Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 26-08-2011, 20:28   #9
Seachmall
 
Seachmall's Avatar
 
Reputacja: 10525 Seachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputację
Sabathiel wyszła na korytarz wraz z innymi i sięgnęła po cienkiego papierosa. Dopiero teraz miała okazję przyjrzeć się towarzyszom. Nigdy nie marnowała okazji do dobrej zabawy, a ta zapowiadała się wyśmienicie. Wypuściła spomiędzy pełnych warg delikatną mgłę różowego dymu. Przynajmniej na chwilę przyćmiewała specyficzną aurę Nurglity. Czuła podniecenie na myśl o zbliżającej się misji. Uwielbiała wyzwania. Ruszyła korytarzami co jakiś czas strzepując popiół na ziemię. Ściśle przylegająca zbroja oddawała kuszące kształty. Odgarnęła długie, czarne włosy z naramiennika przeglądając się w mijanej szybie. Kroczyła pewnie i jednocześnie lekko. Pan Rozkoszy oddał swej wybrance to z czego odarł ją Imperator i Kościół. Nieposkromioną kobiecość… Sabathiel była jednak sentymentalna i gdyby nie błogosławiona przez Slaanesha zbroja, wciąż mogłaby uchodzić za jedną z sióstr. Na tatuażu Lilii i pistolecie boltowym kończył się jednak rzewny, powierzchowny sentymentalizm. Służyła Jedynemu i to jego pragnęła zaspokajać. Wszyscy, których spotykała przez dziesięciolecia byli tylko potencjalnymi narzędziami spełnienia jej ambicji. Rzuciła niedopałek na ziemię i zgniotła wysokim obcasem.

Strateg Chaosu bez problemu kuśtykał za Czarnoksiężnikiem. Czarny czterooki kruk siedzaił mu na ramieniu, nie poruszony bujaniem jakie powoduje chód Taktyka. Służba Lordowi Abaddonowi, nie była jego wymarzą metodą spędzania czasu. Szanował oczywiście potęgę i przychylność mrocznych bóstw jakimi dowódca Czarnego Legionu się cieszył. Nie szanował jednak braku kompetencji i posłuchu wśród swych podwładnych jakimi się cechował. Od czasu Herezji Horusa, Abaddon poprowadził wiele Czarnych Krucjat przeciwko imperium, żadna nie zbliżyła się chociażby do Terry. Brak sukcesu musi bawić Wielką Czwórkę, że ciągle faworyzują Mistrza Wojny. To albo ciekawi ich ile jeszcze porażek Kosmiczny Marine Chaosu zniesie.
Kiedy ruszyli do teleportera Strateg zamyślił się na chwilę rozważając możliwości i przeciwności jakie ich spotkają. W końcu spojrzał na prowadzącego ich Czarnoksiężnika.
-Idzie tylko nasza czwórka? W takim razie będzie musiała to być cicha misja.- to mówiąc zerknął na Febrisa i Alphariusa.
-Jaki opór możemy spotkać? Gwardia Imperialna? Astartes lub Sororitas?- wolał być z góry przygotowany na to co ich czeka. Nie znał możliwości swych... sojuszników, a to była kolejna przewaga dla wroga.

Sabathiel zatrzymała się spoglądając na stratega. Po chwili nachyliła się nad jego ramieniem i głaszcząc kruka zapytała z rozbawieniem.
- Nie lubisz niespodzianek kotku? - usłyszał przy swoim uchu.
Strateg zerknął na Slaaneshytkę.
-Nie specjalnie. Chyba, że ja je robię. - kruk zaczął łasić się do ręki Miriael.
Kobieta gładziła czule ptasie pióra.
- Więc będziesz musiał się przyzwyczaić, bo czuję, że czeka nas ich wiele... - uśmiechnęła się lekko i przeciągnęła językiem po łebku jego czterookiego towarzysza odchylając się.

