Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-08-2011, 14:46   #8
Ratkin
 
Ratkin's Avatar
 
Kirił leciał bardzo powoli za swoim celem. Stracenie kobiety z pola widzenia mu nie groziło. Nie wiedziała że każdy jej krok był śledzony od momentu kiedy się obudziła. W zasadzie stracił ją z oczu tylko na chwilę, kiedy odpędziła siedzącego na parapecie jaj balkon przerośniętego gawrona. W zasadzie, był to kruk. Kruk jak to kruk, mieniący się całą gamą odcieniami czerni, przechodzących w promieniach porannego słońca w fiolet. Nieduży jak na kruka, widziany teraz z ziemi mógłby, gdyby nie charakterystyczna sylwetka, być pomylony z gawronem. Za to zdecydowanie od innych kruków szybszy, wręcz nienaturalnie szybki, zostawiał daleko w tyle innych samców swojego gatunku, niezadowolonych z pojawienia się obcego osobnika na ich terenie.

Moskwa na dłużej niż kilka chwil. Po tylu latach...

Śledzona przez niego kobieta weszła do budynku prokuratury. Da jej kilka minut. Skoncentrował się na swoim cieniu mknącym po dachach mijanych w locie budynków. Wezwał w myślach swojego ducha opiekuńczego i poprosił go o drobną przysługę. Cień zniknął. Kirił mrugnął oczyma i z zadowoleniem przyjął to ciekawe uczucie które zawsze towarzyszyło mu podczas używanie tego daru. Czas na odrobinę prywaty. Zatoczył szerokim łukiem okrąg w powietrzu i rozejrzał się czy na okolicznych dachach niema kogoś kto mógłby go zobaczyć. Kiedy byl pewien że nie złamie tak bezczelnie Zasłony, spokojnie opadł na blaszany dach jednej z kamienic, zmieniając przy tym swoją formę. Po kilku jak zwykle nieprzyjemnych sekundach otrząsnął się po transformacji. Rozglądnął się mrużąc swoje oczy i pociągając nosem. Norma po powrocie do ludzkich kształtów. Nagłe uderzenie smrodu miasta w nosie oraz to wrażenie jakby wszedł do ciemnego pokoju i za cholerę nic nie widział do puki wzrok się nie przyzwyczai. Zawsze miał bardzo dobry, można by rzec, że sokoli, wzrok, jednak nawet nie umywał się on do tego jaki zyskiwał kiedy stawał się krukiem. Czuł się teraz jakby ściągnął z oczu bardzo mocne okulary. Oczy lekko mu łzawiły, zapomniał przymknąć je tuż przed przemianą i teraz miał za swoje. Te okulary musiały by mieć soczewki jak denka od jaboli...

Właśnie z powodu jaboli Kirił wylądował na tym a nie innym dachu. Znał tą kamienicę. Przez lata owszem, została nieźle odremontowana, ale spadzisty blaszany dach nie zmieniał się ani trochę. Jak cała Moskwa, pomyślał. Z lotu ptaka przypominała mu małe miasteczka w westernach. Piękne, wystawne fronty, a za nimi baraki. Nie miał problemu żeby utrzymać się na śliskich dachówkach, gdyż jeszcze przed Pierwszą Przemianą często tu bywał żeby napić się nieco "ambrozji" w towarzystwie znajomych. Najczęściej koleżanek. Cieć tej kamienicy nigdy nie zamykał bramy na wieczór i jeśli tylko udało się przemknąć po cichu po schodach, przez pozbawiony zamka właz dało się znaleźć chwilę intymności z pięknym widokiem na w zasadzie odpychającą panoramę miasta. W zasadzie rozglądając się teraz dookoła na jego rodzinną stolicę, to miał wrażenie że jest turpistą... Kirił parsknął śmiechem kiedy wróciły wspomnienia.

Przejechał swoją wychudzoną i bladą dłonią i przeczesał czuprynę placami zakończonymi nieprzyciętymi ostatnio paznokciami. Niemalże kruczoczarna czupryna jak zwykle pozostała w "artystycznym nieładzie". Mlasknął. Dziś nawet się umył i wyszorował zęby. Jak zwykle sępił wszystko od innych skłotersów. Dzięki Gai, że jedna nowa anarchizująca pancórka jeszcze nie miała go dość. Niemniej, chyba trzeba będzie po powrocie "skombinować" nieco kasy i odkupić jej co nieco. Czysty i wyprany czy nie - i tak Kirił jak zwykle wyglądał nieco nieświeżo. Jego długi czarny płaszcz, wiszący na nim jak na wieszaku, został ubrudzony... w zasadzie ujebany... lata temu i tak mu już zostało. Włosy mimo że umyte kilka godzin temu, już wyglądały na przepocone. Zawsze tak miał po przemianie...

