Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-07-2011, 21:41   #7
asiootus
 
Reputacja: 10 asiootus nie jest za bardzo znanyasiootus nie jest za bardzo znany
Pustka.
Uczucie było dziwne. Jakby to było coś pomiędzy snem a jawą. Miała już do czynienia z lyrium, nie wiedziała jednak, że potrafi aż tak wprowadzić w tego typu miejsca, dawać tego typu wizje. Było to niezwykłe i niesamowite. Oraz nieco przerażające. Czuła aż zawroty głowy przez to wszystko. Dlatego wszystko, co się działo, było cokolwiek nierealne.

Demony przeszły obok, nawet jej nie zauważyły. Przepłynęły przez powietrze - to tu jest powietrze? - do budynku wyglądającego nieco strasznie. A ten następnie się zawalił. Demonów były dziesiątki, niezwykłe! Stała przestraszona, nieco oniemiała. To miało swój… urok, na pewno. Jednak było również przerażające.

Ciemność skrywała to, co się tak naprawdę stało z budynkiem. Ona sama była zbyt zagubiona, żeby cokolwiek zrobić. Dopóki nie usłyszała głosu, który kazał jej otworzyć oczy.

Stanęła przerażona, nie wiedziała, co powinna zrobić, czy powiedzieć. Demony minęły ją. Jakby nie istniała. Nie to, że chciała być zauważona przez taką hordę demonów, nie… jednak, to było dość dziwne, niespotykane. Nasłuchała się dużo o tym, że demony zabijały, przejmowały ciała, wydostawały się na zewnątrz. A teraz stanął przed nią jeden z nich. Nie. To nie był demon. Miała dziesięć lat, kiedy go zobaczyła. Jeden raz w życiu. Miasto było zaatakowane przez Plagę. Do zamku wdzierały się pomioty. Jeden z nich przyszedł ich zabić. To jej siostra złapała za miecz i go zabiła w chwili nieuwagi. Siostra ich obroniła.

A teraz ten pomiot stał przed nią. Przerażający. Ale nie zaatakował. Był absolutnie oniemiała na to wszystko. Jednak, nie, nie mógł być pomiotem. Chociaż wyglądał zupełnie jak on. Zupełnie jak pomiot. Ale to nie był pomiot. One nie mówią. A ten się odezwał i zapewnił, że nie jest tym, co o nim myśli. Nie była pewna, co o tym wszystkim myśleć. No i wdała się w rozmowę z nim.