Febris bardzo pogodnie przyjmował słowa Abaddona, nie przejmując się specjalnie ani groźbami, ani lekceważeniem jakie im okazano. Dwanaście wypraw na teren wroga, zniszczone światy i miliony poległych. Każda z Krucjat osłabiała Imperium otwierając Mrocznym Bóstwom drogę do serc i umysłów ludzi, ale przecież nie dlatego cieszył się takimi względami Starożytnych Potęg. Jaki jest twój prawdziwy cel Ezekielu? – zastanawiał się – Cóż to za kosztowny plan uknułeś, co ciągnie się przez tysiące lat i wymaga takich ofiar? Machinacje godne Pana Przemian, rzeź radująca Niszczyciela – wyliczał w myślach – ból który tak ukochał Slaanesh i bezbrzeżny smutek miliardów twych ofiar dla Boga Rozpaczy. Dla każdego masz jakiś dar, ale czy sam nie mierzysz zbyt wysoko? Czyżbyś chciał zabić samozwańczego boga po to, by samemu zająć jego miejsce?

Febris wciąż rozbawiony myślą o możliwych narodzinach piątego boga chaosu wysłuchał reszty przemowy i wraz z innymi wymaszerował z sali, zatrzymując się tylko by przepuścić w drzwiach służkę Slaanesha.
Szedł na końcu kolumny z każdym krokiem cicho pobrzękując łańcuchami oplatającymi wysłużony pancerz. Antyczna kadzielnica z brązu huśtała się na haku przytwierdzonym do plecaka, pośród gnijących głów i innych odrażających amuletów. Wiszący przy pasie pistolet czasy świetności miał dawno za sobą, tak jak i poszczerbiony i zaśniedziały miecz równoważący jego ciężar przy pasie wyznawcy Nurgla. Z każdą chwilą gęstniała też otaczająca go aura zepsucia i słodkawy zapach zgnilizny.
- Czy możemy liczyć na jakichś ukrytych sojuszników? - zapytał uprzejmym tonem – Ci którzy przejrzeli kłamstwa Fałszywego Boga mogliby się nam bardzo przysłużyć... nie tylko informacjami. A przede wszystkim, gdzie dokładnie zamierzasz nas wysłać Zaraphistonie?

Alpharius długo jeszcze wpatrywał się w drzwi do sali tronowej. Z jego oblicza nie schodził ironiczny uśmiech. Ruszył za nowymi towarzyszami dopiero w chwili gdy ci znikali już w głębi korytarza. Nawet tutaj, w pomieszczeniach przystosowanych do wzrostu Kosmicznych, musiał schylać się przechodząc przez kolejne śluzy. Zdążył przyjrzeć się trójce tymczasowych sojuszników.
Wyznawczyni Slaanesha zrobiła na nim wrażenie. Największe w okolicach lędźwi. Miał ochotę poznać ją bliżej. Dużo bliżej… Najlepiej tu i teraz. Wiedział jednak, że inny mężczyzna zajmował teraz jej myśli. I nie chodziło wcale o Stratega, z którym rozmawiała.
„Będzie musiała to być cicha misja.” Te słowa w połączeniu z wymownym spojrzeniem Tzeentchianina nawet go rozbawiły. Chyba niewiele wiedział o umiejętnościach synów dwudziestego legionu. Alphariusowi to nie przeszkadzało. I tak zawsze był zdany tylko na siebie.
Pytanie Febrisa zwróciło uwagę Legionisty na członka Gwardii Śmierci. Było dla niego niezwykle ważne. Miał swoich agentów w niemalże każdej części Imperium. A już na pewno tam, gdzie lojaliści ścierali się z siłami Chaosu. Zmrużył nieznacznie oczy przyglądając się dziecku Nurgle’a. Zmieniający się kolor tęczówek był jedyną anomalią w wyglądzie Alphariusa. Poza tym nie różnił się niczym od Kosmicznych pozostających w służbie Fałszywego Boga. Z doskonale skrywaną niecierpliwością czekał na odpowiedź Zaraphistona.
 

Ostatnio edytowane przez Seachmall : 26-08-2011 o 20:31.
Seachmall jest offline