Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-07-2011, 20:01   #10
Gryf
 
Gryf's Avatar
 
Reputacja: 7045 Gryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputację


Nazywali go świętym szaleńcem, choć nie był ani święty, ani szalony.

Nazywali go ojcem, choć nigdy nie miał dzieci.

Nazywali go Szkutnikiem i to akurat była prawda.
Żył z budowania statków, a największe z jego dzieł stało się jego domem i więzieniem.

+

Jeszcze parę lat temu jego największym zmartwieniem było terminowe oddawanie kolejnych etapów projektu, prawidłowe rozliczenie podatków i wyczerpujące się zapasy kawy w biurze. Od czasu do czasu wizyty u psychoanalityka, który przepisywał mu prochy na banalnie lekką i nieistotną depresję.

Teraz przyglądał się ukrzyżowanemu facetowi gadającemu o wybrańcach i zagładzie i zupełnie na serio rozpatrywał, czy Wieszcz nie ma racji. Przyglądał się wyznawcom. Widział oczy wpatrzone w guru jak w obrazek, widział usta bezgłośnie szepczące słowa modlitwy, widział też ironiczne uśmieszki i uniesione brwi. Słuchał słów proroka, słuchał nabożnych szmerów i nerwowych chichotów.

Analizował emocje świadomie poddając się rytmowi tłumu zebranego w stołówce. Coś było nie tak.

Bardzo nie tak.


+

Przejście przez anomalię było zbiorową traumą. Śmierć dziewięciu milionów ludzi, niemal całej populacji, dziewięciu z dziesięciu przyjaciół, wrogów i współlokatorów - wyryła się jak bolesna rana w świadomości wszystkich ocalałych. 3764457 nie był wyjątkiem.

...waśmaryjołaskiśpełnapanztobąbłogosławionaśty...

Prosta, schludnie urządzona cela. Starannie pościelona prycza. Żadnego grafitti, żadnych plakatów, nawet zdjęć rodziny. Gdyby nie człowiek siedzący po turecku dokładnie na jej środku, można by ją uznać za niezamieszkałą.

...panztobąbłogosławionaśtymiędzyniewiastamiibłogosławionowocżywota...

Świat nie istniał. Czas nie istniał. Cela nie istniała. Życie przed Gehenną nie istniało. Nawet twarda, zimna posadzka i nagrzane od dłoni, przesuwające się między palcami koraliki różańca. Doznania materialne znikały jedno po drugim.
Gdzieś w międzyczasie zniknęły z jego świadomości Gehenna, Strażnik, zagłada więźniów i podróż przez piekło.

...twojegojezusświętamaryjomatkobożamódlsięzanamigrzesznymiteraziwgodzinę...

Nie istniał głód, zimno. Nie istniały pragnienia, wątpliwości, wina. Szepczący z każdym wypowiedzianym dźwiękiem cofał się bardziej do wnętrza. Kolejne maski rozsypywały się w pył. Zniknął więzień numer 3764457, zniknął Jakub Josephson, jego przeszłość, dom, rodzina, zawód, zniknął wiecznie zamyślony inżynier-urbanista, jeden z setek tysięcy podwykonawców Gehenny. Zniknęły wszelkie przewinienia, życiowe błędy, zniknęły drobne wady, zniknęły umiejętności, życiowy dorobek i osiągnięcia, zniknęło wszystko co czyniło go indywidualnym człowiekiem.

To co pozostało, uwolnione ze wszystkich więzów i masek, otworzyło oczy, rozejrzało się dokoła i poczuło zapierający dech w piersiach zachwyt. Świadomość. Nieodparty urok oczywistości. To było jak spojrzenie w oczy Boga.

Materialnie nic się nie zmieniło. Nadal był w piekle. Ale wiedział już po co tu jest.

I co musi zrobić.

+

Co różniło Jakuba w tamtym momencie oświecenia od człowieka, który stał teraz w tłumie, słuchając szaleńca przybitego do krzyża?

To proste: Dwa lata doświadczenia.

Dwa lata, które zmieniły go nie do poznania. Rzutki, charyzmatyczny kaznodzieja o magnetycznym spojrzeniu był tak odległy od zahukanego inżynierka budowlanego, którym był, gdy trafił na Gehennę, że gdyby postawić tych dwóch ludzi obok siebie, ciężko by stwierdzić choćby pokrewieństwo.
Odkrycie powołania było pierwszym krokiem. Nieustająca misja, chrzest, wejście w struktury Lion's Heart, tysiące rozmów, kazań, dysput filozoficznych, setki małych i wielkich codziennych problemów, zwycięstw i porażek. Dusze nawrócone, dusze bezpowrotnie stracone. Każde z tych doświadczeń odciskało ślad. Rozwijało. Zbliżało do CELU.

Misja trwała. Cel był jasny i prosty, ale diabeł jak zwykle tkwił w szczegółach, a opór materii był bezlitosny.

Metaliczny smak w ustach wybił Jakuba Szkutnika z zamyślenia.


