Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 16-08-2011, 12:59   #5
Asenat
 
Asenat's Avatar
 
Drzewka nad jeziorem zaczynały wypuszczać pąki. Wokół trwała jeszcze zima, choć jezioro wyzwalało się pomału z okowów mrozu. Wzmocnione Sztuką Życia sadzonki rosły po jednej i pod drugiej stronie bariery i na przekór ciągle mroźnym nocom obudziły się do życia.

Duch siedział na kopcu i śpiewał. Czasami nie tylko pieśń o wielkiej bitwie. Samotny, zaczął sam składać pieśni z rozmów z tymi, którzy przybyli, by pożegnać się ze zmarłymi. Smutne pieśni o stracie i poczuciu winy.

- Nazywam się Władimir Kilienko, Śmiejący się w Walce z Patrzących w Gwiazdy. W bitwie straciłem syna i dwóch braci...

- Jestem Ondriej Tysiąc Pieśni z Pomiotu Fenrisa. Przeżyłem jako jedyny z mojej watahy...


Duch był dobrym powiernikiem. Stary, bardzo stary, z twarzą pociętą zmarszczkami jak kora drzewa, więcej słuchał niż mówił, pozwalał płynąć słowom i łzom.

- Nazywam się Ravna Turi, moim dziadkiem był Pelle Niedźwiedź, moim przodkiem był Marcus Wilk i wielu innych, których imion nie znam. Wszyscy podążali za stadami, słuchali ludzi, duchów i zwierząt, by wybierać mądrze i chronić tych, których nazwali własnymi. Straciłam w bitwie wielu przyjaciół i patrzyłam na śmierć tego, którego przysięgałam bronić. Jestem jedną z tych, których wilki nazywają cudotwórcami. Na jeziorze zrozumiałam, że cud... to czasami za mało.


Dopóki lód na jeziorze był mocny, Ravna kłaniała się duchowi i szła do miejsca, gdzie ciągle ziała przerębel, kładła się płasko na tafli, wsadzała głowę w lodowatą wodę i otwierała oczy. W naiwnej nadziei, że może coś się odmieni, i ta chwila wydarzy się raz jeszcze. W snach Ravny Cirn, Ten, który Prowadzi, tonął każdej nocy.

***

Tafla lodu jęknęła pod uderzeniami szponów.
- Wpuść mnie!
- Nie mogę, naprawdę!
- Otwieraj! Wpuść mnie, suko! Otwieraj!


Cirn stał za ścianą z lodu w drzwiach domu Stanisławy, który Ravna zajęła po kłótni z Diakonem. Włosy wilkołaka unosiły się w wodzie, na nagiej skórze wykwitały ślady odmrożeń. Cirn wył i rzucał się na barierę. Ravna klęczała przed progiem i płakała.

- Nie mogę, nie wiem jak...
- Nigdy nic nie wiesz! Otwieraj! Wpuść mnie!


Ocknęła się, zwinięta w kłębek na wycieraczce. Wszystko ją bolało, a w ustach rozpełzła się suchość i paskudny posmak żółci.

- Ravna?


Podniosła się na ramieniu. Ciągle tam stał, choć już nie walczył. Obejmował się ramionami i zdawał się nasłuchiwać.

- Ravna? Jesteś?
- Jestem... tak... co...?
- Zimno... mi...


Zerwała się na równe nogi, naparła dłońmi na lód, zostawiając na niej skrawki przymrożonej skóry. Tafla ani drgnęła. Cirn po drugiej stronie pokręcił głową, spojrzał gdzieś w mrok za sobą, w jego oczach kiełkował strach.

- Nadchodzi.

Ravna wrzeszczała aż do zdarcia gardła. Cirn tłukł barierę, ale choć ruszał ustami, do szamanki nie dochodził już żaden dźwięk.

A potem zaległa ciemność, bariera się rozwiała i Ravna poleciała do przodu, wypadając na ganek. Na wschodzie pojawiała się zaledwie blada sugestia świtu, drzewa spały przykryte śniegiem i trwał bezruch zimy.

- Cirn?

Wstała i przeszła niepewnie dookoła chaty, brodząc na bosaka w śniegu. Odpowiedziała jej tylko cisza. Łzy zamarzły Ravnie na policzkach.

- Cirn? Możesz... wejść - pisnęła zrozpaczonym, cienkim głosem. I nie stało się nic.

"Co ja robię? Chodzę po nocy po lesie w samej piżamie i wołam zmarłego wilkołaka...".

- Cirn? Jesteś?


"Chyba oszalałam".

