Wątek: Lustro duszy
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-09-2011, 22:28   #1
Nimue
 
Nimue's Avatar
 
Reputacja: 2378 Nimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputację
Lustro duszy

Było ich troje. Od niepamiętnych czasów. Od zawsze. Od początku.
Oni podobni jak dwie krople wody: młodzi, silni, piękni. Na ich widok spokój nadbiegał migiem z najdalszych czeluści obawy. Strach ustępował, pąsowym obliczem wstydu tłumacząc swą próbę dominacji. Byli ukojeniem, delikatnym uściskiem pewnej ręki. Byli bezpieczeństwem.
Ona...
Była ich młodszą siostrą. I właściwie do momentu ukończenia osiemnastu lat nie można było więcej o niej powiedzieć. Młodsza siostra wspaniałych bliźniaków. Tylko tyle. Niewiele. Marnie.

Wszystko przewróciło się do góry nogami, gdy zamieniła jeansy na mini i okulary na soczewki. Jedno piwo, którym uraczyli ja braciszkowie, przypieczętowało jej pozycję. Nagle okazało się, że potrafi się uśmiechać, patrzeć zalotnie w oczy i ripostować w niebywały sposób zaczepnych łowców spódniczek. Jeden wieczór wystarczył, by zmieniła diametralnie swoje życie. Przestała się bać ludzi i w końcu uwierzyła w siebie.

Sielanka trwała na tyle długo, by wykształcić w niej pancerz odporny na „tykanie” fizyczne czy psychiczne. Lawirowała zgrabnie między pułapkami najokrutniejszego ze światów: rzeczywistości małolatów, którym wydaje się, że wystarczy podskoczyć, by sięgnąć księżyca.

Uwielbiała swoich braci. Nigdy z nikim nie rozumiała się tak dobrze. Bez słów. Bez pretensji. Bez sztuczności. Im mogła powiedzieć wszystko.
Im właśnie zapalała znicz na grobie w Krakowie. Od dziesięciu lat, co tydzień, gdy inni zaczynali cieszyć się weekendem, ona wyruszała zakorkowanymi ulicami na cmentarz Batowicki.

W ten piątek jednak wszystko było inaczej.

Wstała jak zwykle o 6.15. Rozkoszowała się przez chwilę miłym ciepłem futerka czarnej kotki leżącej jej na nogach, by w końcu delikatnie przesunąć miękkie ciałko z kłopotliwej pozycji.
Wzięła prysznic, umyła zęby i... spadła na nią dręcząca świadomość braku. Długo wpatrywała się w lustro, zanim dotarło do niej : nie dostała okresu! Od wielu lat, jak wierny towarzysz, nie spóźniał się nigdy. Zawsze na czas, precyzyjnie obecny, niemal co do godziny.
Historia „towarzyska” przebiegła przez jej głowę z prędkością TGV. Kilka przygodnych, ale bezpiecznych kontaktów – rzadko ulegała chwili, zazwyczaj kierowała się rozsądkiem. Tylko... Tylko ten jeden raz... Najwspanialszy raz w jej życiu.
Rzuciła się na torebkę. Papiery, papierki, śmieci, cukierki wszystko to wystrzeliło z wnętrza z impetem wulkanu.
- Cholera – przecież miałam jego wizytówkę! - Zaklęła cicho, rzucając torebką o podłogę.
Popatrzyła kolejny raz w lustro.
- Spokojnie. Nie będziesz mamą! Bez paranoi. To się zdarza.
Wzięła kilka głębokich oddechów, dotknęła swojego brzucha i przeświadczona o nadwrażliwości, zajęła się robieniem makijażu.
Oczy. Powieki. Wróć!
Najpierw garsonka, żeby dopasować kolor.
Ciemne bordo.
Cień w kolorze brudnego różu na całej powiece. Lekko zadrżała jej ręka. Dlaczego?
Pędzelek unurzany w grafitowym holograficznym cieniu. Maźnięcie w kącikach, roztarcie palcem.
Teraz tusz.
Odkręciła... Dłoń ponownie zaczęła tańczyć w pląsie drżenia. - Co się dzieje???
Z trudem dokończyła proces upiększania. Z garderoby wyjęła upatrzony komplet odzieży i zajęła się przystrajaniem swojej sylwetki.
Po kilku chwilach była gotowa. Lustro kłamało jak zwykle. Ładnie. Ale...

Kot przewrócił się gwałtownie w pościeli. Zamruczał przymilnie, wyprostował swoje nogi do granic możliwości i zalał oblegającą ciszę kojącym acz przydługim i roszczeniowym : miauuuu...
 
__________________
A quoi ça sert d'être sur la terre?
Nimue jest offline