- No więc go dostaniesz. Ale nie za darmo. To bardzo drogi prezent… W zamian chcę wszystkie dusze z wierzy Maginów, wszystkie co do jednej. Hm? Co ty na to…? No chyba, że nie chcesz już nigdy spotkać swego króla… No decyduj się, decyduj szybko! Ja mam całą wieczność, tak, ale wy nie. Szczególnie, że idzie czas żniw, hehe, szykuje mi się wiele roboty, ech… - Zguba uśmiechnął się, a uśmiech miał straszliwy.
Dziewczyna niemal spanikowała. Nie wiedziała co ma powiedzieć, co zrobić. Odezwał się do niej... mówił...
Przełknęła ślinę i cofnęła się o kilka kroków. Gdyby mogła, pewnie straciłaby przytomność.
- Ki... kim jesteś? Mówisz? Czemu... nie jesteś demonem? - Niemal nie słyszała jego propozycji. - Stwórca odszedł, zostawił nas samych! - Powtórzyła to, co mówą członkowie zakonu. Stwórca odszedł, zostawił nas samych...
- Demony, demony... - zaśmiał się Zguba - Demony to są dzieci, małpy, okruchy pod moimi paznokciami, niech to, kobieto, nie obrażaj mnie! Ja nie jestem demon. Ja jestem Zguba, jasne? - zbliżył się, popatrzył Elissie w oczy, jął najwyraźniej zastanawiać się nad czymś - Ty mnie słuchasz w ogóle?
Cóż, była przerażona i nie było to dla niej najłatwiejsze. Nie wszystko dochodzi do człowieka... czy elfa, tak łatwo, od razu.
- Ale... czyją jesteś zgubą? Moją? Chcesz mnie zabić?
Zguba westchnął, zawirował, okrążył Elissę krótkim lotem, kilkakrotnie zmieniając w międzyczasie kształt, by w kocu powrócić do pierwotnego i na powrót stanąć przed rudowłosą. Popukał ją w czoło. - Stuk-puk, jest tam kto? Słuchaj, gdybym chciał cię zabić, to bym cię zabił, ha, gdybym chciał cię zabić to może w ogóle byś się nie urodziła! Jak zechcę zabić to zabiję, jak zechcę bardziej to zabiję wszystkich. Może tak, może nie. Ale popatrz! Ty wciąż żyjesz tym swoim marnym, śmiertelnym żywotem! Ale żyjesz! A wiesz dlaczego? Bo nie chcę cię zabić!
Odrzuciła głowę w tył, kiedy ją “postukał”. Nierealność sytuacji - nawet jak na Pustkę - uderzyła w nią. Nie była pewna w co wierzyć, ale raczej demonem nie był. Przecież, że nie. Od razu to wyczuła. A może nie? Nie wiedziała. Nie wiedziała czy żyje, przynajmniej nie była tego pewna. Czuła się jak w śnie, a może właśnie tak powinna się czuć.
- Wierzę ci - odpowiedziała patrząc hardo w te straszną, nieludzką twarz. Walczyła z przerażeniem, jednak może jedynie zginąć. A jeśli zginie nie czując wcale, że żyje - nic się przecież nie stanie. - Zgubo... jeśli to, co mówisz jest prawdą, cokolwiek zrobię, jakkolwiek się zachowam... Dusze wszystkich z Wieży Magów i tak są Twoje. Czego ode mnie oczekujesz? Czemu dajesz mi wybór na coś, czego i tak nie zmienię?
Zguba ponownie westchnął, najwyraźniej niezadowolony z tych wszystkich pytań, z wątpliwości, które musi powyjaśniać. Wyglądał jak ktoś, kto nie do końca wie jak się za to zabrać.
- Śmiertelnicy, czemu wy zawsze zadajecie tyle pytań. - po czym usiadł na powietrzu - Od początku; jak coś się rodzi, to musi to coś w końcu umrzeć, tak?
- Tak - potwierdziła zastanawiając się do czego to zmierza.
- No! - uradował się Zguba - Wreszcie coś kumamy! Więc; jak coś się rodzi, to musi umrzeć, dusze z wieży Maginów kiedyś się narodziły i kiedyś umrą, tyś sie narodziła i też kiedyś umrzesz, to są rzeczy na które nikt nie ma wpływu. To znaczy, nikt oprócz mnie, tak się składa...
- I teraz znów nie rozumiem. Czy Ty chcesz, żebym zabiła wszystkich z Wieży Magów? - zapytała drżącym głosem. Bała się odpowiedzi.
Zguba roześmiał się długim rechotem, podczas którego przewinęło się przezeń kilka monstrualnych kształtów - A dałabyś radę? - zapytał.
- Nie - odparła po prostu. - Niestety. Nie przeszłam nawet Katorgi, oni... nawet Pierwszy Zaklinacz... nie dałabym rady nigdy w życiu. - Jej głos był cichy, niepewny. Bała się tego, co powiedziała.
- A, no widzisz! - zawołał Zguba - Rady byś nie dała, a do zabijania już chętna! Haha. Ale nie, nie... ty nie masz nikogo zabijać, popsułabyś mi tylko całą zabawę i naszą grę trafiłby szlak. I musiałbym szukać następnej ofiary. Dobra, musisz zrozumieć, że jesteś na bardzo dobrej pozycji, nikt nie chce cię zabić ani nic. Hehe. Jeszcze mam dla ciebie prezent. Powinnaś się cieszyć!
Nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć. Od samego początku myślała o tym, że żądają od niej zabicia wszystkich magów w zamian za ukochanego. Najwyraźniej nie o to chodziło. I nieco jej ulżyło.
- Prezent? - potrząsnęła głową. - Powiesz mi, co mam zrobić? Bo jeśli nie muszę zabić nikogo, zrobię wszystko, żeby... - Westchnęła. Prawdopodobnie, nie, na pewno wiedział o co jej chodzi.
- Ha! - zadowolony okrzyk Zguby poniósł się wszędy złowieszczym śmiechem - Umowa stoi! - i uśmiechnął się szeroko, wyraźnie zadowolony z dokonanej transakcji.