Ravna trzęsła się z zimna. Odwróciła się do odległej chaty, w której oknie palił się wątły ogienek lampy. Potem opuściła oczy na ziemię i zaparło jej dech. Śnieg był upstrzony licznymi śladami.

***

Niski, ciemnowłosy mężczyzna chodził pochylony wokół chaty, studiując uważnie ślady. Ravna siedziała na pieńku skurczona jak nieszczęście. Nie zmieniła pozycji od kiedy w nocy wycofała się ostrożnie z powrotem do chaty, i odkryła wewnątrz mokre ślady stóp. Nie zebrała nawet niczego do ubrania, i wezwany na pomoc Adam zastał ją przerażoną do granic histerii, przemarzniętą i bosą. Zdołał wycisnąć z szamanki tylko tyle, że ktoś chodził w nocy wokół chaty i był w środku, i obecnie badał ślady. Wreszcie wyszedł z chaty, przysiadł obok Ravny na pieńku, zapalił cuchnącego, taniego papierosa i zapatrzył się w drzewa.

- Ravna, nie jestem żadnym Winnetou... - zaczął ostrożnie.
- Ale?
- Ale, maleńka, to są twoje ślady
- powiedział delikatnie.
Opatuliła się mocniej swetrem, który jej dał i milczała zawzięcie.
- Znalazłem za to ten proszek, którym się szprycujesz, i butelkę koniaku. Pustą - kontynuował cicho i z troską. - Zalałaś się, miałaś koszmary i chodziłaś we śnie. Po bitwie... to nic niezwykłego, naprawdę...
- Wiem, co widziałam - warknęła. - To też mi się przyśniło? - podetknęła mu pod nos rękę o paznokciach pozdzieranych do krwi.
Adam odchrząknął i starannie zagasił peta na pniaku.
- Na framudze drzwi są ślady paznokci. Drapałaś w drewno... Ravna, posłuchaj... nie, posłuchaj mnie. Mieszkanie samemu na tym pustkowiu nie jest za mądre. Nawet jeśli akurat tu będę, nie będę wiedział, co mam zrobić, jak coś się stanie. Wróć do fundacji.
- Aureliusz...
- zaczęła.
- Słuchaj mnie, nie skończyłem, do cholery. Niezależnie od tego, o co się poprztykaliście - a to było naprawdę takie dojrzałe, że aż mi dech zaparło - należysz do nich. Więc powinni ci pomagać, nawet jeśli im to nie w smak. Nawet jeśli ta pomoc to zaprowadzenie cię do łóżka, jak znowu zaczniesz po nocy ścigać upiory, hm?
- Nie powiedziałam, że to był on i...
- Nie powiedziałaś. A ja się domyśliłem, jakiż ja sprytny i przenikliwy, i w ogóle
- w głosie Adama zabrzmiała gorycz. - Wróć. Oni cię potrzebują. Ty potrzebujesz ich. I obiecaj mi jedno.

"Od kiedy przyjechałam do Moskwy, nie robię nic innego, jak tylko coś obiecuję wilkołakom. Co mi tam, jedna przysięga w te czy we wte. To z dotrzymywaniem danego słowa mam problem."

- W porządku.
- Nie kombinuj nic z tym bębnem sama. Dopóki nie będziesz wiedziała dokładnie, co to jest.
- Dobrze.
- Obiecujesz?
- Tak, obiecuję.


Adam rozjaśnił się w uśmiechu i jego twarz oszusta i drobnego cwaniaczka stała się naprawdę piękna. Ravna pozwoliła się wyściskać i wycałować i przestała żałować, że mu skłamała. Przynajmniej kamień spadł mu z serca, kamień, który sama wrzuciła na jego barki.

"Kłamstwa, które mówimy z miłości".

***

Diakon siedział zamknięty w swoich pokojach i Ravnie szczęśliwie zostało oszczędzone tłumaczenie się na wejściu, dlaczego przeprowadza się po raz kolejny w ciągu dwóch tygodni. Z kuchni, do której szamanka zajrzała w poszukiwaniu czegoś do żarcia unosiły się smakowite wonie, a korytarzem mknęła Auria. Cała w skowronkach, z rozwianymi rudymi lokami i talerzem w ręku. Ravna zajrzała ciekawie na pozostawione na patelni resztki. Śledztwo wykazało, iż Diakonowi zostanie dziś zaserwowany smażony jesiotr...

