Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-12-2011, 18:37   #7
Sekal
 
Sekal's Avatar
 
Reputacja: 6828 Sekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputację
Noc minęła spokojnie, deszcz bębniący o dachówki byłby nawet przyjemny i uspokajający, gdyby nie pojawiające się za oknem nieregularne błyski błyskawic i głuchy pomruk grzmotów, nie odpuszczający przez prawie całą noc. Zmęczenie podróżników było jednakże na tyle duże, że niewiele z tego zapamiętali, może raz czy dwa budząc się grubo po północy, kiedy to na chwilę burza przybrała na sile. Łóżka były ciepłe, kąpiel rozgrzała ich członki, a ubrania schły na kominie, na specjalnie przygotowanych miejscach. Mieszkańcy Stromdorfu musieli być na tę sytuację przygotowani, niewątpliwie w ich domach ogień płonął nawet w środku lata, a węgiel był czymś niemal niezbędnym, gdy chciało się wysuszyć cokolwiek. Mimo bliskości Reikwaldu, drewna także musiał być niedostatek, tego suchego i nadającego się przynajmniej do palenia. Może to właśnie było wyjaśnienie do używania przez tutejszych dużej ilości kamienia? Deszcz szumiał nieustannie, bębniąc o dachówki.
Tutejsi nie narzekali na deszcz, on nigdy nie był tu niczemu winny. Gdyby tylko zaczęli, prawdopodobnie popadliby w tak mocną depresję, że tylko wyjazd na pustynie mógłby pomóc im wydobyć się z niej.

Poranek nie przyniósł większych zmian, chociaż wydawało się, że deszcz prawie ustał. Wciąż w powietrzu unosiła się drobna mżawka, wilgotność była ogromna, a ciemne, ciężkie chmury wisiały nad miastem, ale tutaj trzeba było patrzeć na to inaczej - była to w końcu jakaś poprawa. Już z okien widać było ludzi, których coraz większa ilość wylegała na plac targowy, gdzie kramem rozłożył się Otto. Nie był to dzień targowy, toteż uliczki nie były zapchane, a we wspólnej izbie o tej porze pojawili się tylko oni. Kupiec i jego pomocnicy pewnie podnieśli się zaraz po świcie, którego tu i tak nie można było dostrzec.
Za barem tym razem znajdował się sam Sebastian Brenner, polerując leniwymi ruchami kontuar. Jego syn kręcił się po gospodzie, najwyraźniej dziewki służebne o tej porze miały albo inne zajęcia, albo wolne. Podano im jedzenie i choć do zapitki darmo była tylko woda, to i tak łatwo domyślali się, jak łakomym kąskiem był pierścień gildii. Oni właśnie dzięki niemu mieli teraz ciepło przespaną noc, suche ubrania i pełne żołądki. Zdecydowanie łakomy kąsek. W ruch poszły także języki, a tutejsi właściciele na wspomnienie kupca pokiwali głowami w zamyśleniu. Hans przypomniał sobie jako pierwszy.
- Florian Wechsler, tak, pamiętam. Przyjechał z węglem, na zamówienie, wzięliśmy od niego trzecią część ładunku jeśli dobrze pamiętam. ile to było temu, tatko? Niecałe trzy tygodnie, prawda?
Jego ojciec przytaknął, nie odrywając się od swojego leniwego zajęcia.
- Ano, będzie z tyle już. Ale nie u nas się zatrzymał, tacy jak on zwykle wybierają Garnek Do Duszenia.
Prychnął głośniej, nagle zaczynając więcej energii wkładać w swoje ruchy. Jego syn zaśmiał się cicho, krótko i bez większej wesołości. Potem wyjaśnił ciszej.
- Keila zabrała większość przyjezdnych klientów, zwłaszcza poza dniami targowymi. Ojciec się na to wścieka czasami, ale kupców z zewnątrz u nas i tak niewielu.

Nie mieli się co dalej zastanawiać. Dokończyli śniadanie i wypytali o drogę, która trudna nie była. "Garnek Do Duszenia" znajdował się przy jednej z trzech wyłożonych drewnianymi balami dróg, niedaleko koszar straży miejskiej, stanowiąc nieco inny widok od Wodnego Gromu. Budynek był powiem szeroki, ale niski, z ledwie poddaszem, na którym pewnie nie mieściło się zbyt wiele pokoi. Zbudowany także trochę inaczej, z grubych, nieociosanych bali, opatrzony był stosownym szyldem. Bez wahania wkroczyli do środka, trafiając najpierw do małego pomieszczenia będącego szatnią - w tym mieście musiało być to normą, wnoszenie mokrych płaszczy do wspólnych sal raczej nie było dobrze widziane. Zanim jednakże zdążyli się dobrze rozdziać, pojawiła się ubrana w jaskrawo żółtą sukienkę istota, mierząca niecały metr, ale za to z całkiem szerokimi biodrami i wydatnymi piersiami zwiastującymi nie tylko kobietę rasy niziołczej, ale także kucharkę lubiącą próbować swoich potraw. Na jej ustach natychmiast pojawił się nieskazitelny, bardzo przyjemny uśmiech, a dłonie mimowolnie poprawiły warkocz brązowych włosów.
- Witajcie w Garnku, kochani. Wczesna pora, ale ugoszczę czym zechcecie. Zdejmiecie płaszcze, proszę? Dziś będzie mięciutka baraninka, ale wstawiłam ledwie. Pokoje? Ah, nie, widzę, że z czymś innym przychodzicie. To może chociaż napijecie się czegoś? Keila Cobblepot, gospodyni, do usług.

Nie chcąc słuchać odmowy, poprowadziła do znajdującej się w następnym pomieszczeniu wspólnej sali z ogromnym kominkiem, w którym palił się już ogień. Było tu zupełnie pusto. Gdy zadali swoje pytania, nie zastanawiała się nawet nad odpowiedzią. Dysponowała lepszą pamięcią niż Brennerowie, albo zwyczajnie zapamiętywała swoich klientów, zwłaszcza, że ten pojawił się przecież nie aż tak dawno temu.
- Tak, zatrzymał się u mnie, wraz ze swoimi ochroniarzami i pomocnikami w jednym. Kranzem i Olafem, chyba tak na nich wołał, jeśli nic nie przekręciłam. Ale tylko jedną noc został, potem obudził mnie wczesnym rankiem, aby uregulować rachunek! Na szczęście zawsze wstaję rano, aby upiec chleb. Chcecie spróbować mojego chleba? Jest doprawdy pyszny! Aha, no i ten kupiec zostawił tych swoich ludzi, gdy opuszczał moją gospodę.
Skrzywiła się wyraźnie, gdy zamiast coś zamówić zadali kolejne pytania.
- Wiele więcej nie wiem o nim, wielu kupców się tu zatrzymuje... chociaż niewielu ich w Stromdorfie bywa. Wóz zniknął, rano już go nie było, podejrzewam, że zwyczajnie wziął go ze sobą. Pamiętam tego biednego białego osła, co to ciągnął. Biedactwo, całe pokryte błotem wyglądało na smutne. Na pewno niczego się nie napijecie? Mogę coś zagrzać, doda energii na cały dzień.
 
Sekal jest offline