Z nostalgicznej zadumy wyrwało go zwykłe przyziemne ssanie w żołądku. To też było podobno charakterystyczne dla zmiennokształtnych po zmianie formy - żołądkowi zawsze przypominało się wtedy że jest pusty, nawet jeśli był tylko skołowaciały po zmianie rozmiarów. Kirił z lekką niepewnością zerknął na kontener ze śmieciami na dziedzińcu kamienicy. Nawet jego ludzkie oczy dostrzegły w nim ruch. Szczur. Kirił sprężył się w sobie, żeby powstrzymać się od zmiany formy i upolowania szybkiej przekąski. W zasadzie teki szczur starczyłby mu do jutra... Kirił zmienił formę i poderwał się do lotu. Potem coś przetrąci. Najpierw obowiązki...

Budynek prokuratory prezentował się dość okazale. Był wysoki, o strzelistym dachu. Zbudowany z jasnej, czerwonej cegły cały, zniszczonej w wyniku bezustannego ruchu samochodów który sprawił że szyby pozostawały brudne, cegła szara, boczne ściany spękane. Budynek zbudowano na planie kwadratu, wciśnięto pomiędzy nowe konstrukcje lecz przewyższał je on sporo. Co z tego, że miał parter i trzy piętra, skoro dach zajmował wysokość dwóch dodatkowych?

Kiedy nabrał wysokości znów skoncentrował się na swoim "bliźniaczym" odbiciu które właśnie szpiegowało dla niego budynek prokuratury z Tamtej Strony. Zamknął na chwilę oczy, żeby połączyć z nim swoją świadomość...

Tutejsza umbra wyglądała... Czystko. Spokojnie. Budynek widziany z Tamtej Strony, przypominał szklaną, przeźroczystą piramidę o krystalicznych ścianach tworzących proste pomierzenia. Niektóre gabinety, gdzieś na bokach, wydawały się zrobione z ciemniejszego szkła, nieco ograniczając widoczność wnętrza. Po korytarzach przechadzały się dwie istoty, jedna przypominającą chodzący kwadrat z wymalowanymi tekstami recytowała przepisy prawa niczym rosyjską przyśpiewkę -zresztą kwadrat miał na głowie poszarpaną uszankę- druga istota, o wychudłym kształcie humanoida-patyka i nieproporcjonalnie wielkiej głowie z której wystało kilkadziesiąt rąk, owa postać rysowała drobnymi szponami szkło, wygrywając na nim melodyjkę. Duch wysłany przez Kiriła ostrożnie minął tego drugiego i rozgościł się w umbralnym odbiciu pokoju pani prokurator...

Kirił skoncentrował się jeszcze bardziej i w jego głowie pojawił się widok tego gabinetu, co prawda z nieco niewygodnej perspektywy. Miał wrażenie że jest bardzo mały i ogląda go z wnętrza stojącej na blacie biurka szklanki. W jego oczy rzucił się mały liścik, poniewierający się po drewnianym blacie. Ręcznie zapisany, po rosyjsku. Pismo niezgrabne, niekiedy niektóre litery namazano piórem zbyt mocno, tworząc prawie kleksy. List chyba prywatny...

„[...]Dasz mi trochę czasu? Nigdy nie miałem tak wspaniałej, bardzo pięknej kobiety. Rzadko miałem taką szanse. Myślisz, że jej nie rzucę? Moja żona to przeszłość od kiedy Cię poznałem. Mam tylko nadzieję, że kiedy się rozwiodę i będziemy razem, to okażesz mi większe względy.[...]”

Sranie w banie - pomyslał i przeliterował sobie te "kleksy": Diana... Brzeska... Maya... Trop. Co prawda większe tropy zostawiała po sobie muszka owocówka, ale trop.
 
__________________
-Only a fool thinks he can escape his past.
-I agree, so I atone for mine.


Sate Pestage and Soontir Fel
Ratkin jest offline