Hjordis zawarczała wściekle i gwałtownie poderwała głowę.

- Po co chcesz to wiedzieć? – ogień błyskał w jej oczach - Czy to ma teraz jakiekolwiek znaczenie? Chcesz żebym się z tobą zadawała to nigdy więcej mnie o to nie pytaj! - położyła nacisk na słowo nigdy, potem zeskoczyła z murów i pobiegła szybko w stronę majaczącego lasu.

Nie ma co. Chyba nigdy drogi czytelniku nie nauczę się trzymać język za zębami. Tamtej nocy jak i wiele innych moim zamiarem nie było rozzłoszczenie córy wikingów. Chciałem jedynie wiedzieć czy któreś z wnucząt Daimoniona miało możliwość wyboru swojej przyszłości czy zdecydowano za nich tak jak w moim przypadku.
Cóż, patrząc na reakcje Hjordis nie musiałem jej więcej o to pytać. Miałem jednak nadzieję, że wyrosła w jej sercu uraza stopnieje niczym śnieg na wiosnę u podnóża Alp. Korzystając z mocy krwi poszerzających moje zmysły wpatrywałem się w las, w którym dopiero co zniknęła Hjordis. Kobieta, która wzbudziła we mnie nie małe zainteresowanie.

Do mych uszu dochodziło coraz cichsze skrzypienie śniegu pod jej stopami kiedy biegła coraz bardziej oddalając się od zamku.

Zatem kto wygrał?

Nie będę taki….

Zdradze wam.

Pojedynek był długi i zawzięty. Obie strony, bez mocy krwi, były równie szybie i równie sprawnie posługiwały się orężem. Ja nadrabiałem nieco siłą, Hjordis za to znała więcej ciekawych manewrów szermierczych i jednocześnie stwarzała sytuacje w których mogła je wykorzystywać. Gdyby była to walka na śmierć i życie zwycięstwo nie byłoby łatwe do ustalenia i zapewne tylko szczęście lub jego brak zdeterminowałoby końcowy rezultat. Ale, że był to trening gdzie liczyły się trafienia, nieznacznie zwyciężyła kobieta wikingów.

Na pocieszenie mej męskiej dumy rzeknę wam, że jednak byłem w czymś lepszy od Hjordis Hroarrsdottir.

Zadawałem trudniejsze pytania

***

A.D 987 gdzieś w Alpach. Noc przed wyprawą do Zakonu Czterech


- Ojcze rzeknij mi słowo przed drogą

- Uważaj na siebie Mariuszu. Strzeż się rodu Giovannich

Nie ma to co stoicy i ich wyrażanie uczuć


A.D 987 Turyn

Ponownie przyszło mi pokonać tą samą droge w krotkim czasie jednakoż tym razem w drugą stronę. Niestety i tym razem droga była nader milcząca.
Wiedzcie, że Turyn kiedyś był niewielkich rozmiarow. Ot zamek i przyczepione do niego opactwo. Mało ludzi, mało krwi. Stanowił ubogą siedzibę Zakonu Czterech. Nie to co dzisiaj ale o tym jak wygląda on obecnie możecie przekonać się na własne oczy. Wtedy był jedynie mała warownią. To tam spotkaliśmy się z sir Godefroiem de Nancynavielle. Jednym z Mistrzów Zakonu Czterech. Rozmowa z nim nie należała do tych najbardziej udanych szczególnie, że stary wampir czuł jeszcze świeza zadrę w swym sercu jaką poczynili mu Giovanni.
Nie pozostawiliśmy dobrego wizerunku po sobie.
Musieli jednak przyjać to co Cabalus im ofiarował.
Niezależnie jak ofiara była młoda i nieopierzona w tym co zamierzała zrobić.

Powiadam wam, że nie było łatwo

A Hjordis fascynowała mnie coraz bardziej
 

Ostatnio edytowane przez Sam_u_raju : 10-06-2011 o 23:18. Powód: mam nadzieję, że ostatnie poprawki.
Sam_u_raju jest offline