Młoda hermetyczka zadziwiała Ravnę na każdym kroku. Co prawda nie mogła wyzbyć się smutnego wspomnienia po Amy, również tak młodej, jak i wrażenia, że "Dzieci. Przysyłają nam dzieci. Żeby walczyły i umierały.". Jednak przybycie Aurii pomogło fundacji, i to nie tylko dlatego, że przyjmujący z godnością jej kulinarną troskę Diakon zaczął się częściej uśmiechać. Auria wniosła powiew radości w mocno duszną atmosferę.

A także zmieniła drastycznie strefy wpływów w lodówce. Ravna grzebała w lodowym wnętrzu dobry kwadrans, zanim znalazła swoje odłożone na ciężkie czasy mięsko. Za to śledzie zniknęły jak sen jaki złoty...

- A Ravna... - Jon stanął w drzwiach. - Porzuciłaś życie na łonie na rzecz cywilizacji? Wywaliłem twoje ryby, Auria się skarżyła, że się zepsuły i wszystko od nich zaśmiardło.
- Nie zepsuły się - jęknęła. - Kiszony śledź nie ma prawa się zepsuć, choćby leżał sto lat!
- Czyli jednak śmierdziały - Jon pokiwał głową.

Po obiedzie zamknęła się w pokoju, z bębnem na kolanach. Do zapasów drogich alkoholi, które Ravna jako skrzypaczka dostawała od wielbicieli na szczęście nikt się - jeszcze - nie dobierał. Mogła więc zapić muchomory arcydrogim whisky.

Kiwała się nad bębnem, szepcząc i śpiewając. Z istotą już nie rozmawiała. Po Ciszy, jaka ją spotkała, wiedziała, że nie mają sobie nic do powiedzenia. Jakie dyskusje można prowadzić z kimś, z kim nie zgadzasz się w niczym. Do tego zaczynała mieć podejrzenia, że pijawka się mści.

Drzwi się zamgliły i stały się półprzejrzystą ścianą lodu. Dobiegło zza niej łupnięcie i zgrzyt. I kolejne. I kolejne.

- Otwieraj! Wpuść mnie!


Ravna próbowała to zignorować. Była niemal pewna, że to istota z bębna zabawia się nocami dręcząc ją obrazem tego, którego nie potrafiła ocalić. Zaczęła podejrzewać po poprzedniej nocy. Cirn nigdy nie zwrócił się do niej po imieniu. Zapamiętanie miana śmiertelnika byłoby dla niego zapewne ogromnym poniżeniem...

- Wpuść mnie!

A jednak nie mogła mieć pewności. Ciała Tego, który Prowadzi nie odnaleźli po bitwie. Zawsze zostawał ten nikły cień obawy, że wilkołak trwa gdzieś tam w krainie wiecznego lodu, zamarza i woła o pomoc, której ona mu ze strachu odmawia. W Ravnie powoli kiełkowała potrzeba znalezienia wprawnego Euthanatosa.

***

I następnego dnia Euthanatos się znalazł! Magicznie i niesamowicie, jakby prowadzony za rączkę przez duchy. Nawet nie jeden do tego, od razu dwójka... przebierać a wybierać. Ravna siedziała na krawędzi fontanny ostro zmulona alkoholem i grzybami. Przysłuchiwała się wzajemnej prezentacji, wodząc podkrążonymi oczami od Claire do Jovana. Listę imion Diakona znała już na pamięć. Ziewnęła jak kot, pokazując światu i zgromadzonym szparę między jedynkami i ostry, różowy języczek.

Zdawała się drobna i krucha jak porcelanowa lalka. Z delikatnej twarzy o egzotycznych rysach patrzyły czarne, skośne oczy, przekrwione i podkrążone, jakby dawno dobrze się nie wyspała. Wrażenie potęgowały ciemne, sztywne jak szczecina włosy, mocno potargane i przyozdobione gdzieniegdzie igliwiem i zagubionym liściem. Bawiła się cały czas haftowanym woreczkiem zawieszonym na rzemykach na szyi i uśmiechała się niepewnie. Pod miodową skórą zdawało się pełgać dziwne, migocące lśnienie.

Wreszcie uśmiechnęła się jak chochlik, przymrużyła oczy. Wzorzec Jovana był ciemny. Nie zaciemniony, jak Ravna pamiętała wzorzec Jona – mistrza entropii. Wzorzec Euthantosa był jakby zadymiony czarnym dymem, w którym pobłyskiwał pył, być może węgiel. Wytężając magyczną percepcję czuć było ców dymny całun skrywający całą jego posturę, zarówno wzorzec jak i przestrzeń wokół, nawet myśli, które mogłyby się przedrzeć.
Dusza... Ciekawość... Ravna chciała zajrzeć. Zaniosła się kaszlem, jakby przebywała w płonącym budynku. Na moment w nozdrzach miała szczypiący odór dymu.