[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=Yo61i7OOloI[/MEDIA]

Krótko ogarnął wzrokiem otoczenie i wsłuchał się w głos intuicji. Diagnoza była prosta: demon, blisko. To, czy Gabor był prawdziwym prorokiem nie miało już teraz większego znaczenia. Szybka ocena "po owocach czynów" nie pozostawiała cienia wątpliwości - facet emanował szaleństwem. Nagromadzone złe emocje: obłęd, strach, obsesja, cierpienie, wzmocnione znajomą ikoną krzyża odbijały się następnie szerokim echem w oczach i sercach słuchaczy. Prosty mechanizm, do którego zrozumienia nie trzeba religii, a jedynie podstawy psychologii. Empatia to potężna broń. A tu, na Gehennie, w nieodpowiedzialnych rękach mogła wyrządzić monstrualne zniszczenie.

Zdążył już trochę poznać ludzi wokół siebie. Misjonarski odruch. Tu nawiązać kontakt wzrokowy, tam krótka wymiana informacji o odciętych rewirach, czy geografii najbliższych korytarzy. Na koniec parę rozdanych fajek i pastylek żywnościowych. Za mało, żeby więźniowie rzucili się do obrony Jakuba przed ochroniarzami Wieszcza, ale dość by uchodzić za mniej więcej "swojego" i nie dostać kosy pod żebra za sam fakt odezwania się niepytanym.

- Później ci to wyjaśnię. Zaraz tu będzie kocioł. - rzucił szeptem do stojącego obok żylastego chudzielca z klanowymi tatuażami na twarzy - Spokojnie podejdź do drzwi i otwórz je na oścież, później to samo przy drugich. Potem zacznij mówić tym w tylnych rzędach, żeby wychodzili.

Upewniwszy się, że rozmówca zrozumiał, uniósł głowę i podjął spojrzenie Wieszcza Gabora. Jakub wiedział, że nagromadzona energia emocjonalna tłumu za parę minut zmaterializuje tu demona. Jeden człowiek nie mógł rozproszyć tej energii... ale przy odrobinie szczęścia mógł jej nadać przeciwny znak. Lub przynajmniej zmienić jej bieg w mniej niebezpiecznym kierunku.

- Gdzie mamy go szukać, rabbi?! - rzucił pewnie w stronę mówiącego. Dość głośno, by zwrócić na siebie uwagę całej sali i wywołać pełną konsternacji ciszę - Gdzie mamy szukać Wybrańca? Czy ukrywa się pośród Armii Lwa, czy raczej Mówiących Do Demonów? A może żyje niczym Daniel pomiędzy Hienami? Czy ukrywa się w sekcji dziobowej, czy raczej grzeje się w blasku bio-labów? Czy jest świętym szaleńcem, czy może jajogłowym z Gildii Zero? I gdzież, ach gdzież, chował się przed nami te wszystkie lata? - rzecz jasna zasypując Gabora pytaniami, nie dawał mu czasu na jakąkolwiek odpowiedź. Po pierwszym zdaniu posłał mu jedno krótkie spojrzenie, mówiące "zagrożenie, wiem co robię, zaufaj mi". Nie umiał ocenić, czy dotarło. Mówiąc, wszedł na krzesło, by być lepiej widocznym, jego wzrok wędrował między prorokiem, a pozostałymi słuchaczami. Kątem oka obserwował, czy wyjścia ewakuacyjne są już otwarte. Mając pewność, że ściągnął na siebie uwagę całej sali, zszedł z nuty mentorskiego kazania do rzeczowego tonu ogłoszeń parafialnych - Wybaczcie, że przerywam. Wieszcz Gabor może mieć rację, ale właśnie dostałem cynk, że tu nie jest bezpiecznie. Bez paniki. Osłonięte przejście do sekcji...

Spokojnym tonem omawiał trasę ewakuacji, całą uwagę tłumu kierując w stronę wyjścia. Zupełnie, jakby nic takiego się nie działo i pośrodku sali nie miała się zaraz zmaterializować bestia z piekła. Celowo nie sprecyzował zagrożenia. Ludziom przywykłym do ukrywania się przed Strażnikiem, Demonami i psychopatami pewnych rzeczy nie trzeba było tłumaczyć.

Mówił pewnie, starając się na bieżąco reagować na wszystkie niespodzianki. Gdyby udało mu się "przejąć" tłum, miał zamiar wyprowadzić wszystkich z tego miejsca i rozproszyć. Gdyby Gabor podjął wyzwanie i wygrał - a około trzydzieści procent obecnych wyglądało na jego fanatycznych wyznawców - cóż, Jakub mógł tylko liczyć, że uda mu się dopaść do wyjścia, nim rozszarpią go na strzępy. Jeśli ruszą w pogoń, również będzie to jakieś zwycięstwo.
 
__________________
Show must go on!

Ostatnio edytowane przez Gryf : 27-10-2011 o 19:56. Powód: dodanie starego avatara
Gryf jest offline