Cofnęła się o krok. Nie była pewna czy dobrze zrobiła.
- Więc?
- Więc... - odpowiedział Zguba - Ubierz się ładnie, wyszykuj, czy co tam... i w drogę! Znajdź ukochanego, ładnie się ukłoń, wiesz, tak po dworsku, jak przystało na księżniczkę! Przedstaw się, powiedz, co czujesz... a on już twoje uczucie odwzajemni!
Nie no, to jakiś nienormalny sen, przeszło jej przez myśl. Nie mogła uwierzyć w to, co tutaj słyszy, w to co tutaj widzi. W nic. Wszystko było zbyt nieprawdopodobne.
- A czego chcesz w zamian? - musiała zapytać.
- W zamian wezmę sobie wszystkie dusze z Wieży... - Zguba machnął ręką od niechcenia - Tobie i tak na nic się nie przydadzą...
Dopiero teraz do niej dotarło to, co się stało. Albo to, co się mogło stać. Co... cholera, co to właściwie miało być?
- Zabijesz ich? Ot tak? Przeze mnie? Ale... dlaczego? Dlaczego ja?
- Elisso! - zakrzyknął Zguba - Za kogo ty mnie masz? Zabić ich? Ot tak?! O nie, co to, to nie! Ja ich zabiję w pięknym stylu! To będzie istny popis morderczego kunsztu! Nie po to siedzę tu i nudzę się od zarania dziejów, żeby zabijać o t t a k gdy już nadarzy się okazja!
- Przerażasz mnie. A ja nadal nie rozumiem, co się dzieje. I może nie powinnam. Pozwól im się chociaż bronić... - poprosiła cicho. Nadal czuła, że to wszystko nie może być do końca realne. Była w koszmarze. W koszmarze...
- Cholera! - wykrzyknął Zguba - Oczywiście, ze cię przerażam! Przecież jestem Zguba! Gdybym nie miał przerażać to nazywałbym się... inaczej! I miał postać kwiatka. O, może nazywałbym się Kwiatek. Albo Nadzieja! Haha. Żadnej obrony! Ty byłaś ostatnią linią ich obrony!
Nie odpowiedziała na to, bo i jak miała odpowiedzieć. Miała wrażenie, że wyrzuty sumienia ją zjedzą. Z drugiej strony... to oni odebrali ją od matki, kiedy była mała. To przez nich musiała odejść z zamku. To oni zmusili ją, żeby studiowała magię, chociaż nie była w tym dobra. Cholera, załatw jeszcze Templariuszy i jesteśmy kwita...
- A co z prezentem? - zapytała bezczelnie.
- Właśnie, właśnie... niech nie dręczy cię sumienie. Oni są... sprawcami wszystkich twoich cierpień. Należy im się śmierć. Należy. Pomyśl zaś o swoich listach, pomyśl o ukochanym. Oto mój prezent, jego odwzajemniona miłość! Idź po nią, idź, idź
Kłamie, pomyślała. Ale nie powiedziała tego na głos. Prawdopodobnie i tak już było za późno. Nie to, że czuła żal, ale... słowa brzmiały jak klamstwo. Odetchnęła. Niech się dzieje co chce. Jeśli będzie ją kochał i będzie szczęśliwy, to dobrze. Jeśli nie - i tak zdobędzie jego miłość. Ważne, żeby odejść z wieży.
- Powiedz mi, gdzie znajdę demona, którego mam zabić - powiedziała nieco... no, niezbyt uprzejmie.
- Cholera, składam ci taką dobrą ofertę, a ty mnie śmiesz od kłamców wyzywać! - westchnął Zguba - Demona? A idź przed siebie, na pewno na jakiegoś trafisz. Wybierz sobie jakiegoś... w razie problemów, powiedz mu, że Zguba kazał mu umrzeć. No, niech to będzie dodatkowy prezent, bo miła z ciebie osóbka.
- Czy w ten sposób pokazujesz mi, że mówisz prawdę? - zainteresowała się. Było to całkiem niezłe, szczególnie, że nie sądziła, że udałoby się jej zabić demona.
- No tak, tak... właściwie to tak. - zastanowił się Zguba - Poza tym, szkoda byłoby gdyby cię ubił jakiś demon, cała nasza zabawa poszłaby na marne...
- Rozumiem. Teraz odejdę. Chyba... powinnam podziękować za okazaną mi dobroć - stwierdziła i niepewnie ruszyła przed siebie. Chciała, żeby Zguba jak najszybciej zniknął z jej oczu.
Zguba roześmiał się wesoło. - Może powinnaś, może nie. Będzie okazja przy następnym spotkaniu - po czym mrugnął do Elissy i rozpłynął się w powietrzu.

Nawet się nie odwróciła, po prostu poszła przed siebie. Nie wiedziała, czy wierzyć w słowa Zguby czy nie powinna. Jednak w jakiś sposób to odchodziło na dalszy plan. Czuła, że kiedy się obudzi, wyjdzie z Pustki, to wszystko stanie się nieco bardziej odrealnione. Że będzie jej się wydawało, że jest to sen.

W pewien sposób nie miała wyrzutów sumienia. Nie do końca uważała, że na to zasługują, ale jednak w pewien sposób... wiedziała, że się nią bawiono, ale również mogła być częścią większego planu. Może. Chciałaby. Wspomniał o "czasie żniw". Miała wrażenie, że zanosi się na coś dużego. Tak naprawdę w momencie zgody nie wiedziała na co się zgadza. Potem starała się po prostu zachować twarz.

Miała zamiar wykorzystać to, co powiedział Zguba. Kiedy znalazła demona, podeszła bliżej i powiedziała mu, że Zguba kazał mu zginąć. Doprawdy musi być to dość ciekawe doświadczenie.
 

Ostatnio edytowane przez asiootus : 04-07-2011 o 21:44.
asiootus jest offline