- Ekhe... Khyyyyyyyym - w oczach pojawiły się jej łzy.
- Co ci? - zatroszczył się Gustaw.
- Ciekawość zabiła kota - uśmiechnęła się blado i w tym właśnie momencie podsłuchujący Jon oberwał klamką po łbie, zostając drugim kotem, któremu dostało się za ciekawość.

W powstałym zamieszaniu Ravna sięgnęła do woreczka na szyi. Jej usta poruszył szept i Jon otworzył oczy, ciągle jednak lekko ogłupiony siłą uderzenia.

- Następnym razem stawaj trochę dalej - poradziła mu Ravna od serca. - Gustaw? Możesz poćwiczyć to, co ci pokazywałam ostatnio?
- Teraz?
- Teraz.
- Tutaj?
- Tutaj.
- Ale po co?
- zmarszczył się i Ravna przeklnęła pod nosem hermetycką dociekliwość.
- Wiesz dobrze, po co. - wymownie przytknęła złożoną dłoń do ucha.
- Nie. Nie zrobię tego. Dlaczego chcesz...
- Oj, już cicho. Od kiedy jesteś taki praworządny? Następnym razem, jak się urżniesz i będziesz chciał zawlec Śpiącą do fundacji, nie będę cię kryła, Panie Zawsze Porządny.
- Następnym razem, jak będziesz jarać trawę w fundacyjnej bibliotece, też cię nie będę kryć!

- Nie nadymaj się tak, bo się rozpękniesz. Czytałeś książkę, którą ci dałam?
- Pamiętniki Mistrza Norberta z podróży na północ? Tak.
- Wiesz już, jakie trzy błędy popełnił?
- Pierwszy to, eeeeee... to nie byli twoi. Nie noaidi.
- Brawo. To były Werbeny. Zrobiły go w jajo. Drugi błąd?
- Po tym, jak się napił z tego kotła, narracja mu się urywa.
- Właśnie. Nie powinien był tego pić. Prawdopodobnie napuściły potem na niego duchy. Dla zabawy. I musiało być naprawdę wesoło, skoro wstydził się to opisać. A trzeci?
- Myślałem, eee.... nie wiem.
- Trzeci błąd leży u podwalin dwóch pierwszych.
- Nie wiem, naprawdę.
- To proste - wybrał nieodpowiednią tradycję
- odparła Ravna i uśmiechnęła się szeroko.
- Chyba się obrażę - zasugerował poważnie chłopak.
- Za co? Za prawdę? Chciałeś się uczyć. To, jak jest postrzegana twoja tradycja, to element nauki.
- Jasne. Ravna? A zastanawiałaś się kiedyś, jak jest postrzegana twoja?
- Nie muszę się zastanawiać. Ja to wiem. I, jak widzisz, nie mam z tym żadnego problemu
- wstała i ujęła jeden z bagaży Claire.

- Chodź, Claire, pomogę ci się rozpakować. Porozmawiamy sobie od serca. Jak szamanka ze śmierdzącej jurty z przedsiębiorcą pogrzebowym. - przymrużyła oko.

Chwilę później Ravna ustawiła bagaż na łóżku w pokoju, który Euthanatoska sobie wybrała.
- Jak widzisz, mamy tu nadreprezentację hermetyków... nie możesz przejść z pokoju do lodówki, żeby nie nadziać się na jakiegoś, jak spaceruje z głową zadartą ponad nimb nieomylności. Albo żeby nie potknąć się o tajemnicę, o której nie rozmawiamy, bo... nie rozmawiamy i już - wyszczerzyła zęby w uśmiechu. - Jak czegoś nie podsłuchasz, to nie będziesz mieć wiadomości z pierwszej ręki. Właśnie toczy się ważna rozmowa, i pomyślam sobie, że gdybyś narobiła szumu pod pokojem Aureliusza, mogłabym tam przystawić magiczne ucho. Oczywiście, jak się sprawa wyda, nasze nazwiska będą otwierać shitlistę, jaką Jovan Ponury Żniwiarz nosi za pazuchą. Aureliusz też ma taką... To jak? - uśmiechnęła się niewinnie. - Chcesz zacząć pobyt w fundacji od akcji szpiegowskiej?
 

Ostatnio edytowane przez Asenat : 16-08-2011 o 16:03.
Asenat jest offline