Wątek: Czaszki
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-10-2011, 18:00   #3
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 18619 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Felicita lekkim skinieniem głowy potwierdziła wiadomość o nowym przydziale. Nie była to degradacja, więc nie musiała się przejmować, w sumie może nawet było jej to na rękę?

Słowa kapitana przyjęła z pełną obojętnością. Choć w życiu nikomu by tego nie powiedziała - nie lubiła swojego dowódcy. Miała jednak świadomość, że nie po to tutaj przyszła, żeby się z kimś lubić. Niemniej kapitan zdawał się szczycić tylko doświadczeniem w akcjach jak uczestnik, a nie strateg. Nie rozumiał na początku potencjału, jaki daje mu snajper w oddziale. W jego oczach był to bezwartościowy dodatek - słaba kobitka, którą trzeba gdzieś oddelegować, bo nie nadaje się do walki w starciu. Dopiero ona sama udowodniła mu swoją wartość, zdejmując jednego wieczora 3 z 5 szefów grupy zajmującej się nielegalnym handlem zwierzętami. Co prawda nawet to nie przekonało do końca kapitana, który uznał pewnie akcję za typowy fart żółtodzioba, dopiero kiedy zawarła nieoficjalny rozejm z USA, a ten zaczął wystawiać jej co grubsze rybki na połów - pokaźna lista ofiar snajperki sprowadziła ją niemal do roli pupilki dowódcy. Niemal - ponieważ nigdy nie pozwoliła się traktować inaczej niż pozostałych - ani gorzej, ani lepiej.

Myślała o tym wszystkim, opierając się o framugę okna i czekając na nowego przywódcę. Z pełną premedytacją ignorowała nowych towarzyszy. Ich - podobnie jak członków dawnego oddziału -nie musiała znać czy lubić, musiała z nimi tylko pracować. Jeśli jest się jednak przy temacie lubienia, to NIE lubiła ludzi spóźnialskich - takie zachowanie było dla niej wizytówką pod znakiem braku profesjonalizmu a nie świadectwem władzy. Na szczęście jednak nowy kapitan nie kazał czekać długo, nie bawił się też w uśmiechy czy oficjalne powitania, od razu przeszedł do konkretów. A te okazały się bardziej niż interesujące. ..

Zabójstwa wyglądały na dzieło albo psychopaty, który umyślił sobie pozostawiać swój znak rozpoznawczy, albo… rytualne morderstwo. Przyjrzała się uważniej fotografiom.

- Och…

Nagle znów miała kilka lat, była małym dzieckiem. Matka zamknęła ją w kojcu z metalowej siatki. Robiła to zawsze kiedy Felicita nabroiła, teraz jednak chciała zapewnić sobie spokój i to, że dziecko nie wejdzie w obszar jej prac. Dziewczynka, mimo całego poczucia niesprawiedliwości, rosnącymi ze zdziwienia oczami przyglądała się jak matka maluje dziwne wzory na środku chaty, używając do tego mieszaniny popiołu i ziół. Kiedy skończyła, zaciągnęła na środek opierającego się i beczącego żałośnie koziołka, którego Felicita często nazywała w myślach Mortim. W dłoni matki zalśnił ostry nóż, którego czubek skierowała do piersi szarpiącego się zwierzęcia, a następnie…

Dość brutalne szturchnięcie łokciem w bok wytrąciło Latino z zamyślenia.

- Krwawemu Felixowi już ktoś dawno wyrwał serce – szepnął do niej USA, zachowując poważny wyraz. – Pewnie dlatego wybrali go do tej roboty.

Ponieważ nie spodziewała się kuksańca, musiała zawalczyć przez ułamek sekundy, by utrzymać równowagę. Na szczęście, skończyło się na tym, że tylko zmieniła nogę, na której się podpierała. Morderczym wzrokiem spojrzała na Raimunda, który wyglądał teraz jak obraz wszystkich możliwych cnót. Zaklęła w myślach, nie odważyła się jednak na ripostę, szczególnie, że Fontes właśnie skończył przemowę.

- Jakieś pytania? - zapytał na koniec.

Nie, nie miała pytań. Skoro mieli jechać zdobyć informacje, jej rola ograniczała się do przetransportowania tyłka z miejsca A do miejsca B. Jej prawdziwe zadanie natomiast zaczynało się dopiero, gdy padał rozkaz zabijania, a tutaj nie musiała mieć pytań. Na ten temat wiedziała już chyba wszystko.

***

Jechali właśnie na miejsce, kiedy usłyszeli komunikat o jakichś zamieszkach w pobliżu. Fontes obiecał się tym zająć. Cóż, jej i tak to obojętne. Wykona każdy rozkaz. Kiedy Juan podjechał na upatrzoną przez siebie pozycję, a chłopcy zaczęli szykować się do wyjścia, ona sprawnie wdrapała się na dach pojazdu, by tam szybko przylgnąć do rozgrzanego słońcem metalu. Przez lupę swojego L115 A3 Long Rifle zaczęła lustrować sytuację. Teraz miała jedno pytanie do kapitana.

- Ranić czy zabijać? - spytała po prostu.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 02-10-2011 o 19:28. Powód: bold
Mira jest offline